PZŁ: współpraca przed siewem może ograniczyć straty
Według Polskiego Związku Łowieckiego rolnicy powinni informować miejscowe koła łowieckie o planowanych zasiewach, szczególnie na terenach, gdzie w poprzednich latach występowały szkody wyrządzane przez dziki. Chodzi przede wszystkim o pola kukurydzy i plantacje ziemniaków położone w pobliżu lasów oraz zadrzewień.
PZŁ podkreśla, że przekazanie informacji o lokalizacji pola, terminie siewu, powierzchni uprawy oraz wcześniejszych przypadkach żerowania zwierzyny pozwala szybciej ocenić ryzyko i zaplanować działania ochronne.
– Każde pole jest inne. Inaczej chroni się kukurydzę przy ścianie lasu, inaczej duży łan położony wśród innych upraw, a jeszcze inaczej plantację ziemniaków. Dlatego nie warto czekać na pierwsze straty – podkreśla Wacław Matysek z biura prasowego PZŁ.
Związek zaleca także szybkie zgłaszanie pierwszych śladów żerowania, stosowanie zabezpieczeń jeszcze przed pojawieniem się szkód oraz regularną kontrolę ogrodzeń i elektrycznych pastuchów.
Dziki weszły mimo działającego pastucha
O tym, że nawet odpowiednie zabezpieczenia nie zawsze wystarczają, mówi członek Solidarności Rolników Piotrków, rolnik i hodowca świń Janusz Terka. Na początku czerwca oceniał stan swojej kukurydzy. Jak przyznaje, rośliny rozwijają się prawidłowo i susza nie wyrządziła jeszcze większych szkód. Problemem okazały się jednak dziki.
– Pole było ogrodzone działającym pastuchem i wcześniej nie było z tym problemu. W tym roku presja ze strony dzików jest jednak tak duża, że mimo ogrodzenia zwierzęta weszły na plantację i zniszczyły część zasiewów – relacjonuje rolnik.
Jak dodaje, w jego przypadku interwencja koła łowieckiego przyniosła efekt.
– Zgłosiliśmy problem do koła łowieckiego działającego na tym terenie. Koło podjęło działania i po odstrzale dziki przestały pojawiać się na polu – mówi Terka.
Terka: „Nie wszędzie współpraca wygląda tak samo”
Rolnik zwraca jednak uwagę, że nie wszyscy gospodarze mogą liczyć na podobną reakcję.
– Są koła łowieckie, które faktycznie działają, ale są też takie, które lekceważą problemy rolników. Tak było od lat i niestety nadal się zdarza – ocenia.
Według Terki wielu rolników regularnie zgłasza zagrożenia i informuje myśliwych o szkodach, jednak nie zawsze spotyka się to z odpowiednią reakcją.
– Rolnicy współpracują i zgłaszają problemy. Kłopot polega na tym, że druga strona nie zawsze chce współpracować z rolnikami. Zdarza się, że zgłoszenia nie są przyjmowane albo tworzy się przeszkody przy szacowaniu szkód i wypłacie odszkodowań – podkreśla.
Kukurydza przesiewana dwa razy
Jak zaznacza Terka, obecny sezon jest wyjątkowo trudny pod względem szkód łowieckich.
– Znam gospodarstwa, gdzie kukurydza została zasiana, następnie zniszczona przez dziki, później przesiana i ponownie zniszczona. W takiej sytuacji rolnik niewiele może zrobić – mówi.
Jego zdaniem problemu nie rozwiązuje samo wypłacanie odszkodowań.
– Rolnikom nie chodzi wyłącznie o odszkodowania. Chodzi przede wszystkim o to, aby do takich strat w ogóle nie dochodziło – zaznacza.
Szkody łowieckie i ASF to podwójny problem
Zdaniem Janusza Terki szkody w uprawach to tylko jedna strona problemu. Drugą jest zagrożenie afrykańskim pomorem świń.
– Bezpośrednio przy polu znajduje się gospodarstwo z chlewnią. Dziki przemieszczają się w pobliżu budynków, a zagrożenie ASF-em na tym terenie jest realne – podkreśla.
Rolnik krytycznie ocenia również skuteczność działań podejmowanych w walce z chorobą.
– ASF rozszerza się na kolejne obszary. Wprowadzane ograniczenia, w tym okresowe zakazy polowań na terenach objętych chorobą, nie przynoszą oczekiwanych efektów. Gdyby sytuacja była pod kontrolą, ASF nie rozprzestrzeniałby się dalej – ocenia.
Rolnicy oczekują skutecznej ochrony
Polski Związek Łowiecki przekonuje, że współpraca między rolnikami i myśliwymi jest podstawą ograniczania szkód łowieckich. Janusz Terka nie kwestionuje potrzeby takiej współpracy, ale zwraca uwagę, że musi ona działać w obie strony.
– Problemy są ogromne. Zarówno w przypadku szkód łowieckich, jak i ASF-u, rolnicy często mają poczucie, że zostają z tym sami. Potrzebne są działania, które realnie ograniczą liczbę dzików na terenach szczególnie narażonych na szkody i zagrożenie chorobami – podsumowuje.
Zobacz WIDEO:
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. FB/Solidarność Rolników Piotrków, TPR
