Wczoraj rolnicy rozpoczęli protest na drodze S3 w woj. zachodniopomorskim. Podkreślali, że to reakcja na coraz trudniejszą sytuację ekonomiczną gospodarstw i brak perspektyw na poprawę.
– Od kilku lat jedziemy po równi pochyłej. Koszty rosną, opłacalność spada, a wielu rolników zastanawia się, czy w ogóle będzie miało sens siać i produkować w kolejnych latach – mówił nam wczoraj organizator protestu Adam Walterowicz z Kółek Rolniczych.
Protestujący zwracali uwagę na niskie ceny skupu płodów rolnych, wysokie koszty produkcji oraz stale rosnącą liczbę wymogów i obowiązków administracyjnych.
– Coraz więcej gospodarstw walczy dziś o przetrwanie. Rolnicy mają poczucie, że zamiast realnego wsparcia dostają kolejne obciążenia, które utrudniają normalne prowadzenie produkcji – podkreślał Walterowicz.
Gmina rozwiązała protest na S3
Jednak protest na S3 trwał zaledwie 3 godziny. Jak informuje Adam Walterowicz, jego zakończenie nastąpiło po decyzji gminy Gryfino o rozwiązaniu zgromadzenia.
– Myśmy to zgromadzenie otworzyli, zaczęliśmy to zgromadzenie, a Burmistrz miał przygotowane dokumenty, żeby wydać ten zakaz i rozwiązać to zgromadzenie – powiedział Adam Walterowicz.
Jak relacjonuje, protest rozpoczął się o godzinie 12.00. Około dwóch godzin później uczestnicy mieli otrzymać informację o konieczności zakończenia zgromadzenia.
– O drugiej przyszedł urzędnik i mówi, że mamy za godzinę kończyć. Burmistrz podjął taką decyzję – dodaje.
Spór o bezpieczeństwo i podstawę decyzji
Organizator protestu nie zgadza się z argumentami dotyczącymi zagrożenia bezpieczeństwa.
– Wszystkie argumenty zostały odrzucone przez sąd, kiedy otrzymywaliśmy zgodę na zgromadzenie, czyli ten argument zagrożenia życia, zdrowia, to wszystko zostało odsunięte – wskazuje.
Walterowicz pyta o równe zasady dla protestujących.
– W Warszawie są zgromadzenia organizowane przez całą Warszawę, i jest zagrożenie życia, zdrowia, bezpieczeństwa, wszystko to samo, ale nikt nie zabrania zgromadzeń w Warszawie – podkreśla.
– Chcieliśmy przez tydzień czasu doprowadzić do tego, że policja zrobiła objazdy – to wszystko – nie było zagrożenia – mówi Walterowicz.
Jego zdaniem podczas protestu nie dochodziło do sytuacji, które mogłyby powodować niebezpieczeństwo na drodze.
– Policja zrobiła objazdy, nie było zagrożenia. Owszem, wolniej jeździli, ale spokojniej. I nawet bardziej bezpiecznie – przekonuje.
Rolnicy chcieli rozmów z rządem
Jak dodaje Walterowicz, celem protestu nie było samo blokowanie trasy, ale doprowadzenie do rozmów dotyczących przyszłości polskiego rolnictwa.
– My chcieliśmy doprowadzić do rozmów z ministrem rolnictwa – podkreślił.
Wcześniej rolnicy zaznaczali, że oczekują przede wszystkim działań poprawiających opłacalność produkcji.
– Chodzi o to, żeby ktoś siadł z nami i logicznie porozmawiał tak naprawdę – mówi organizator.
„Funkcja produkcyjna żywności i wsi została wstrzymana”
Zdaniem organizatora protest nie był jedynie sprzeciwem wobec bieżących decyzji, ale sygnałem alarmowym dotyczącym przyszłości polskiej wsi. Adam Walterowicz podkreśla, że rolnicy obawiają się dalszego ograniczania produkcji i zanikania gospodarstw.
– Funkcja produkcyjna żywności i wsi została praktycznie wstrzymana – podsumowuje.
Co dalej z protestem na S3?
Po rozwiązaniu zgromadzenia organizator zastanawia się nad kolejnymi krokami. Adam Walterowicz przyznaje, że jedną z rozważanych możliwości jest skierowanie sprawy do sądu.
– Ja osobiście bym przeprowadził sprawę sądową, bo to jest sprawa troszeczkę bardziej skomplikowana. To nie dotyczy tylko naszego protestu i naszego interesu zgromadzeń – mówi.
Jak tłumaczy, jego zdaniem sprawa ma znaczenie szersze i dotyczy możliwości organizowania legalnych zgromadzeń w przyszłości.
– Jeżeli godzimy się na taką interpretację rozwiązań zgromadzenia, to tak naprawdę my nie mamy już żadnych możliwości organizowania zgromadzeń – ocenia.
Walterowicz podkreślił, że decyzja o dalszych działaniach nie została jeszcze ostatecznie podjęta.
Organizator zaznaczył ponownie, że protest – w jego ocenie – miał być narzędziem do rozpoczęcia rozmów z rządem, a nie jedynie blokadą drogi.
– To zgromadzenie jest nam po to potrzebne, żeby móc demokratycznie wpłynąć na rządzących, na całą tę sytuację. Nie po to, żeby zablokować i wszyscy mają stać i krzyczeć – podkreślił.
Redakcja zwróciła się do Urzędu Miasta i Gminy Gryfino z prośbą o stanowisko dotyczące decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia. Artykuł zostanie uzupełniony po otrzymaniu odpowiedzi.
Agnieszka Sawicka
