Alarm na rynku rzepaku
Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych oraz Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju, o opublikowało wspólne stanowisko ws. sytuacji na rynku rzepaku w Polsce, o którym pisaliśmy TUTAJ. Z treści pisma wynika, że plony rzepaku w br. mają być niższe, a Polska ma spaść w klasyfikacji największych producentów rzepaku w Unii Europejskiej na czwarte miejsce i ustąpić podium Rumunii.
Zdaniem ekspertów z branży olejarskiej sposobem na rozwiązanie sytuacji miałaby być weryfikacja zakazu importu rzepaku z Ukrainy. Jak twierdzą, obecnie zakaz ten służy wyłącznie ukraińskim tłoczniom, które zwiększają przerób i w konsekwencji eksport gotowego oleju do UE, w tym do Polski.
Rolnik z Opolszczyzny: "Mówimy stanowcze NIE"
Pomysł przywrócenia importu rzepaku z Ukrainy nie spodobał się rolnikom zajmującym się jego uprawą. Rolnik z Igłowic w woj. opolskim, Krzysztof Piech, nie przebierał w słowach komentując treść komunikatu. Jak podkreślił, rolnicy są stanowczo przeciwni tego rodzaju pomysłom.
– Rolnicy mówią stanowcze "nie" takim pomysłom. Podawana jest jedna teza, że w tym roku w kraju wysiano o ok. 8-10% mniej rzepaku w zależności od punktu odniesienia i że z uwagi na taki, a nie inny przebieg pogody, plon rzepaku będzie mniejszy. Mówi się o deficycie 800 tys. t rzepaku w odniesieniu do ponad 3 mln t produkcji i nie podaje się powodu, dla którego ta produkcja jest mniejsza – wymienia.
Dlaczego rolnicy rezygnują z uprawy rzepaku?
Eksperci branży olejarskiej wskazali, że powierzchnia upraw rzepaku w Polsce spada nie tylko ze względu na świadomą rezygnację rolników z rzepaku w płodozmianie, ale przede wszystkim ze względu na trudny okres wegetacyjny. Jak komentuje Piech, nikt jednak nie powiedział, dlaczego rolnicy ograniczają uprawę rzepaku w swoich gospodarstwach.
– Rolnicy rezygnują z uprawy rzepaku, ponieważ prowadzenie plantacji jest utrudnione. Ochrona rzepaku jest utrudniona po wycofaniu substancji pestycydowych, insektycydowych z gamy neonikotinoidów i fosforów organicznych, które na Ukrainie można dalej stosować. One zostały wycofane z UE, ponieważ nie można truć konsumenta unijnego klorpiryfosem czy tiachloprydem. Jednak jeśli sprowadzi się rzepak z Ukrainy chroniony tymi substancjami, to można z niego wytłoczyć olej i wlać w konsumenta unijnego – wyjaśnia.
Jego zdaniem jest to szczyt hipokryzji.
– Nie można separować interesu branży przetwórczej od interesu rolnika, który jest producentem surowca. To jest bardzo krótkowzroczne, tym bardziej, jeśli kapitał, który rządzi przetwórstwem w naszym kraju po różnych, powiedziałbym nie do końca szczęśliwych zabiegach polityczno-gospodarczych, które przeprowadzono, jest i tak w większości globalny. Zatem niech właściciele tych interesów jakoś sobie radzą, ale nie kosztem upadku rolnictwa w kraju – dodaje.
Zobacz WIDEO:
Sektory rolnictwa w Polsce atakowane z różnych stron
Zdaniem Piecha wykończonych zostało już kilka sektorów rolnictwa m.in. trzoda chlewna, a teraz chcą jeszcze dobić producentów rzepaku.
– Dostaje się już również bydłu i drobiowi, którego jesteśmy potęgą, jeśli chodzi o produkcję, w skali Europy, a nawet świata, bo jesteśmy nękani przez różnego rodzaju problemy, epizootie, obostrzenia weterynaryjne czy blokady rynków. Teraz jeszcze tak nadwątloną branżę producentów rzepaków w tym kraju, rolników, chcemy zubożyć, chcemy nam zaszkodzić? – pyta.
Import rzepaku z Ukrainy zaszkodzi rynkowi w Polsce?
W ocenie Piecha nie ma się co łudzić, że przywrócenie importu rzepaku z Ukrainy będzie niosło pozytywne skutki dla polskich rolników.
– Nie kupuję argumentu, że to ma nam pomóc, to nam zaszkodzi. To jest oddelegowanie problemów w czasie – komentuje.
Rumunia ma rzepak, bo rok był łaskawy?
Do rolnika nie przemawia również argument ekspertów dotyczący tego, że Polska zostanie wyprzedzona w klasyfikacji największych producentów rzepaku przez Rumunię.
– Ktoś chyba nie zna specyfiki rumuńskiego rolnictwa. Może przeskoczą nas z produkcją w tym sezonie, ale tam jest klimat kontynentalny i często połowa rzepaku posianego w danym sezonie jesienią nie doczekuje wiosny, a później żniw. Może jesień w tym roku przebiegła tam łagodnie, a rzepak powschodził i zimą nie wymarzł, ale za rok Rumunia może znów mieć tego rzepaku o 30% mniej. Nie szukajmy tanich chwytów. Nie szukajmy powodów do tego, żeby nagle coś, co ma pomóc polskiemu rolnikowi, co go chroni, zlikwidować - mówię o zakazie importu z Ukrainy. NIE dla importu rzepaku z Ukrainy. NIE dopóty, dopóki nie będą produkować go z użyciem norm unijnych, bo w tej chwili stanowią dla nas nieuczciwą konkurencję – wyjaśnia.
Ta sytuacja pokazuje, jak odmienne są interesy producentów rolnych i krajowego przemysłu przetwórczego. Z jednej strony branża olejarska wskazuje na ryzyko niedoboru surowca i konieczność zapewnienia ciągłości produkcji, z drugiej rolnicy obawiają się dalszego pogorszenia opłacalności upraw oraz konkurencji ze strony produktów wytwarzanych według innych standardów. Ostateczna decyzja w sprawie ewentualnych zmian dotyczących importu będzie miała istotny wpływ zarówno na rynek rzepaku, jak i sytuację tysięcy gospodarstw rolnych w Polsce.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz, na podst. FB/Krzysztof Piech
