Ardanowski: Dopłaty nie wystarczą. Ekologia może być ostatnią szansą dla rolnikówArdanowski: Dopłaty nie wystarczą. Ekologia może być ostatnią szansą dla rolnikówAHM
StoryEditorrolnictwo

Ardanowski: Dopłaty nie wystarczą. Ekologia może być ostatnią szansą dla rolników

19.04.2026., 13:00h

Ekologia ostatnią szansą dla rolników? Ardanowski: Tak, ale bez dostępu do odbiorców, zmian w zamówieniach publicznych i budowy stabilnego rynku dopłaty nie wystarczą.

Albert Katana: Ostatnie posiedzenie Rady Rolnictwa przy prezydencie RP dotyczyło m.in. rolnictwa ekologicznego jako szansy dla polskiej wsi. Tymczasem ten kierunek wciąż nie ma w Polsce dużego znaczenia. Dlaczego tak się dzieje i co musiałoby się zmienić, żeby stał się realnym impulsem rozwojowym dla gospodarstw?

J.K. Ardanowski: To jest trochę szerszy problem. Z inicjatywy Rady odbyło się spotkanie eksperckie z udziałem wielu osób zaangażowanych w rozwój rolnictwa ekologicznego. To nie było formalne posiedzenie Rady, ale zależy mi na tym, żeby również organizacje społeczne i ludzie kompetentni w poszczególnych działach rolnictwa przedstawiali poprzez Radę swoje propozycje rozwiązań, być może również w postaci projektów ustaw prezydenckich.

To spotkanie odbyło się na wniosek sejmowego zespołu ds. produkcji i przetwórstwa rolnictwa ekologicznego i produktów winiarskich. Nieprzypadkowo te tematy zostały połączone, bo podobne bariery, które utrudniają rozwój rolnictwa ekologicznego, widać również w produkcji winiarskiej w Polsce. Sama dyskusja była bardzo konkretna i dotyczyła przede wszystkim tego, co dziś blokuje rozwój takich kierunków.

Ja uważam, że wobec narastającego napływu podstawowej, masowej żywności z innych regionów świata, na co niestety zgadza się Unia Europejska, musimy szukać alternatyw. Mówię o Ukrainie, Mercosurze, Australii i kolejnych kierunkach importu. Jeżeli chcemy uratować nasze rolnictwo – i to trzeba dziś mówić wprost, nie modelować go, tylko ratować – to musimy szukać nisz rynkowych i przekierowywać część produkcji tam, gdzie łatwiej będzie sprostać konkurencji. Jedną z takich szans może być właśnie żywność ekologiczna.

Albert Katana: Żywność ekologiczna jest droga – to jest jej podstawowy problem.

J.K. Ardanowski: To prawda, a jednak widać na świecie wzrost zainteresowania produktami ekologicznymi. Czasem wynika to z mody, czasem ze snobizmu, czasem z potrzeb zdrowotnych, ale ten popyt istnieje, dlatego uważam, że to może być szansa dla części polskiego rolnictwa. Na razie jednak udział tej produkcji jest znikomy, według różnych danych to mniej niż 1 proc. rynku. Jedną z głównych barier pozostaje dostęp do rynku, bo rolnicy produkujący żywność ekologiczną mają problem z dotarciem do głównych odbiorców, czyli przede wszystkim do dużych miast i zamożnych konsumentów, którzy są w stanie zapłacić więcej.

Rozwiązaniem nie mogą być kolejne dotacje – owszem, one są potrzebne w okresie konwersji z produkcji konwencjonalnej na ekologiczną, w tych pierwszych latach, kiedy spadają dochody i produkcja. Tu państwo powinno pomóc. Ale dofinansowywanie samej sprzedaży ekologicznej żywności po to, żeby trafiała do zamożnych ludzi w wielkich miastach, byłoby trwonieniem środków publicznych.

To, co należałoby zrobić, to wspierać zakupy żywności ekologicznej przez szkoły, przedszkola czy placówki ochrony zdrowia. Tam ta żywność może realnie służyć budowaniu zdrowia dzieci i młodzieży, a także leczeniu i rekonwalescencji osób chorych. Trzeba tak zmienić programy żywieniowe i zasady zamówień publicznych, żeby taka żywność mogła tam trafiać. To samo dotyczy samorządów, które przecież również kupują żywność do swoich stołówek czy na oficjalne spotkania. Powinno wręcz należeć do dobrego tonu, żeby w takich miejscach kupować żywność ekologiczną.

Albert Katana: Może problemem nie jest to, że ludzie nie chcą kupować żywności ekologicznej, ale to, że nie mają pewności, czy to, za co płacą, rzeczywiście jest wyprodukowane ekologicznie?

J.K. Ardanowski: Problem wiarygodności i identyfikowalności produktu dotyczy nie tylko żywności ekologicznej, ale szerzej całej żywności wysokiej jakości. To prawda, że konsument, szczególnie ten, który kupuje żywność droższą, chce mieć pewność, a nie tylko deklarację producenta, że kupuje produkt spełniający określone wymagania jakościowe i bezpieczeństwa. Dlatego należy wrócić do rozwiązań, nad którymi pracowaliśmy jeszcze wtedy, gdy byłem ministrem rolnictwa, czyli do tzw. paszportyzacji żywności i wykorzystania nowoczesnych metod informatycznych, w tym blockchainu. Chodzi o możliwość prześledzenia historii produktu od początku – od gospodarstwa, pola czy zwierzęcia – aż do talerza konsumenta. Dla wielu klientów ta opowieść o produkcie jest dziś równie ważna jak sam produkt.

To jest szczególnie istotne dla bardziej wymagających i zamożniejszych konsumentów. Oni są gotowi zapłacić więcej, ale pod warunkiem, że nie kupują żywności anonimowej, tylko produkt z konkretnego miejsca, z udokumentowaną historią i pochodzeniem. I właśnie w tym kierunku powinno pójść również polskie rolnictwo wysokiej jakości.

Dobrym przykładem są tu polskie wina: zainteresowanie uprawą winorośli i produkcją wina w Polsce rośnie, polskie wina, zwłaszcza białe i musujące, zaczynają zdobywać nagrody i wygrywać z winami z krajów o dużo dłuższej tradycji. Ale ten rozwój nie przekłada się jeszcze odpowiednio na udział w rynku.

Jednym z powodów jest oczywiście to, że duże sieci handlowe wolą tanie wina importowane, na których osiągają wyższe marże, a niewielka produkcja najlepszych polskich winiarni nie jest dla nich partnerem. Ale to tego dochodzą absurdy prawne. Środowisko winiarskie zwraca uwagę choćby na problem sprzedaży przez internet i przesyłek kurierskich. W Polsce można zamówić alkohol z zagranicy, ale polski producent wciąż napotyka bariery. To samo dotyczy promocji własnych produktów – wino z polskiej winiarni, które jest de facto produktem rzemieślniczym, traktuje się tak samo jak seryjną produkcję alkoholi gigantów o skali światowej, i zakazuje się promowania ich, nawet na wydarzeniach gminnych czy powiatowych.

I to nie są bariery wymagane przez prawo unijne – przecież nie ma takich przeszkód w Niemczech, Francji, Austrii, gdzie tradycja winiarstwa nie została zerwana przez komunistów. Bo trzeba tu przypomnieć – w Polsce wina owocowe i winiarnie mają długą, wielowiekową tradycję. Polska była potentatem w produkcji znakomitych win owocowych, do produkcji których wykorzystywano owoce z naszych sadów. To komuniści prawie wygasili produkcję win gronowych, a jednocześnie zohydzili wina owocowe własną, państwową produkcją „win patykiem pisanych”.

Więc to nie bariery unijne, ale skutki polskich nadinterpretacji, przeregulowania i zwykłej urzędniczej przesady. I to trzeba zmienić, bo polski winiarz nie może być sprowadzany do roli kogoś, kto sprzedaje spod lady i nie może normalnie opowiedzieć klientowi o swoim produkcie.

Uważam, że żywność wysokiej jakości, rolnictwo ekologiczne, polskie winiarstwo, cydr, perry, czy regionalne alkohole rzemieślnicze mogą i powinny być ważnym elementem polskiego rolnictwa. W czasach, gdy globalny handel i umowy Unii z państwami, gdzie żywność produkuje się w zupełnie innych standardach niż w Polsce, w gorszych standardach, powoduje zalew naszego rynku tą żywnością, produkcja wysokiej jakości może stać się dla części gospodarstw realną szansą.

Albert Katana: Jakie konkretnie instrumenty wsparcia mogłyby więc realnie pobudzić rozwój rolnictwa ekologicznego? Sama identyfikowalność produktu raczej nie wystarczy, bo taka żywność nadal pozostaje droga.

J.K. Ardanowski: Jak już mówiłem, nie chodzi o dotacje. Ale działać trzeba już, więc to, co można zrobić „na szybko”, to uruchamiać wsparcie sprzedaży dedykowanej, na przykład do szkół, oczywiście proporcjonalnie do możliwości zaopatrzenia, żeby nie doprowadzić do sytuacji, w której szkoły miałyby kupować żywność ekologiczną sprowadzaną z zagranicy, ale może jeden dzień w tygodniu, może określona część dań w żywieniu dzieci powinna pochodzić z produktów ekologicznych.

Trzeba też zmienić ustawę o zamówieniach publicznych, żeby nie liczyła się wyłącznie najniższa cena, ale również pewna logika i sens takiego zakupu. Potrzebne jest też wzmocnienie przetwórstwa ekologicznego, organizowanie się rolników w spółdzielnie i grupy sprzedażowe, a także wykorzystanie prostych narzędzi elektronicznych, choćby aplikacji informujących konsumentów, kto produkuje żywność ekologiczną, gdzie ją produkuje i gdzie można ją kupić.

To znakowanie i wiarygodność produktu też są ważne, bo ludzie chcą mieć pewność, że płacą za coś, co rzeczywiście spełnia deklarowane standardy. Ale najważniejsze jest co innego: trzeba tworzyć rynek i dochody z rynku, a nie tylko myśleć o dopłatach. Żadne państwo nie będzie przecież do wszystkiego dopłacać. Problemy budżetowe w rolnictwie są coraz większe, więc trzeba szukać mechanizmów rynkowych, które pozwolą zwiększać dochody rolników. I to powinno być dziś najważniejsze.

Albert Katana: Dziękuję za rozmowę.

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
19. kwiecień 2026 13:02