Podczas protestu rolników we Wrocławiu 20 lutego rozmawialiśmy z Łukaszem Smolarczykiem, wiceprezesem Izby Rolniczej w Opolu i producentem rolnym, o dramatycznej sytuacji na rynku zbóż i produkcji drobiu.
Import z Ukrainy i Mercosur grozi polskiemu drobiowi i zbożom
Łukasz Smolarczyk prowadzi kompleksowe gospodarstwo w województwie opolskim, łączące produkcję roślinną i zwierzęcą. W jego gospodarstwie uprawia się zboża, rzepak, kukurydzę, soję oraz buraki cukrowe, natomiast w produkcji zwierzęcej główny nacisk kładziony jest na drób.
– Kiedyś produkowaliśmy trzodę, ale ze względu na ASF zaniechaliśmy tej produkcji – mówił Smolarczyk. – Ja akurat jestem producentem drobiu. I uważam, że ten sektor może ucierpieć najbardziej, jeżeli chodzi o umowę o wolny handel z Ukrainą. Sektor drobiu przejął większość zboża paszowego, które po obniżeniu produkcji trzody zagospodarowało – dodał Łukasz Smolarczyk, wiceprezes Izby Rolniczej w Opolu i producent rolny.
Smolarczyk podkreślił również, że "My jesteśmy hegemonem, jeżeli chodzi o Europę i o świat, jeżeli chodzi o produkcję drobiu. I powinniśmy chuchać na tę produkcję i dmuchać".
Nadwyżki w magazynach i dramat cenowy
Według wiceprezesa Izby Rolniczej w Opolu, obecna sytuacja cenowa jest wyjątkowo niekorzystna.
– W magazynach mamy 50% produkcji z zeszłego roku, 50% rzepaku i 50% pszenicy. O ile w rzepaku jest sytuacja w miarę stabilna, to jeżeli chodzi o zboża to sytuacja jest dramatyczna. To są ceny sprzed 20 lat. Kto w mieście chciałby pracować za wypłatę sprzed 20 lat? Nikt by sobie na to nie pozwalał – pytał Smolarczyk.
Jak zaznaczył, rolnicy wykazują najwyższą efektywność w sektorze rolniczym, ale obecne ceny nie pozwalają im odtworzyć produkcji.
– Cały czas nam się zarzuca jako rolnikom, że jesteśmy mało efektywni, a my pokazujemy, że jesteśmy chyba najbardziej efektywną grupą zawodową, ale to już jest granica – mówił.
– My dzisiaj nie potrafimy za te pieniądze, co dostajemy za sprzedaż płodów rolnych, odtworzyć produkcji – dodał Smolarczyk.
Obawy o bezpieczeństwo żywnościowe
Jednym z największych zagrożeń dla polskiego rolnictwa jest presja ze strony importu i globalnych umów handlowych.
– To jest bardzo niebezpieczna sytuacja dla całego społeczeństwa, nie tylko dla rolników. Boimy się, naprawdę boimy się, jak rolnicy europejscy przestaną produkować żywność i będziemy uzależnieni od importu z Ukrainy, z krajów Mercosuru – ostrzegał Smolarczyk.
– Nie wiem, co my zrobimy z nadwyżkami wtedy. Już nie mamy co zrobić. A jeżeli ograniczymy produkcję drobiu jako Polska, to te nadwyżki będą jeszcze większe – dodawał.
Według Smolarczyka stabilizacja rynku zbóż paszowych i ochrona produkcji drobiu powinny być obecnie jednym z priorytetów dla całego sektora rolniczego.
– Mamy niekorzystne umowy handlowe. To są najważniejsze tematy, którym powinno się zajmować ministerstwo w tym momencie – podsumował.
Zagrożenia zimowych upraw
Jakby było mało problemów, przed rolnikami mogą pojawić się kolejne wyzwania po wyjątkowo mroźnej zimie, które dodatkowo zwiększą wydatki w gospodarstwach i wpłyną na kondycję upraw oraz plony w nadchodzącym sezonie. Smolarczyk zwrócił bowiem uwagę na zagrożenia dla roślin zimujących w województwie opolskim, szczególnie rzepaku i pszenicy.
– Tam, gdzie była pokrywa śnieżna, stan upraw jest dobry. A tam, gdzie nie było pokrywy śnieżnej, były mrozy po minus 15 z wiatrem. I jest duży znak zapytania, jeżeli chodzi o stan tych upraw. Niektóre rzepaki są zagrożone przesiewem, nawet pszenice o niskiej mrozoodporności też są zagrożone – mówił wiceprezes Izby Rolniczej.
Podsumowanie rozmowy
Łukasz Smolarczyk jasno wskazuje, że dla polskiego rolnictwa najważniejsze są realne problemy rynkowe i globalne umowy handlowe, a nie tematy zastępcze. W obliczu niskich cen, nadwyżek w magazynach i presji importowej, kluczowe jest chronienie produkcji drobiu oraz rynku zbóż paszowych, aby zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe Polski i całej Europy – podkreślał.
Agnieszka Sawicka
