wiśnie, ceny wiśni, SandomierszczyznaSocha/tworek/canva
StoryEditorCeny skupu

Rolnicy jadą na skup i nie wiedzą, ile dostaną. Ceny runęły w kilka dni

28.07.2026., 17:30h

6,50 zł, potem 4,50 zł i 3,50 zł za kilogram. Ceny wiśni w skupach runęły w kilka dni, a producenci z województwa świętokrzyskiego pytają, kto naprawdę decyduje o rynku i dlaczego stawki spadają, mimo że owoców w wielu sadach jest mniej.

Sadownicy patrzą na ceny wiśni i pytają: kto naprawdę decyduje o rynku?

Ceny wiśni w skupach spadły w ciągu kilku dni niemal o połowę. Jeszcze kilka dni temu producenci z nadzieją rozpoczynali zbiory owoców. Dziś sadownicy z województwa świętokrzyskiego przyznają, że bardziej niż sam zbiór niepokoi ich to, co usłyszą po wjechaniu na skup.

W sadach trwa gorący czas zbiorów wiśni. Dla producentów to kilka tygodni, które decydują o całym roku pracy. Owoce trzeba zebrać szybko, bo przy wysokich temperaturach, jakie są zapowiadane na najbliższe dni, ich jakość może się pogorszyć. Tymczasem wielu sadowników zamiast planować sprzedaż, każdego dnia czeka na informację, jaka będzie cena w skupie.

– Jadę na skup z wiśniami i nie wiem, ile będzie. Zważę owoce i dopiero potem dowiaduję się, jaka cena – mówi Grzegorz Socha, sadownik z woj. świętokrzyskiego i wicemarszałek województwa świętokrzyskiego.

Przymrozki ograniczyły plony, ale ceny i tak runęły

Grzegorz Socha gospodaruje na około 4 ha wiśni. Jak podkreśla, tegoroczny sezon nie należy do łatwych. Część owoców ucierpiała przez przymrozki i grad, a plony są niższe niż w najlepszych latach. W jego gospodarstwie tegoroczne straty są znaczące.

– Po pierwsze przymrozki. W mojej miejscowości dwie trzecie mam zbite przez grad – mówi.

Mimo mniejszej produkcji ceny nie utrzymały się jednak na wysokim poziomie. Jeszcze kilka dni wcześniej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

Za 6,50 zł oddałem pierwsze wiśnie 22 lipca w środę. W sobotę było 4,50, a w poniedziałek już 3,50 – relacjonuje.

Jak zaznacza Grzegorz Socha, w tym sezonie problemem jest przede wszystkim brak stabilności.

– Ja bym się nie denerwował, gdyby cały czas było 4,50, bo jest stabilizacja. 4,50, zarabiam sobie około złotówkę, jestem zadowolony. Ale to jest niezrozumiałe, że są aż takie wahania ceny – mówi.

„Mam za dużo, żeby robić dżemy, a za mało, żeby wejść na zakład”

Jednym z problemów producentów średniej wielkości gospodarstw jest brak możliwości samodzielnego wejścia na rynek przetwórczy. Grzegorz Socha wskazuje, że przy około 50 tonach wiśni nie jest małym producentem, ale jednocześnie nie ma takiej skali, która pozwoliłaby mu bezpośrednio współpracować z dużym zakładem.

– Mam za dużo, żeby robić dżemy, a za mało, żeby wchodzić na zakład – mówi.

Jak dodaje, zakłady oczekują dużych jednorazowych dostaw.

– Zakład to przyjmuje samochód, czyli generalnie około 20 ton na rampę jednorazowo – tłumaczy.

Dla wielu gospodarstw oznacza to konieczność korzystania ze skupów, które pośredniczą między rolnikiem a przetwórnią.

Dobra jakość owoców, a cena coraz niższa

Zdaniem Grzegorza Sochy tegoroczna wiśnia jest dobrej jakości.

– Piękne, naprawdę piękne – mówi o owocach przeznaczonych na mrożenie.

W jego gospodarstwie jest to odmiana Łutówka. Część owoców, które nie ucierpiały od pogody, prezentuje bardzo dobrą jakość. Mimo tego producenci obserwują spadek cen.

Przy 2 zł/kg sadownik zostaje z niczym

Dla producenta wiśni sama cena skupu nie jest jedynym elementem kalkulacji. Trzeba uwzględnić koszty ochrony, nawożenia, pracy oraz zbioru. W przypadku owoców przeznaczonych na przemysł bardzo często wykorzystywany jest zbiór kombajnowy.

Grzegorz Socha szacuje, że przy obecnych stawkach opłacalność produkcji staje pod dużym znakiem zapytania.

– Połowę zapłacę za kombajn, połowa mi zostaje, a gdzie jeszcze moje koszty? – pyta.

Jak wylicza, przy niskiej cenie owoców margines praktycznie znika.

– Przy cenie 2 zł zapłacę złotówkę kombajnowi, 50 groszy do 1 zł to są koszty, więc właściwie zostaje mi zero. Czyli zero  – podkreśla.

Kisten, mrożenie i tłoczenie. Każdy segment ma inną cenę

Na rynku wiśni funkcjonują różne kanały sprzedaży. Owoce mogą trafić na mrożenie, do tłoczenia albo do innych celów przemysłowych. Każdy z tych kierunków oznacza inną cenę. Grzegorz Socha wskazuje, że obecnie oddaje owoce na mrożenie, a część trafi również do tłoczenia.

– Kisten to jest to na tłoczenie – wyjaśnia.

Jak mówi, również tutaj ceny są niskie.

– Już ma być 2 złote – dodaje.

„Nie wiadomo, jaki to wolny rynek”

Największe emocje wśród producentów budzi sposób ustalania cen. Sadownicy zwracają uwagę, że często w wielu skupach pojawiają się podobne stawki. 

Grzegorz Socha zauważa, że tegoroczna podaż nie uzasadnia tak gwałtownych obniżek. Jego zdaniem przy mniejszej ilości owoców zakłady powinny konkurować o surowiec, dlatego trudno mu zrozumieć mechanizm takich zmian.

Nie wiadomo, z czego ta cena wynika. Nie wiadomo, jaki wolny rynek. Jaki wolny rynek, jak nagle wszystkie skupy mają tę samą cenę – pyta.

Zdaniem wicemarszałka przy normalnej konkurencji różnice między odbiorcami powinny być większe.

Cena może spaść jeszcze niżej

O sytuacji na rynku wiśni mówi także Krzysztof Tworek, wójt gminy Obrazów oraz producent owoców. Jak podkreśla, obecne ceny są dla sadowników dużym problemem.

– W tej chwili jest 3,50 za kilogram wiśni na mrożenie. Tam, gdzie jeszcze biorą, takich jest ze 3 – mówi.

Jego zdaniem producenci obawiają się dalszych obniżek.

– Tak naprawdę za chwilę cena może jeszcze spaść, nie wiem, do 3 złotych czy jeszcze niżej – zaznacza.

Krzysztof Tworek ma około 1,5 ha wiśni. Jak mówi, w tym roku owoców jest mniej niż wcześniej, ale nie przełożyło się to na poprawę sytuacji cenowej.

– Trzeba też powiedzieć, że w tym roku jest mniej wiśni niż w zeszłym roku – podkreśla.

„Wiśnia może zostać na polu”

Sezon wiśniowy trwa zaledwie kilka tygodni, dlatego każda decyzja cenowa ma ogromne znaczenie.

– Zbiór wiśni trwa w sumie do czterech tygodni – mówi Krzysztof Tworek.

Producent obawia się, że przy dalszych spadkach część sadowników może mieć problem ze sprzedażą.

– Może dojść do tego, że wiśnia zostanie na polu – mówi.

Ponadto, jak twierdzi sadownik, zakłady ograniczają odbiór, więc producenci nie mają pewności, czy zdążą sprzedać cały towar.

Skupy są ogniwem między sadownikiem a przetwórnią

Skupy pełnią ważną rolę w obrocie owocami przemysłowymi. To właśnie przez nie wielu producentów przekazuje swoje zbiory do dalszego zagospodarowania, ponieważ pojedyncze gospodarstwa często nie mają możliwości samodzielnego dostarczenia dużych partii owoców bezpośrednio do zakładów przetwórczych.

Jednocześnie punkty skupu działają w ramach całego łańcucha zależności – ich funkcjonowanie jest związane z decyzjami odbiorców końcowych oraz aktualną sytuacją na rynku. W efekcie zmiany cen odczuwają wszystkie ogniwa, choć największe ryzyko związane z produkcją i koniecznością szybkiej sprzedaży ponosi sadownik.

W rozmowie z redakcją właściciel jednego z punktu skupu zwracał uwagę, że ceny przekazywane producentom wynikają z decyzji podejmowanych na dalszych etapach łańcucha dostaw. Jak podkreślał, problemem dla sadowników jest także późne ogłaszanie stawek skupu.

Bronisze: detal wygląda inaczej niż skup przemysłowy

Podczas gdy producenci oddający owoce do przemysłu otrzymują kilka złotych za kilogram, na rynku detalicznym sytuacja wygląda inaczej. Na podwarszawskim rynku hurtowym w Broniszach ceny wiśni wynosiły od 8 do 12 zł/kg.

To jednak zupełnie inny kanał sprzedaży. Większość producentów posiadających większe plantacje nie jest w stanie sprzedać całej produkcji bezpośrednio konsumentom.

Sadownicy nie proszą o cud. Chcą przewidywalności

Dla producentów największym problemem nie jest tylko wysokość ceny, ale brak możliwości planowania. Jak podkreśla Grzegorz Socha, wcześniejsze sezony były trudne, ale bardziej przewidywalne.

Poprzednie lata były stabilne w sensie ceny. Może ceny nie były wyższe, ale cena była stabilniejsza – mówi.

Tegoroczny sezon pokazuje, jak bardzo producenci są zależni od decyzji kolejnych ogniw łańcucha: zakładów, skupów i rynku. A dla sadownika kilka złotych różnicy na kilogramie przy dziesiątkach ton owoców oznacza tysiące złotych różnicy w przychodach.

Prezes stowarzyszenia: „To jest wypisz, wymaluj spekulacja cenowa”

W rozmowie z portalem Sad24 prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Wiśni Piotr Pasik wskazywał, że obecna sytuacja jest szczególnie trudna, bo stawki oferowane sadownikom przypominają te sprzed kilku lat, podczas gdy koszty produkcji w tym czasie bardzo wzrosły.

–  Cofnijmy się tylko o pięć lat. Sprzedawaliśmy wówczas wiśnie w podobnych cenach i też nie uznawaliśmy ich za najlepsze. Dziś za wiśnie oferują nam takie same stawki, ale jaka jest dziś cena paliwa? Jaka jest cena robocizny? Kiedyś pracownik kosztował 10 zł za godzinę, a dziś 40 zł – mówi Piotr Pasik. – Czy my pracujemy po to, żeby być dostarczycielami taniego surowca? Taki duży kraj w Unii Europejskiej ma być tylko dostawcą taniego surowca? – pyta prezes stowarzyszenia.

Jak podkreśla, tegoroczny sezon nie jest rokiem rekordowej podaży. W wielu sadach plony ograniczyły przymrozki, a w części gospodarstw także grad. Mimo tego ceny skupu zamiast się stabilizować, z dnia na dzień spadają.

– Mamy rok przymrozkowy, mamy rok z anomaliami pogodowymi. To nie jest rok rekordowy, w którym można żerować na producentach. Mamy straty, a te straty są jeszcze pogłębiane przez zakłady – mówi Piotr Pasik.

Zdaniem prezesa problemem jest także brak wiedzy producentów, po ile faktycznie sprzedają swój towar. Sadownik często dowiaduje się o cenie dopiero w momencie dostarczenia owoców do punktu skupu.

Gdzie na świecie jest tak, że dostarczam towar i nie wiem, jaką mam cenę? Gdzie są służby? Gdzie są urzędy? Do czego oni są powołani? – pyta.

W jego ocenie obecny mechanizm ustalania cen powoduje, że największe ryzyko pozostaje po stronie gospodarstw. Sadownik musi zebrać owoce w krótkim czasie, niezależnie od tego, czy cena pokrywa poniesione koszty.

To jest wypisz, wymaluj spekulacja cenowa. Tu wielkich dochodzeń nie potrzeba. Wystarczy spojrzeć, co wydarzyło się na rynku w ciągu ostatnich czterech dni – mówi Piotr Pasik.

„Żeby w sklepach były polskie produkty”

Krzysztof Tworek zwraca uwagę, że jednym z problemów krajowych producentów jest konkurencja z importem. Jego zdaniem potrzebne są rozwiązania, które zagwarantują większy udział polskich produktów na sklepowych półkach.

Bardzo bym prosił, żeby pokazały się siły rządzące w kwestii ustawy, by minimum 50% produktów w sklepach było polskich – mówi Krzysztof Tworek.

Sadownik podkreśla, że polscy producenci muszą spełniać wysokie wymagania dotyczące produkcji, a jednocześnie konkurują z towarem pochodzącym z innych krajów.

– W Polsce mamy bardzo wysokie wymagania, jeśli chodzi o środki, które wykorzystujemy. (...) Liczmy się z tym, że może i kupimy taniej, ale niestety będziemy chorować, nasze rodziny będą umierać i to nie prowadzi do niczego dobrego – dodaje.

Redakcja pyta zakład przetwórczy o spadek cen

W rozmowach z producentami oraz skupującymi pojawia się temat dużych zakładów przetwórczych, które mają znaczący wpływ na rynek. O wyjaśnienie przyczyn gwałtownych obniżek cen zapytaliśmy również przedstawicieli przetwórstwa.

Redakcja tygodnika-rolniczego.pl próbowała skontaktować się telefonicznie z firmą Döhler, jednym z największych odbiorców owoców przemysłowych, aby zapytać, z czego wynikają gwałtowne spadki cen wiśni oraz dlaczego stawki dla producentów zmieniają się z dnia na dzień. Próby kontaktu telefonicznego nie przyniosły rezultatu, dlatego do firmy wysłano wiadomość e-mail z prośbą o odniesienie się do sytuacji na rynku wiśni. Do momentu publikacji artykułu redakcja nie otrzymała odpowiedzi.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
28. lipiec 2026 17:32