Sikorski: eksport wzrósł, import spadł
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował w mediach społecznościowych, że według wstępnych danych za maj – pierwszy miesiąc obowiązywania umowy UE–Mercosur – polski eksport produktów rolno-spożywczych do państw tego bloku wzrósł rok do roku z 4,4 mln do 5,8 mln euro, a import zmalał.
– Brawo polscy rolnicy, hodowcy i przetwórcy! – napisał szef MSZ.
Ministerstwo: to efekt otwierania nowych rynków
Podobne stanowisko przedstawiło Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Resort poinformował, że w maju 2026 r. wartość polskiego eksportu artykułów rolno-spożywczych do państw Mercosur wyniosła 5,9 mln euro wobec 4,6 mln euro rok wcześniej.
Jednocześnie import z krajów Mercosur spadł do ok. 141 mln euro, czyli o 13,3 proc. w porównaniu z majem 2025 r., a deficyt w handlu rolno-spożywczym zmniejszył się.
– Mam dobrą wiadomość. Pierwsze dane pokazują, że zwiększyliśmy eksport do krajów Mercosur, a jednocześnie zmniejszył się import produktów rolno-spożywczych z tych państw do Polski. To efekt naszych działań i prowadzonej ofensywy dyplomatycznej na rzecz otwierania kolejnych rynków dla polskiej żywności – podkreślił minister rolnictwa Stefan Krajewski.
Resort zaznacza jednocześnie, że Polska nadal sprzeciwia się wejściu w życie umowy w obecnym kształcie i przypomina, że zaskarżyła sposób jej procedowania do Trybunału Sprawiedliwości UE. Zapewnia również, że stale monitoruje wpływ porozumienia na sytuację polskich rolników.
Samoobrona ostro: „Rządzący mają ludzi za idiotów”
Na optymistyczne komunikaty rządu ostro zareagował Marcin Wroński, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w województwie kujawsko-pomorskim.
– Rządzący mają ludzi za idiotów – ocenia.
Zdaniem Wrońskiego politycy próbują przedstawiać jako sukces dane obejmujące zaledwie pierwszy miesiąc obowiązywania umowy.
– Od ponad miesiąca obowiązuje umowa handlowa Unia Europejska–Mercosur, przeciwko której protestowali rolnicy w całej Unii. Obecnie jesteśmy świadkami tępej propagandy ze strony rządzących i poddawani manipulacji. Ministrowie Radosław Sikorski, Stefan Krajewski i inni politycy ogłosili wielki sukces umowy UE–Mercosur, posługując się danymi za pierwszy miesiąc jej funkcjonowania. Kto poważny ocenia skutki umowy międzynarodowej dla gospodarki kraju na podstawie jednego miesiąca? Chyba nikt – stwierdza.
Przedstawiciel Samoobrony zwraca uwagę, że skala zmian jest jego zdaniem zbyt mała, by wyciągać daleko idące wnioski.
– Cieszą się jak dzieci, że w skali roku import z pięciu dużych krajów Ameryki Południowej do Polski zmalał o 4 mln złotych i nazywają to ochroną polskiego rolnictwa. Ta kosmetyczna zmiana to kilkaset tysięcy złotych miesięcznie dla całego kraju. Za 4 mln zł można kupić dwa kombajny na żniwa – ocenia.
Jak dodaje, podobnie wygląda jego zdaniem wzrost eksportu.
– Ogłaszają wielki sukces polskiego eksportu, ponieważ w skali roku wzrósł on o 6 mln zł. To wartości, które mogą mieć znaczenie dla jednego średniego przedsiębiorcy, a nie dla gospodarki 37-milionowego kraju – argumentuje.
„Prawdziwe skutki zobaczymy na rynku unijnym”
Wroński podkreśla, że jego zdaniem konsekwencje umowy nie będą widoczne przede wszystkim w bezpośrednim handlu Polski z krajami Mercosur.
– Politycy nie rozumieją, że umowa z Mercosur dotyczy całej Unii Europejskiej, a nie tylko Polski. Produkty z tych krajów nie muszą trafiać finalnie do Polski, żebyśmy odczuwali negatywne skutki. Wystarczy, że wypierają nasze produkty z innych rynków europejskich, a przecież ok. 75 proc. polskiego eksportu żywności trafia właśnie do krajów UE – podkreśla.
Jego zdaniem ocenę skutków takich porozumień można przeprowadzać dopiero po roku lub kilku latach ich obowiązywania.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Wojciechowski: skutki pojawią się później
Podobną opinię wcześniej wyraził były unijny komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski.
Komentując pierwsze dane GUS dotyczące handlu z państwami Mercosur, ocenił, że nie są one zaskoczeniem.
– Konsekwencje umowy z Mercosur dla Polski pokażą się nie w handlu rolnym Polska–Mercosur, tylko trochę później w handlu rolnym Polska–UE, gdy towary z Mercosur zaczną ograniczać przestrzeń dla polskiego eksportu do Unii Europejskiej – napisał,o czym informowaliśmy TUTAJ.
Zarzecki: problemem nie jest import do Polski
Do wpisu Radosława Sikorskiego odniósł się również Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego.
Jak podkreśla, od początku dyskusji o umowie organizacje branżowe zwracały uwagę, że największym zagrożeniem nie jest napływ towarów bezpośrednio do Polski.
– Problemem nie jest import do Polski, ale wzrost importu z krajów Mercosur na rynek UE, gdzie eksportujemy większość naszej wołowiny – napisał.
Zarzecki wskazuje, że większy napływ południowoamerykańskiej wołowiny do Unii oraz obniżenie ceł w ramach kontyngentu Hilton pogarszają konkurencyjność polskich producentów i wywierają presję na ceny.
Apeluje także, aby Komisja Europejska utrzymała zakaz importu mięsa z Brazylii niespełniającego wymogów fitosanitarnych oraz uruchomiła mechanizmy ochronne wywalczone podczas negocjacji.
– Te 1,4 mln euro wzrostu eksportu do krajów Mercosur nie może przysłonić prawdziwego problemu. To ułamek tego, co możemy stracić na rynku unijnym. Wartość eksportu polskiej wołowiny wynosi około 3,6 mld euro – podkreśla Zarzecki.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. Portal X, inf.pras., TPR
