Produkcja zwierzęca w Polsce - "Jest coraz gorzej"
Polscy hodowcy coraz trudniej utrzymują rentowność produkcji zwierzęcej. Ceny mleka spadają, a rynek trzody staje się dramatyczny, alarmuje Bernard Dembczak z Opolskiej Izby Rolniczej. I dodaje, że import mięsa wieprzowego wynosi dziś aż trzy czwarte krajowego zapotrzebowania.
– Jest coraz gorzej. Kierunki produkcji, które są jeszcze w miarę opłacalne to jest drób i bydło mięsne, aczkolwiek tutaj też się mówi o dużym zagrożeniu. W ostatnim czasie mocno spadają ceny mleka, natomiast na rynku trzody od dłuższego czasu sytuacja jest naprawdę dramatyczna - sygnalizuje Dembczak, członek Zarządu Izby Rolniczej w Opolu.
Podkreśla też, że spadek pogłowia trzody oznacza, że Polska nie tylko traci samowystarczalność, ale również ogranicza możliwości zagospodarowania nadmiaru zboża.
Konieczna odbudowa trzody i systemowe wsparcie
Ekspert wskazuje na pilną potrzebę stworzenia długofalowego systemu wsparcia hodowli trzody, który pobudzi krajową produkcję i ochroni miejsca pracy.
- W Polsce musimy stworzyć konkretny długofalowy system, który spowoduje odbudowanie pogłowia trzody, bowiem wtedy będzie szansa na zagospodarowanie zboża, którego i tak mamy za dużo. Nie zapominajmy, że odbudowa hodowli to także dodatkowe miejsca pracy oraz rozwój przetwórstwa itd. - alarmuje Dembczak.
Według Bernarda Dembczaka, możliwe jest także zastosowanie instrumentów rynkowych i systemowych, które poprawią opłacalność hodowli i ograniczą pustoszenie chlewni w regionach wiejskich.
- Być może powinniśmy zastosować jakieś instrumenty rynkowe i systemowe, żeby pobudzić produkcję trzody, bo nastroje są dramatyczne. Widzę coraz więcej chlewni pustych, które kiedyś tworzyły duże gospodarstwa - mówi ekspert.
Bezpieczeństwo biologiczne pod kontrolą
Pomimo kryzysów rynkowych, polskie gospodarstwa radzą sobie z zagrożeniami biologicznymi. ASF wciąż występuje, ale głównie wśród dzików, a ptasia grypa nie pojawia się w dużych fermach. Bioasekuracja jest dziś na dobrym poziomie, podsumowuje Dembczak.
– Przyznam, że robi się wiele i na ten moment wystarcza. Zagrożenie ASF jest, ale obecnie najwięcej przypadków notujemy jednak wśród dzików. Ptasia grypa jest niebezpieczna, ale ona nie występuje w dużych fermach i to jest dowód, że dobrze się zabezpieczamy - wyjaśnia Bernard Dembczak.
Demografia gospodarstw i zatrudnienie
Zmniejszająca się liczba gospodarstw pogłębia problemy sektora. Coraz częściej rolnictwo przestaje być głównym źródłem dochodu, a młodsze pokolenia traktują gospodarstwa jako dodatkowe wsparcie finansowe, zaznacza Dembczak i podaje własny przykład
- Zawsze porównuję moją wioskę sprzed 40 lat, kiedy zaczynałem rolnictwo, wtedy było 35 plantatorów buraka. Dzisiaj w tej samej wiosce jest tylko 10 gospodarstw i jedno, które żyje wyłącznie z rolnictwa.
Według Dembczaka, w przyszłości przy rolnictwie pozostaną tylko ci, którzy aktywnie zajmują się uprawą i hodowlą zwierząt.
Napływ zagranicznej żywności i nierówne zasady gry
Polscy hodowcy muszą konkurować z żywnością spoza UE, często przy niższych standardach i niższych kosztach produkcji. Dembczak podkreśla, że etykiety mogą wprowadzać konsumentów w błąd, bo produkty tylko pakowane są w Polsce.
- Na nasze stoły i tak trafia sporo żywności spoza Unii. Mylące bywają też opisy pochodzenia żywności. Często jest tak, że na produkcie jest napisane – wyprodukowano w Polsce, a w rzeczywistości u nas zostało co najwyżej zapakowane - alarmuje Dembczak.
Członek Zarządu Izby Rolniczej w Opolu mówi, że protesty rolników w całej Europie są uzasadnione, bo unijni producenci muszą spełniać coraz bardziej rygorystyczne normy, podczas gdy na rynek trafia żywność z krajów Mercosur i z Ukrainy, wytwarzana według znacznie niższych standardów, co tworzy nierówną i niesprawiedliwą konkurencję.
Cały wywiad z Bernardem Dembczakiem można przeczytać tutaj.
źródło: Wywiad z Bernardem Dembczakiem ze strony Izby Rolniczej w Opolu "Rolnicy protestami wysyłają słuszny sygnał"
oprac. Agnieszka Sawicka
