Tradycyjne kierunki eksportowe nie rozwijają się obecnie tak dobrze jak wcześniej, czego przykładem jest spadek eksportu do Niemiec, będących największym odbiorcą polskiej żywności. Jakie nowe rynki zamierza zdobywać polskie ministerstwo i rząd?
– Szczególne znaczenie mają kierunki afrykańskie i azjatyckie. Ministerstwo prowadzi w tym zakresie aktywną politykę, ponieważ rynki te mogą przynieść polskiemu eksportowi znaczące korzyści, między innymi ze względu na kwestie logistyczne oraz poziom cen.
W działaniach promujących polską żywność uczestniczą zarówno polskie spółki, jak i prywatne firmy należące do krajowych producentów drobiu, mleka i wołowiny oraz zakłady mięsne. Ministerstwo współpracuje z nimi, a dzięki Krajowemu Ośrodkowi Wsparcia Rolnictwa przedsiębiorstwa mogą brać udział w misjach gospodarczych i prezentować swoje produkty zagranicznym odbiorcom. Taką funkcję pełnią również targi Polagra w Poznaniu, gdzie pojawiają się przedstawiciele wielu krajów i gdzie polskie firmy mogą nawiązywać kontakty prowadzące do nowych kierunków eksportowych.
Polska uniknęła w tym roku poważnej klęski suszy, a krajowe zasoby zbóż są wystarczające, oczekiwane są również duże zbiory kukurydzy. Jak przygotowany jest system eksportu, szczególnie w kontekście wieloletnich problemów z niewystarczającą bazą przeładunkową w polskich portach i brakiem odpowiedniej infrastruktury zbożowej?
– Sytuacja wygląda obecnie dobrze, jesteśmy w stałym kontakcie z wiceministrem Arkadiuszem Marchewką, który odpowiada również za kwestie związane z bazą portową i infrastrukturą nabrzeżową. Uruchomiono już Agroport oraz jego część magazynową. Jednocześnie nadal potrzebne są dodatkowe powierzchnie magazynowe, silosy oraz inwestycje związane między innymi z pogłębianiem nabrzeża.
Port w Gdańsku prowadzi kolejne rozmowy dotyczące zaplanowanych i realizowanych inwestycji, które są realizowane ze współpracy z Krajową Grupą Spożywczą. Chodzi o uruchomienie środków i rozpoczęcie kolejnych etapów inwestycji. Docelowo ma powstać duża baza przeładunkowa.
Istotna jest przy tym obecna niewykorzystana przepustowość polskich portów. Do końca roku pozostawać ma około 2,5 mln ton dostępnej zdolności przeładunkowej. Oznacza to, że porty nie są jeszcze wykorzystywane w 100%. Ministerstwo chce jednocześnie, aby infrastruktura ta była w większym stopniu administrowana przez polskie podmioty i służyła polskim przedsiębiorstwom, w tym Krajowej Grupie Spożywczej i Grupie Elewarr. Celem jest umożliwienie eksportu polskiego zboża za pośrednictwem polskich, a nie zagranicznych firm takich jak Bunge, Viterra czy Louis Dreyfus.
Wspomniała Pani o harmonogramie tych inwestycji. Czy można coś więcej w tej chwili powiedzieć?
– Jest to bardzo duża inwestycja i chcemy też, żeby ten port działał na rzecz przeładunku polskich artykułów. Nie tylko zboża, ale artykułów rolno-spożywczych. Zależy nam, aby ten port był w administrowaniu przez Krajową Grupę Spożywczą. Do tego dążyliśmy i to jest pierwszy element. Po raz pierwszy od wielu lat mamy potężną inwestycję na rzecz rolnictwa na nadbrzeżu polskiego portu w Gdańsku.
Polska musi eksportować około 30–40% produkcji mleka i produktów mlecznych. Problemem są między innymi światowe ceny, które nie zawsze odpowiadają krajowym kosztom produkcji, przez co część produktów musi być sprzedawana za granicę po cenach, które mogą znajdować się poniżej kosztów wytwarzania. Jak wyglądają poszukiwania nowych zagranicznych rynków zbytu dla polskiego mleka i produktów mleczarskich?
– Przede wszystkim, jak mówiłam wcześniej, są to rynki afrykańskie i azjatyckie. Na możliwości eksportu polskiego mleka i produktów mlecznych otwarte są m.in. Indonezja i Singapur. Ministerstwo uczestniczy wspólnie z przedsiębiorstwami oraz spółdzielniami mleczarskimi w prezentowaniu polskiej oferty. Produkty te spotykają się z dużym zainteresowaniem.
Jednocześnie ważnym rynkiem pozostaje Ukraina, na którą Polska eksportuje znaczące ilości serów i innych produktów mlecznych. Nie można koncentrować się wyłącznie na zdobywaniu nowych odbiorców. Równie ważne jest utrzymywanie dotychczasowych rynków poprzez wzmacnianie konkurencyjności, jakości oraz dostosowywanie charakteru produktów do oczekiwań konkretnych klientów.
Ostatnio miałam okazję poznać zakład mleczarski z Opola Lubelskiego. Firma produkuje między innymi dla niemieckiego rynku, a specjalna linia obejmuje jogurty i koncentraty owocowe. Wykorzystywane są owoce kupowane od okolicznych rolników z regionu będącego zagłębiem sadowniczym. Zakład produkuje również musy i posiada specjalną linię produktów przeznaczonych dla dzieci.
Przykład ten pokazuje znaczenie dostosowania produkcji do potrzeb konkretnego rynku i klienta. Firma analizuje oczekiwania odbiorców i na tej podstawie rozwija produkty. Jej oferta wyróżnia się innowacyjnością oraz krótkim terminem przydatności, co świadczy o wykorzystywaniu naturalnych składników i ograniczeniu stosowania przetworzonych dodatków. Jednocześnie produkcja opiera się na surowcu pozyskiwanym od lokalnych rolników, a nie sprowadzonym z Niderlandów.
Skoro Polska musi eksportować 40% produkcji mleka, rozwój nowych rynków będzie wymagał także sprawnej logistyki, wykorzystania infrastruktury portowej, w tym wspomnianego Agroportu do eksportu dużych ilości produktów, takich jak mleko w proszku…
– Polska jest aktywna na rynkach afrykańskich. Za szczególnie udaną uznaję wizytę zorganizowaną w czerwcu w Egipcie. Pojedyncza wizyta czy rozmowa handlowa nie prowadzi jeszcze automatycznie do zawarcia kontraktów. Dlatego Polska zamierza kontynuować działania promocyjne i w grudniu uczestniczyć w targach Food for Africa, również z przedstawicielami polskich przedsiębiorstw.
O afrykańskie rynki trzeba aktywnie zabiegać, ponieważ konkurencja jest bardzo duża. Polska jest trzecim producentem mleka w Europie, znajdujemy się w ścisłej europejskiej czołówce, co jest również efektem postępującej profesjonalizacji sektora.
Niedawno uczestniczyłam w międzynarodowej konferencji mleczarskiej w Białymstoku. Tematem rozmów była między innymi pozycja europejskiego mleczarstwa oraz potrzeba dalszego budowania jego konkurencyjności. Polskie mleczarstwo nie śpi i aktywnie reaguje na te wyzwania, inwestuje w nowoczesne technologie. Ale konkurencyjność zbudujemy nie tylko wolumenem sprzedażowym, ale przede wszystkim jakością i asortymentem tych produktów, które proponujemy na rynki.
Tylko niewielka część polskiej produkcji wołowiny pozostaje w kraju, natomiast zdecydowana większość trafia na eksport…
– Polacy nadal spożywają stosunkowo mało wołowiny, ja z kolei jestem wielbicielką tatara z polskiej wołowiny, z polskich zakładów mięsnych i tego nie będę ukrywać. Jednym z powodów niskiego spożycia może być cena, ponieważ znaczna część konsumentów nadal zwraca uwagę przede wszystkim na koszt produktu.
Zachęcam, by spojrzeć na wołowinę również przez pryzmat jej wartości zdrowotnych i odżywczych. Podczas zagranicznych misji gospodarczych organizowanych z udziałem polskiej branży rolno-spożywczej prezentowany jest pełny pakiet polskich produktów, w tym również oferta zakładów mięsnych.
Polskie zakłady mięsne przedstawiają podczas takich wydarzeń szeroką paletę produktów, które mogą być eksportowane na poszczególne rynki. W misjach uczestniczy również Główny Inspektorat Weterynarii oraz jego przedstawiciele, co ma znaczenie dla kwestii związanych z bezpieczeństwem żywności i wymaganiami weterynaryjnymi.
Wśród ważnych kierunków eksportowych są Stany Zjednoczone i Europa, przy czym Europa pozostaje głównym odbiorcą większości polskich produktów. W przypadku tych rynków nie chodzi już tylko o ich zdobywanie, lecz przede wszystkim o ich utrzymanie i pielęgnowanie. Kluczowa jest jakość produktów, ponieważ odbiorcy zagraniczni zwracają uwagę nie tylko na sam produkt, ale także na sposób jego produkcji oraz stosowane substancje.
Z satysfakcją mówię o funkcjonowaniu mechanizmów, dzięki którym produkty zawierające nadmierne ilości chemii czy pestycydów są wycofywane z obrotu w Europie oraz zatrzymywane na granicach Polski. Świadczy to o skuteczności działania polskich służb kontrolnych.
Wracając do wołowiny, jest to polski produkt premium, którym krajowa branża może się pochwalić na zagranicznych rynkach. Nasi producenci posiadają odpowiednie certyfikaty i dbają o jakość produkcji. Znaczenie mają również sposób hodowli zwierząt, ich żywienie oraz stosowane technologie. Wszystkie te elementy wpływają na wysoką wartość kulinarną polskiej wołowiny.
Polska wołowina dobrze radzi sobie na rynku europejskim, ale działania eksportowe obejmują również poszukiwanie nowych kierunków.
I tutaj mogę uchylić rąbka tajemnicy – mamy już wstępną zgodę władz Egiptu, uzyskaną po przeprowadzonym audycie, na wejście na tamtejszy rynek 40 polskich zakładów mięsnych. Przed pełnym uruchomieniem eksportu pozostają jeszcze kwestie formalnych procedur, rozmowy znajdują się na dobrej drodze.
Rozwijanie eksportu jest możliwe także dzięki organizacjom skupiającym producentów wołowiny, które aktywnie działają na rzecz promocji polskiego mięsa i dobrze prezentują rodzimą branżę zarówno podczas wydarzeń w Polsce, jak i na zagranicznych imprezach. Polska ma bardzo dobre produkty rolno-spożywcze, z czego jestem bardzo dumna.
