Minister rolnictwa Stefan Krajewski, zaproponował dwie ustawy – o aktywnym rolniku i o dzierżawie. Jaka jest Pana opinia na ten temat?
– Boję się, że z tego nic nie wyjdzie. Chciałbym wierzyć, że chodzi o uporządkowanie stosunków własnościowych w polskim rolnictwie i określenie komu należy się wsparcie. Natomiast boję się, że to jest gra pod publiczkę, bo może to się spodobać trochę większym rolnikom, tym, którzy pozostaną aktywni. Natomiast pozbawi to wsparcia 500–600 tysięcy mniejszych gospodarstw.
Zgodziłbym się z tym, gdyby środki, których zostaną pozbawieni rolnicy mniejsi, zostały przeznaczone na wsparcie dla gospodarstw towarowych, które są w dramatycznej sytuacji. Napływ żywności z Ameryki Południowej i Ukrainy, zagrozi przede wszystkim gospodarstwom towarowym. Jeżeli płodów rolnych nie będzie można sprzedać za rozsądną cenę, to sprawi, że ci ludzie będą bankrutami w pierwszej kolejności. Przetrwają mniejsi rolnicy, którzy od dawna nie żyją już z produkcji. Ta ustawa spowoduje poczucie krzywdy u setek tysięcy polskich rolników pozbawionych tego coraz mniejszego, ale jednak wsparcia z Unii Europejskiej.
A co z ustawą o dzierżawie?
– Kwestia dzierżawy też jest sprawą złożoną. Dzierżawa jest formą umowy między właścicielem gruntów, a tym, który chce te grunty od niego wydzierżawić i wykorzystywać do celów produkcyjnych. Między stronami dochodzi do porozumienia, jaki ma być czynsz dzierżawny, kto ma korzystać ze wsparcia bezpośredniego. Przepisy mówią wprost, że ten, który uprawia.
Może uda się w ten sposób uporządkować system nieformalnych dzierżaw?
– Owszem, to jest jakaś korzyść, bo jeżeli mogę podeprzeć się dokumentem w postaci umowy, no to może dostanę łatwiej kredyt albo większy kredyt, ale na dobrą sprawę to nie rozwiązuje problemu, ponieważ to strony się umawiają. Ja słyszę często argument, że ten właściciel, który ma hektary, chciałby dostać dopłaty, a powinien dostać ten, który od niego te pole dzierżawi. Jeżeli ten dzierżawca tego nie akceptuje, to powie: panie Kowalski czy inny, a weź pan sobie tę ziemię i uprawiaj pan sam.
Czy to jest „na gębę”, czy na papierze ja wielkiej różnicy nie widzę. Jest to zawsze umowa dwóch stron. Jest jeszcze inny problem – uporządkowanie praw własności. Są sytuacje, jak w Małopolsce, że w księgach wieczystych jest parudziesięciu przodków, którzy poumierali, wyjechali do Ameryki i dziś ktoś z rodziny tamto pole obrabia. Ten rolnik nie jest w stanie wyczyścić księgi wieczystej, bo musiałby do postępowania spadkowego wezwać kilkadziesiąt osób.
Jaka będzie rekomendacja Rady do Spraw Rolnictwa przy Prezydencie RP, kiedy dojdzie do podpisania tych ustaw?
– To zależy od tych ustaw. Oby wyszło coś sensownego, co w jakimś chociaż stopniu porządkuje prawo własności, dzierżawy i korzystanie z pomocy unijnej czy też krajowej. Więc trudno mi w tej chwili powiedzieć, co wyjdzie, czy potworek, czy coś dobrego. Wtedy będziemy panu prezydentowi doradzali.
Unia Europejska podpisze umowę z krajami Mercosur?
– Boję się, że to już za daleko zabrnęło. Chociaż każdego dnia pojawiają się nowe informacje. Paręnaście dni temu Zgromadzenie Narodowe Francji przyjęło jednogłośnie uchwałę, w której zobowiązało, bardzo twarde słowa zostały użyte, rząd francuski do tego, żeby do końca walczył o zawetowanie umowy z Mercosur. Są ogromne protesty w całej Europie. W niektórych regionach Francji dochodzi prawie do powstania chłopskiego. Bo na to wszystko nakłada się również narzucanie na rolników przez Unię nierealnych wymagań.
Europa likwiduje u siebie rolnictwo pod płaszczykiem wpływu na klimat. A będzie tolerowała wylesienia milionów hektarów dżungli nad Amazonką. Rynek europejski zostanie zniszczony przez żywność nędznej jakości z terenów, gdzie nie przestrzega się żadnych norm środowiskowych. Jest determinacja polityków unijnych na skutek nacisku wielkich koncernów, że trzeba ich interesy tam zabezpieczyć. Będziemy w kleszczach między żywnością z Mercosuru, ze Stanów Zjednoczonych, i z Ukrainy. Jeżeli to wszystko się skumuluje, to będzie po polskim rolnictwie.
Bardzo wiele elementów Zielonego Ładu jest przesuwanych na kolejne lata. Czy Zielony Ład jest martwy?
– Chciałbym, żeby odszedł w niepamięć, żeby już do tego nigdy nie wracać. To jest absolutna głupota, zmuszanie ludzi do zakwestionowania wszystkiego, co do tej pory osiągnęli, bo przecież Zielony Ład nie dotyczy tylko rolnictwa. Trzydzieści parę milionów budynków w Unii Europejskiej nie odpowiada standardom, które ktoś głupi wymyślił. Do tego dochodzi podróżowanie – złe, samochody niedobre, żywność niedobra, ubrania, które nosimy niedobre. Przecież to jest jakiś absurd.
Pewne nieistotne ustępstwa, były przed wyborami do europarlamentu, kiedy chłopi się buntowali. Ale kiedy już się parlament ukształtował i układ się nie zmienił, to pani von der Leyen, która została szefową komisji stwierdziła, że będzie przyspieszanie Zielonego Ładu. To dobije Europę. Energia elektryczna w Europie jest trzy – cztery razy droższa niż w Ameryce i w Azji, więc my przestaniemy być konkurencyjni w skali świata. Jedyne co można robić, to próbować organizować nacisk społeczny na polityków. Oni się tylko tego trochę boją, niczego więcej.
Jestem pytany czy w Brukseli są idioci? Nie, to nie są idioci. Oni realizują cele, które określa międzynarodowy kapitał, który wcześniej nie traktował rolnictwa jako poważnego źródła zarabiania. Doszli jednak do wniosku, że łańcuch żywnościowy może być znakomitym źródłem dochodów. Chodzi o to, żeby uprawa i hodowla w warunkach przemysłowych była w ręku koncernów. Wyszukuje się obszary świata, które mają lepsze warunki dla rolnictwa niż Europa.
