Protest rolników w Zambrowie. „Minister ma czas ścigać rolników, ale nie przeczytał umowy Mercosur”
Rolnicy protestowali dziś w Zambrowie przeciwko – jak sami mówili – „nękaniu rolników przez ministra Stefana Krajewskiego”. Demonstrację zorganizował Ruch Gospodarstw Rodzinnych.
Protest dotyczył przede wszystkim wezwań na policję i wyroków, jakie zaczęli otrzymywać uczestnicy styczniowej manifestacji przed biurem poselskim ministra rolnictwa.
Wyroki za znicze i wieniec
Chodzi o protest z 9 stycznia 2026 r., który był reakcją na brak działań chroniących polskie gospodarstwa przed skutkami umowy UE–Mercosur. Protestujący zapalili wtedy znicze i złożyli wieniec z napisem: „Już się skończyło polskie rolnictwo”.
Kilka dni później uczestnicy akcji zaczęli otrzymywać wezwania na policję i wyroki nakazowe. Jeden z rolników został ukarany grzywną 500 zł, a razem z kosztami postępowania musi zapłacić 620 zł.
– To była zima, znicze. Nie wiem, w jaki sposób miały stanowić jakiekolwiek zagrożenie. To chyba na Wszystkich Świętych trzeba byłoby zakazać zniczy na cmentarzach – mówił dziś jeden z ukaranych rolników Karol Faszczewski.
Rolnicy podkreślali, że ich akcja miała charakter symboliczny i była formą protestu przeciwko umowie Mercosur.
„Minister miał czas ścigać rolników”
Podczas demonstracji wielokrotnie padały mocne słowa pod adresem ministra rolnictwa.
– Pan Stefan Krajewski nie miał czasu przeczytać umowy Mercosur, ale miał czas ścigać rolników – mówił Karol Faszczewski.
Protestujący zarzucali ministerstwu brak realnych działań w sprawach ważnych dla gospodarstw.
– Ministerstwo rolnictwa to dziś bardziej ministerstwo propagandy i dezinformacji niż rolnictwa – mówił Faszczewski, odnosząc się m.in. do sprawy zapowiadanej abolicji dotyczącej studni dla rolników.
Rolnik przekonywał, że mimo wcześniejszych zapowiedzi wielu gospodarzy nadal dostaje wysokie kary za pobór wody.
Piaskownica pod biurem poselskim
Jednym z najbardziej symbolicznych elementów protestu była piaskownica z kolorowymi łopatkami przewieziona spod sądu w Zambrowie pod biuro poselskie Stefana Krajewskiego.
– Możecie nas ciągać po sądach. Teraz pewnie będą kolejne sprawy za zostawienie piaskownicy w pasie drogowym albo za to, że ktoś szedł za wolno za ciągnikiem – mówili protestujący.
Rolnicy przekonywali, że nie zamierzają rezygnować z protestów.
– Nie będziemy się uśmiechać, tylko będziemy walczyć o polskie rolnictwo i polskie gospodarstwa – podkreślali uczestnicy manifestacji.
„Za 100 tys. zł policja nie ma czasu szukać sprawcy”
W trakcie protestu wrócił także temat głośnej kradzieży rozdzielacza z przyczepy w gospodarstwie Wojciecha Chrostowskiego.
– Został wyrwany rozdzielacz przyczepy. Koszt tego zakupu to 100 tys. zł. I co? Polska policja nie ma czasu szukać sprawcy. Za tydzień zaczynają się pokosy, nie ma części i nie ma dochodzenia – mówił Konrad Krupiński z RGR.
Rolnicy porównywali tempo działania służb w sprawie kradzieży sprzętu z szybkim – ich zdaniem – reagowaniem na protesty rolnicze.
– Za znicze i wieniec wyroki są bardzo szybko, ale kiedy rolnikowi kradną sprzęt za 100 tys. zł, to sprawa stoi w miejscu – mówili protestujący.
Rolnicy: sytuacja gospodarstw jest dramatyczna
Podczas protestu wielokrotnie wracano też do problemów ekonomicznych gospodarstw. Rolnicy mówili o niskich cenach zbóż, drogich nawozach i obawach związanych z napływem żywności z krajów Mercosur.
– Pszenica kosztuje około 700 zł za tonę, nawozy są bardzo drogie, a gospodarstw z miesiąca na miesiąc ubywa – alarmowali uczestnicy protestu.
Rolnicy zapowiedzieli, że jeśli ich postulaty nadal będą ignorowane, protesty będą kontynuowane.
Kamila Szałaj
