30 ton ziemniaków zalega w kopcach. Rolniczki robią akcję na poluKlinika Słoika/fb
StoryEditorakcja na polu

30 ton ziemniaków zalega w kopcach. Rolniczki robią akcję na polu

13.03.2026., 17:00h

30 ton ziemniaków od jesieni leży w kopcach na polach. Rolniczki z Dolnego Śląska postanowiły zrobić akcję i sprzedawać je po złotówce, żeby jak najmniej się zmarnowało. Przy okazji organizują ognisko i wspólne pieczenie bulw. Chcą pokazać przybyłym, ile pracy kosztuje wyprodukowanie ziemniaków i jak trudno dziś sprzedać plony w czasie nadprodukcji.

30 ton ziemniaków w kopcach 

22 marca rolniczki z gminy Dziadowa Kłoda na Dolnym Śląsku, organizują otwarcie kopców ziemniaków, ognisko i wspólne pieczenie bulw na polu w Miłowicach, gdzie pozostało niemal 30 ton odmiany Konstancja, których nikt nie chce kupić.

– Byleby jak najmniej się zmarnowało, bo to boli – mówi nam rolniczka. Chcemy, żeby ludzie zobaczyli, ile serca wkładamy w te pola, ile trzeba pracy, żeby wyrosło coś, co potem zalega w kopcach – dodaje.

Na miejscu w Miłowicach będzie też stoisko z lokalnymi warzywami i przetworami przygotowanymi przez Panią Izabelę Rasała, blogerkę prowadzącą konto Klinika Słoika na Facebooku. Pani Izabela działa w ramach małego przetwórstwa i kooperatywy rolników – przetwarza warzywa od lokalnych producentów i tworzy własne przetwory w słoikach. Tuż przed Wielkanocą przybyli będą mogli zakupić jej przetwory, zakwas, chrzan, ćwikłę, a także jajka i zioła od sprawdzonych rolników z regionu.

Nadprodukcja ziemniaków blokuje sprzedaż i odbiorców

– U nas w wiosce każdy ma problem, żeby cokolwiek sprzedać – mówi rolniczka z Miłowic. – Nie tylko ja jestem tutaj. Każdy. Każdy ma problem, żeby cokolwiek sprzedać. Nawet nie ma szans, żeby to za parę groszy, czy 10, czy 20 groszy oddać komuś do zwierząt. Bo nikt nie ma już zwierząt.

Ziemniaki, które nie znalazły nabywców, pozostały od jesieni w kopcach na polach.

– To jak było zakopcowane, to zostało w kopcach. Nie ma chętnych skupów, skupy nie biorą – wyjaśnia rolniczka.

Problem dotyczy także innych warzyw.

Z warzywami też zostali wszyscy, to nie tylko ja jestem tutaj. Marchewka piękna, pietruszka, kapusta – po prostu nie ma odbiorcy. Zostaje na polu, zmarzła, albo się nie sprzeda – dodaje.

Koszty produkcji przewyższają przychody

Pracy już nawet nie liczymy, już nikt nie liczy tego. Ale wiadomo, że tego ziemniaka trzeba zaorać, trzeba ropę, sprzęt się zużywa, trzeba posadzić to. Trzeba też opryskać, wiadomo, no bo nie ukrywajmy, przecież to nie jest wszystko eko, bo by zarosło i by nie było nic – podkreśla rolniczka.

Tradycyjne metody sprzedaży zawodzą, jak podkreśla rozmówczyni, skupy nie biorą, handlarze nie chcą, a ludzie w mieście kupują w marketach po 3 złote za kilo. I nie ma kto wziąć pracy rolników. Trzeba samemu jechać, przygotować, segregować, pakować – i to wszystko po to, żeby ktoś zapłacił złotówkę, a i tak nie ma pewności, czy uda się sprzedać całą partię.

– Na dzień dzisiejszy, żeby zawieść towar do hurtowni, to ja musiałam sobie kupić myjkę, ogławiarkę do selera i te warzywa musimy wyczyścić, umyć, wysuszyć, opakować w białe woreczki po 5 kilo, wrzucić karteczkę, zawiązać, zważyć, ułożyć na palecie i zawieźć. Proszę mi powiedzieć, gdzie tu jest jeszcze pośrednik? – pyta.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD ZDJĘCIEM

image
30 ton ziemniaków zalega w kopcach. Rolniczki robią akcję na polu
FOTO: Klinika Słoika/fb

Rolnicy już nie pytają o cenę, tylko czy znajdą kupców

Rolnicy nie pytają już o cenę, lecz o to, czy w ogóle znajdzie się ktoś, kto kupi ich plony. Brak sprzedaży i nadprodukcja stają się problemem systemowym w całym kraju. Rolniczka z Miłowic, która ziemniaki i inne warzywa uprawia od wielu lat, podkreśla, że sytuacja staje się z roku na rok coraz trudniejsza dla wielu gospodarstw.

– Ludzie zaczynają się miotać, bo nie wiedzą, w którą stronę iść i czego się podjąć. To wszystko już traci opłacalność w tych kosztach – mówi rolniczka i zaznacza – My nie mówimy, za ile my to sprzedamy, tylko gdzie my to sprzedamy, gdzie.

Brak hodowli pogłębia problem nadprodukcji

Brak odbiorców ziemniaków i innych warzyw idzie w parze z odchodzeniem od hodowli zwierząt. Rolnicy, którzy kiedyś mogli sprzedać nadwyżki warzyw dla zwierząt, dziś muszą liczyć każdą złotówkę, bo zwierzęta ze wsi znikają.

– Nie ma już kto wziąć tego do zwierząt, więc wszystko zostaje na polu. Nie da się tego inaczej zagospodarować – mówi rolniczka. Nawet zwierzyna tego w lesie nie przeje. Bo jak każdy sąsiad zacznie wywozić, to zwierzęta nie przejedzą. Nie dadzą rady.

Brak kontraktów to problem w całej wiosce

Problem nie dotyczy tylko ziemniaków. Marchew, pietruszka, kapusta – wszystkie warzywa bez kontraktów odbiorczych leżą na polach, marniejąc.

– To nie tylko u mnie. Każdy w wiosce ma ten sam problem. Nadprodukcja jest wszędzie, a sprzedawać nie ma komu – dodaje.

Nowe drogi sprzedaży i przetwórstwo jako wyjście z kryzysu

Pani Izabela Rasała, która uczestniczy w akcji i pomaga rolniczce oddać ziemniaki w "dobre ręce", postawiła na własne małe przetwórstwo. Wykorzystuje w nim między innymi warzywa własne, jak i od lokalnych rolników. 

Dzięki temu rolnicy mogą sprzedawać nadwyżki, a produkty trafiają bezpośrednio do klientów. Takie inicjatywy pokazują, że w trudnych czasach alternatywne kanały sprzedaży – kooperatywy, przetwórstwo, sprzedaż lokalna, wysyłkowa – mogą częściowo ratować gospodarstwa przed stratami.

Chcę pokazać, że jeśli się nie sprzedaje hurtowo, to można spróbować sprzedawać wprost do klienta, nawet w małej skali – podsumowuje pani Izabela. – Dlatego tworzę taką kooperację, bo wychodzę z tego założenia, że rolnicy powinni współpracować.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
13. marzec 2026 17:02