Ogłoszona przez Główny Urząd Statystyczny kwota po raz kolejny wywołała gorącą dyskusję wśród rolników. Przeciętny dochód z pracy w indywidualnych gospodarstwach rolnych wyniósł za 2025 rok 5479 zł z 1 ha przeliczeniowego. To o 50 zł więcej niż rok wcześniej.
Rolnicy patrzą na ten wynik przez pryzmat własnych gospodarstw, cen płodów rolnych, kosztów nawozów, paliwa, energii, pracy i usług. I tu różnica między statystycznym wyliczeniem a codzienną ekonomią gospodarstwa jest bardzo duża.
"Wysokie koszty paliw, energii, nawozów"
Do wyliczeń odniósł się Damian Murawiec, rolnik z województwa warmińsko-mazurskiego.
– W zeszłym roku byliśmy bardzo mocno zdziwieni, jakim cudem taka kwota jest przyjęta jako dochód z hektara przeliczeniowego w rolnictwie, a teraz ta kwota jest jeszcze wyższa. To jest jakaś abstrakcja – podkreśla Murawiec i wylicza wysokie koszty paliw, energii, nawozów, środków ochrony roślin, wysokie koszty pracy ludzkiej, ubezpieczenia, części, oleje, serwis, serwisy maszyn.
Murawiec wskazuje także na słabsze wyniki części upraw i niekorzystne warunki atmosferyczne.
– Koszty rosną bardzo mocno, a ceny płodów rolnych praktycznie stoją w miejscu. Do tego dochodzą niekorzystne warunki atmosferyczne. Na Żuławach, na słabszych glebach czwartej i piątej klasy susza wypaliła pszenicę i plony były słabe. Rzepak też średnio dał zaledwie około 3 ton z hektara. Gdzie więc przy takich wynikach szukać tego dochodu? – pyta.
Rolnik z 400 ha: według GUS powinno zostać ponad 2,5 mln zł
W przypadku dużego gospodarstwa różnica między statystycznym wskaźnikiem a tym, co rolnik widzi w swoim rachunku ekonomicznym, robi się jeszcze bardziej spektakularna. Murawiec mówi o gospodarstwie o powierzchni ponad 400 ha. Przy przyjęciu około 500 ha przeliczeniowych i wskaźnika GUS wynoszącego 5479 zł daje to około 2,74 mln zł. Rolnik jednak takiej kwoty nie widzi jako dochodu pozostającego w gospodarstwie.
– Według GUS powinno nam zostać grubo ponad 2,5 mln zł na czysto. Zastanawiam się więc, gdzie są te pieniądze. Może trzeba zadzwonić do GUS-u i zapytać, gdzie ich szukać i co robimy źle. Może utknęły gdzieś w naszych rowach melioracyjnych? Naprawdę trudno to stwierdzić – ironizuje rolnik.
– Pokazywanie tak wysokiej, wręcz absurdalnej kwoty daje ludziom spoza rolnictwa obraz, że wieś to kraina mlekiem i miodem płynąca, a rolnicy zarabiają nie wiadomo jakie kokosy. Niestety rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – podsumowuje Murawiec.
„Skoro ukosiłem 5 ton, sprzedałbym to po 800 zł, to mam 4 tysiące”
Kolejnym rolnikiem komentującym wyliczenie GUS jest Janusz Terka z Solidarności Rolników Indywidualnych z Piotrkowa Trybunalskiego, producent świń. Zwraca uwagę na prosty rachunek dotyczący pszenicy.
– Skoro GUS wyliczył mi, że z 1 hektara przeliczeniowego mam przeszło 5 tysięcy dochodu, to powiem krótko: skoro ukosiłem 5 ton i sprzedałbym to po 800 zł, to mam 4 tysiące. Brakuje mi więc jeszcze ponad tysiąc do tego, żeby z tym dochodem się zrównać, który GUS wyliczył. GUS bardzo mocno się gdzieś rozjechał – ocenia Terka.
I dodaje, że: – Już po raz kolejny GUS służy po to, ażeby przekłamywać rzeczywistość. To jest instytucja, która liczy, nie wiem w jaki sposób, ale to się bardzo mocno mija z prawdą. I służy to przede wszystkim temu, żeby robić propagandę, a nie zbierać faktyczne dane na temat tego, co się dzieje w rolnictwie.
To przykład konkretnego gospodarstwa. Pokazuje jednak, dlaczego rolnicy kwestionują możliwość prostego przełożenia statystycznego wskaźnika na pieniądze, które rzeczywiście pozostają im po sprzedaży produkcji i poniesieniu kosztów.
Rolnik zaprasza ministra i premiera na pole
Mocno do sprawy podchodzi też Krzysztof Olejnik, producent rolny z województwa łódzkiego. Rolnik proponuje, aby osoby odpowiedzialne za politykę rolną same sprawdziły, czy osiągnięcie kwoty podawanej przez GUS jest w praktyce możliwe.
– Niech rządzący, niech premier Donald Tusk, minister Krajewski ze swoimi wiceministrami: Gromadzką, Nowakiem, Czerniakiem, pokażą mi, jak się powinno gospodarzyć, aby z jednego hektara przeliczeniowego osiągnąć taki dochód – apeluje Olejnik.
– Chcecie, to dostaniecie hektar przeliczeniowy, zboże sobie zasiejcie, cały rok prowadźcie tę uprawę i na koniec was podliczymy: ile faktycznie tego dochodu z jednego hektara przeliczeniowego macie – proponuje rolnik.
Olejnik zwraca też uwagę na sytuację na własnych polach i wpływ warunków pogodowych na wynik ekonomiczny gospodarstwa.
– Dla przykładu kosimy teraz grykę, najprawdopodobniej będzie strata około 1000 zł do hektara – relacjonuje. – Oczywiście warunki, jakie były na polu, to susza, która spowodowała kompletny zanik wegetacji i zamarcie tych roślin. Stąd niski plon – dodaje.
„To są bajkopisarze, a nie tak dawno te instytucje jeszcze dziękowały nam za ciężki trud”
Do wyliczeń GUS odniósł się także Kamil Szymański, rolnik z województwa mazowieckiego. Jego zdaniem podany wynik jest oderwany od realiów pracy w gospodarstwie.
– Szanowni Państwo, odpowiedzcie mi, od kiedy to GUS wraz z Agencją Restrukturyzacji, z ODR-em, z Instytutem Ekonomiki Rolnictwa i innymi instytucjami zajmują się pisaniem bajek? Bo dziś właśnie został opublikowany dochód z jednego hektara przyliczeniowego – rozpoczyna Szymański.
– Jak dla mnie to jest ostra przesada, to jest pisanie bajek, to są bajkopisarze. A nie tak dawno, te instytucje jeszcze dziękowały nam na dożynkach za ciężki trud naszej pracy. Co wy sobie jaja robicie? – pyta rolnik.
Wypowiedź Szymańskiego pokazuje główny problem, który przewija się w komentarzach rolników: nawet jeśli statystyczny rachunek jest wykonany według określonego wzoru, jego wynik nie musi odpowiadać dochodowi osiąganemu przez konkretne gospodarstwo.
„To są błędne szacunki”? Rolnik chce ponownego przeliczenia
Podobne zastrzeżenia zgłasza Jakub Buchajczyk, rolnik z województwa zachodniopomorskiego związany z OOPR. Zwraca uwagę, że problem z wyliczeniem dochodu rolnika nie pojawił się po raz pierwszy.
– Kolejna bujda na kiju. Już rok temu zgłaszaliśmy szereg niezgodności i mówiliśmy o tym panu ministrowi, pracownikom resortu, że należy to skorygować, że należy to rzetelnie opracować. No i minęło 365 dni i mamy tak naprawdę ten sam efekt zawyżania naszego średniego dochodu z hektara – ocenia Buchajczyk.
– Dlatego apel i gorąca prośba: usiądźmy do stołu i przeliczmy nasz dochód. Wtedy udowodnimy, jaki jest rzeczywisty dochód z hektara w naszych gospodarstwach. Wtedy wszystkim wyjdą oczy – dodaje.
Buchajczyk uważa, że publikowany wskaźnik może wprowadzać osoby spoza rolnictwa w błąd, gdy przemnożą 5479 zł przez liczbę hektarów gospodarstwa i uznają otrzymaną kwotę za rzeczywisty zarobek rolnika.
– To, co zostało zaprezentowane, to w mojej opinii jest bardzo wielka dezinformacja, która wręcz burzy społeczeństwo i wzbudzi kolejną nienawiść społeczeństwa do sektoru rolnego – ostrzega rolnik. – A to jest nieprawda. To jest przeszacowane albo niedoszacowane – ocenia Buchajczyk.
5479 zł nie oznacza bowiem, że rolnik dostaje na konto 5479 zł za każdy hektar fizycznie posiadanej ziemi. GUS posługuje się hektarem przeliczeniowym, a sam wskaźnik jest średnią dla gospodarstw indywidualnych w skali kraju.
Ile naprawdę wynosi dochód rolnika według GUS?
Czy każdy rolnik faktycznie zarobił 5479 zł na każdym hektarze? Jest to przeciętny wskaźnik dochodu z pracy w indywidualnych gospodarstwach rolnych z 1 ha przeliczeniowego.
Za 2024 rok GUS podał 5429 zł, a za 2025 rok 5479 zł. Oznacza to wzrost o 50 zł, czyli około 0,9 proc.
Wskaźnik jest obliczany na podstawie danych dotyczących całego sektora gospodarstw indywidualnych. GUS uwzględnia m.in. wartość produkcji rolniczej, zużycie pośrednie, inne przychody związane z produkcją, dopłaty oraz obciążenia gospodarstw.
Dochód mógł wynieść 6785 zł. Dlaczego?
5479 zł to wynik po zmianie metodologii. Przy obliczaniu dochodu za 2025 rok GUS po raz pierwszy uwzględnił amortyzację jako koszt. Gdyby zastosowano wcześniejszy sposób liczenia, dochód wyniósłby 6785 zł z 1 ha przeliczeniowego, czyli o 1306 zł więcej.
Skąd więc wzrost dochodu mimo odjęcia amortyzacji?
To również wynika z danych GUS. Wartość produkcji rolnej w gospodarstwach indywidualnych wzrosła w 2025 roku o 7,3 proc. Produkcja zwierzęca zwiększyła się o 12,4 proc., a roślinna o 1,5 proc.
GUS wskazywał również na wzrost cen niektórych produktów. Ceny skupu żywca wołowego wzrosły o 28 proc., jaj kurzych o 21,8 proc., drobiu o 17,3 proc., a mleka o 5,4 proc. W produkcji roślinnej mocno wzrosły m.in. ceny truskawek – o 63,9 proc.
Zwiększyła się także produkcja niektórych warzyw i owoców. Produkcja jabłek wzrosła o 12,9 proc., buraków o 11,1 proc., marchwi o 9,3 proc., kapusty o 5,5 proc., a pomidorów o 5,3 proc.
Agnieszka Sawicka
