Nie wystarczy patrzeć na cenę paliwa
– Doigrałem się. Nie będę tankował paliwa po 8,00 zł. Nie ma szans, a teraz to już nie wiem, może przyjdzie mi tankować po 10,00 zł – mówi Grzegorz Bardowski, rolnik z woj. dolnośląskiego.
Jak podkreśla, sama cena na pylonie nie pokazuje jednak pełnego obrazu. Dlatego postanowił sprawdzić, jak zmienia się wynik z hektara, kiedy cena oleju napędowego rośnie, a wszystkie pozostałe elementy kalkulacji pozostają bez zmian.
– Kalkulację kosztów nawozów, środków ochrony roślin i pozostałych elementów biorę z 2025 roku, na podstawie danych ODR. Jedyną zmienną, którą zmieniam, jest cena paliwa – wyjaśnia.
Do porównania przyjął trzy ceny oleju napędowego: 5,95 zł, 8,00 zł oraz 10,00 zł/l brutto. Jak zaznacza, wybrał cenę widoczną na stacji, ponieważ część rolników jest podatnikami VAT, a część rozlicza się na zasadach ryczałtu.
– Chciałem, żeby kalkulacja była możliwie zbieżna z tym, co dzieje się w całej Polsce, a nie tylko w moim gospodarstwie, tak żeby każdy mógł zobaczyć, jak wygląda to u niego, albo odpowiednio dopasować wyliczenia do własnego gospodarstwa – mówi Bardowski.
Rzepak: jeszcze na plusie, ale wynik szybko maleje
Pierwszym przykładem jest rzepak. W kalkulacji przyjęto plon 3,5 t/ha, cenę 2 850 zł/t oraz koszty ogółem na poziomie 6 367 zł/ha. Przy tych założeniach dochód bez dopłat wynosi 932 zł/ha, a po ich uwzględnieniu 1 420 zł/ha.
W kalkulacji przyjęto zużycie 85 litrów paliwa na hektar. Podwyżka ceny oleju napędowego z 5,95 do 8,00 zł/l obniża wynik bez dopłat do 758 zł/ha. Z dopłatami zostaje 1 246 zł/ha.
Przy paliwie po 10,00 zł/l wynik spada odpowiednio do 588 zł/ha bez dopłat oraz 1 076 zł/ha z dopłatami.
Bardowski zaznacza, że w tej kalkulacji celowo nie uwzględnia ekoschematów. Jego zdaniem trudno byłoby przyjąć dla każdego gospodarstwa taką samą wysokość dodatkowych płatności.
Na papierze rzepak nadal pozostaje więc na plusie nawet przy paliwie po 10,00 zł/l. Zdaniem rolnika nie oznacza to jednak, że sytuacja jest dobra.
– Można by powiedzieć, że w rzepaku nie wychodzi to jeszcze tak źle, ale patrząc na nasze realia, to jest tragedia. Tysiąc złotych z hektara to jest tragedia. Jedna dobra awaria traktora, skrzyni czy silnika i już tego wyniku nie ma. Nawet jeżeli na kartce minusa nie ma, to na koncie może się on pojawić – komentuje.
Pszenica przy 6 tonach. Paliwo po 10 zł oznacza stratę
Jeszcze wyraźniej wpływ ceny paliwa widać przy pszenicy. W pierwszym wariancie Bardowski przyjmuje plon 6,8 t/ha, cenę 774,90 zł/t oraz zużycie 85 litrów paliwa na hektar.
Przy paliwie po 5,95 zł/l z hektara zostaje zaledwie 127 zł bez dopłat. Po ich uwzględnieniu wynik rośnie do 616 zł/ha.
Podwyżka ceny paliwa do 8,00 zł/l powoduje, że kalkulacja przechodzi już na minus. Bez dopłat rolnik traci 47 zł/ha. Z dopłatami pozostaje 441 zł na plusie.
Przy paliwie po 10 zł/l strata bez dopłat wynosi już 217 zł/ha. Po uwzględnieniu dopłat wynik nadal pozostaje dodatni i wynosi 271 zł/ha.
– Przy paliwie po 5,95 zł z każdego hektara zostaje całe 127 zł. Z dopłatami jest 616 zł. No cudo. Przy 85 litrach paliwa na hektar, kiedy cena rośnie do 8,00 zł, mamy już 47 zł straty bez dopłat. Z dopłatami zostaje 441 zł na plusie. Przy 10,00 zł za litr mamy 217 zł straty na każdym hektarze. Z dopłatami zostaje 271 zł na plusie – wylicza Bardowski.
Zobacz WIDEO:
Przy 8 tonach pszenicy sytuacja wygląda lepiej
Można oczywiście założyć wyższy plon. Bardowski sprawdza również wariant, w którym pszenica daje 8 t/ha.
Przy takich założeniach dochód z hektara wynosi 718 zł bez dopłat oraz 1207 zł z dopłatami, przy paliwie po 5,95 zł/l.
W tym wariancie przyjęto zużycie 90 litrów paliwa na hektar. Gdy olej napędowy kosztuje 8,00 zł/l, wynik spada do 534 zł bez dopłat i 1 022 zł z dopłatami. Przy cenie 10,00 zł/l pozostaje odpowiednio 354 zł oraz 842 zł/ha.
Wyższy plon poprawia więc sytuację, ale wzrost ceny paliwa nadal wyraźnie uszczupla wynik. W przypadku pszenicy plonującej na poziomie 8 t/ha różnica pomiędzy paliwem po 5,95 a 10,00 zł/l wynosi 364 zł/ha.
Na hektarze różnica wygląda niewinnie. Na 100 ha już nie
W gospodarstwie liczącym kilkadziesiąt czy kilkaset hektarów różnice zaczynają być znacznie bardziej odczuwalne.
Bardowski zwraca uwagę, że nie uprawiamy przecież jednego hektara. Jeżeli dodatkowy koszt paliwa wynosi kilkaset złotych na hektarze, przy większym areale robi się z tego kwota liczona w dziesiątkach tysięcy złotych.
W wariancie pszenicy plonującej na poziomie 8 t/ha wzrost ceny paliwa z 5,95 do 10,00 zł/l oznacza około 364 zł mniej z hektara. Przy 30 ha to już ponad 10,9 tys. zł, a przy 100 ha – około 36,4 tys. zł.
To pokazuje, dlaczego nawet pozornie niewielka zmiana ceny paliwa ma znaczenie dla wyniku całego gospodarstwa.
– Sama podwyżka ceny paliwa do 10,00 zł oznacza więc około 440 kg pszenicy przeznaczonej tylko na pokrycie kosztu paliwa – wskazuje Bardowski.
Ta kalkulacja może być jeszcze zbyt optymistyczna
Jest jednak jeszcze jeden problem. W przedstawionych wyliczeniach zmienia się wyłącznie cena paliwa.
Koszty nawozów, środków ochrony roślin i pozostałych elementów produkcji pozostają na poziomie przyjętym w danych ODR. Jeżeli droższe paliwo przełoży się również na wzrost cen nawozów czy innych środków produkcji, rzeczywisty wynik może być jeszcze niższy.
– Jeżeli paliwo idzie do góry, to idą też nawozy. A jeżeli nawozy drożeją, opłacalność będzie jeszcze mniejsza. Może się więc okazać, że to, co pokazuję, licząc tylko wzrost ceny paliwa, jest jeszcze zbyt optymistyczne – mówi Bardowski i dodaje, że jego zdaniem szczególnie mocno wzrosły ceny nawozów.
Zwrot akcyzy częściowo łagodzi wzrost kosztów
W kalkulacji pojawia się jednak również możliwość odzyskania części kosztu paliwa w ramach zwrotu akcyzy. Bardowski wskazuje na 1,50 zł/l, a także planowane dodatkowe 50 gr.
Nie oznacza to jednak, że każdy rolnik może po prostu odjąć 2,00 zł od ceny każdego zatankowanego litra. Zwrot jest ograniczony limitem i wymaga odpowiedniego udokumentowania zakupu.
Bardowski sprawdza więc, jak wygląda najbardziej niekorzystny wariant pszenicy przy plonie 6 t/ha i paliwie kosztującym 10,00 zł/l. Bez uwzględnienia zwrotu akcyzy strata wynosi 217 zł/ha. Po uwzględnieniu przyjętej przez niego ulgi strata zmniejsza się do około 91 zł/ha.
– Czyli zawsze trochę mniej jesteśmy w plecy – komentuje.
Mniej paliwa na hektarze może zrobić różnicę
Jeżeli paliwo staje się coraz większym kosztem produkcji, naturalnym kierunkiem jest szukanie sposobów na ograniczenie jego zużycia.
Jednym z nich może być ograniczenie liczby przejazdów. Bardowski przywołuje trzyletnie doświadczenia porównujące różne technologie uprawy pszenicy. Z przedstawionych przez niego danych wynika, że zużycie paliwa wynosiło:
- 47,6 l/ha w technologii płużnej,
- 35,6 l/ha w technologii bezpłużnej,
- 22,6 l/ha w strip-tillu.
Między technologią płużną a strip-tillem różnica wynosi około 25 litrów paliwa na hektarze.
Przy cenie 6,00 zł/l daje to około 150 zł/ha oszczędności, przy 8,00 zł/l – 200 zł, a przy 10,00 zł/l – 250 zł/ha. Przy 50 ha różnica wynosi już około 12,5 tys. zł.
Bardowski nie przedstawia jednak strip-tillu jako rozwiązania dla każdego gospodarstwa.
– Nie chciałbym teraz oceniać, czy strip-till jest dobry, czy zły. Mam na ten temat wyrobioną opinię. Jednego roku jest dobry, drugiego trochę gorszy. Kto wie jednak, czy nie czeka nas taki kierunek, patrząc na to, jak wszystko wokół nas się zmienia – mówi.
Jego zdaniem przy bardzo wysokich cenach paliwa znaczenie może mieć przede wszystkim ograniczenie liczby przejazdów po polu.
Duży ciągnik to wygoda, ale również większe spalanie
Bardowski zwraca uwagę, że oszczędności można szukać również w dopasowaniu sprzętu do wykonywanej pracy.
Jako przykład podaje własne gospodarstwo, w którym do opryskiwacza wykorzystuje ciągnik o mocy około 230 KM.
– Kiedyś była to wygoda. Teraz zrobiło się z tego hobby premium – mówi.
Przy dużym zbiorniku i mocnym ciągniku praca jest komfortowa, ale przy rosnących cenach paliwa zaczyna się pojawiać pytanie, czy wszystkie zestawy maszyn muszą być aż tak duże.
Można byłoby przecież wykorzystać mniejszy ciągnik. Problem w tym, że wymiana sprzętu również kosztuje.
Bardowski wskazuje, że używany ciągnik mający 10, 15 czy 20 lat może kosztować 200-400 tys. zł. Taki wydatek trzeba więc zestawić z możliwymi oszczędnościami na paliwie i okresem zwrotu inwestycji.
Dlatego ograniczenie kosztów nie sprowadza się wyłącznie do zakupu nowej maszyny. Rolnik musi zastanowić się, jak najlepiej wykorzystać sprzęt, który już posiada.
Każde gospodarstwo musi policzyć to po swojemu
Bardowski podkreśla, że gospodarstwo nie może z dnia na dzień przestawić się na inną technologię. Każda zmiana sprzętu czy systemu uprawy oznacza koszt, a często również konieczność spłaty wcześniejszych inwestycji.
– Nasz biznes nie jest niestety zero-jedynkowy, jeżeli chodzi o przystosowanie się do zmian, cen i tego, co dzieje się na rynku. To nie jest pstryknięcie palcami. Czasami wymiana sprzętu oznacza wydatek setek tysięcy złotych i często jest po prostu niemożliwa – zauważa.
Dlatego przy wysokich cenach paliwa pozostaje szukanie oszczędności tam, gdzie jest to możliwe – w liczbie przejazdów, sposobie uprawy, dopasowaniu ciągników do maszyn czy wykorzystaniu systemów ograniczających spalanie.
– Trzeba się więc bardzo mocno zastanowić nad tym, co mamy w gospodarstwie, czym uprawiamy, jak jeździmy, ale również nad kwestiami podatkowymi. Ile każdy litr paliwa kosztuje w odniesieniu do ceny baryłki ropy, a ile stanowią podatki, wpływy do budżetu i dodatki – to też jest ciekawa kwestia – podsumowuje Bardowski.
W jego kalkulacji widać jednak przede wszystkim, że im wyższa cena paliwa, tym mniej zostaje z hektara. Przy niskiej marży nawet kilka złotych różnicy na litrze może zdecydować o tym, czy wynik produkcji pozostanie dodatni, czy gospodarstwo zacznie dokładać do uprawy.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. FB/Bardowscy
