Gdzie naprawdę kończy się twoje pole?
Dawniej ustalenie, gdzie dokładnie kończy się jedno gospodarstwo, a zaczyna drugie, nie zawsze było proste. Rolnicy często posługiwali się tym, co było widoczne w terenie. Granicę wskazywało drzewo, rów albo droga.
- Przez wiele lat własność ziemi była dla ludzi oczywista, a jej granice i przekazywanie własności następowały ustnie, w rodzinnym gronie. Częstym określeniem zasięgu własności były punkty orientacyjne w terenie np. moje pole sięga do tego drzewa, do drogi, czy do rowu. Problem pojawiał się wtedy, gdy ten punkt orientacyjny znikał, a koniec pola był już wyznaczany tylko przez pamięć właścicieli i sąsiadów. Mapy gromadzone w państwowych rejestrach często niedokładne, nie odzwierciedlały faktycznego władania gruntem - tak opisuje dawną sytuację adwokatka Anna Tarnawska z Małopolskiej Izby Rolniczej.
Tak więc problem może ujawnić się dopiero po wielu latach, kiedy wykonany zostanie dokładny pomiar geodezyjny. Wtedy może się okazać, że granica wynikająca z dokumentów przebiega inaczej niż ta, którą przez lata przyjmowali właściciele i sąsiedzi.
Sąsiad uprawia twoją ziemię. To jeszcze nie zasiedzenie
Samo uprawianie cudzego pola nie oznacza, że po 30 latach automatycznie zmienia się jego właściciel. Żeby można było mówić o zasiedzeniu, potrzebne jest tzw. posiadanie samoistne. Chodzi o sytuację, w której osoba korzystająca z nieruchomości zachowuje się tak, jakby była jej właścicielem. Nie pyta właściciela o zgodę na kolejne działania, nie płaci mu czynszu i samodzielnie decyduje o sposobie korzystania z gruntu.
- Zasiedzenie ma miejsce wtedy, gdy przez wyznaczony przez przepisy okres posiadacz samoistny, czyli ktoś, kto nie jest właścicielem (nie ma aktu notarialnego, AWZ ani wpisu w księdze wieczystej) zachowuje się dokładnie tak, jakby był właścicielem gruntu - wyjaśnia Anna Tarnawska.
W praktyce sąd może brać pod uwagę różne zachowania osoby korzystającej z działki, a nie tylko fakt, że uprawia ona ziemię.
- Przykładami przejawów takiego posiadania są m.in. uprawienie gruntu i zbieranie plonów na własny rachunek, opłacenie podatku od nieruchomości, podejmowanie decyzji o przeznaczeniu terenu. Posiadacz samoistny nie pyta właściciela jakie działania może podjąć na gruncie, nie płaci mu również żadnego czynszu czy innych opłat - dodaje adwokatka.
Tarnawska wskazuje więc na konkretne oznaki samodzielnego władania gruntem. Znaczenie ma to, czy korzystający z ziemi faktycznie zachowuje się jak jej właściciel.
Kiedy mija 30 lat?
W przypadku posiadania samoistnego w złej wierze termin zasiedzenia wynosi 30 lat. Kodeks cywilny przewiduje również 20-letni termin dla posiadania w dobrej wierze. Jak zaznacza Anna Tarnawska, ten drugi przypadek w praktyce należy do rzadkości.
- Jakkolwiek przepisy kodeksu cywilnego przewiduje zasiedzenie w dobrej wierze po upływie 20 lat, jednak w praktyce takie sytuacje są niemal niespotykane. Jednak po upływie 30 lat wiedza posiadacza o tym, że nie jest właścicielem, a nawet jego celowe negatywne nastawienie do właściciela nie mają znaczenia - wyjaśnia Tarnawska.
Ważne jest jednak, aby nie rozumieć tego w ten sposób, że każda osoba, która przez 30 lat uprawiała cudzą ziemię, automatycznie staje się jej właścicielem. Muszą zostać spełnione wszystkie przesłanki zasiedzenia, a w razie sporu sąd bada, czy rzeczywiście do niego doszło.
- Jeśli w tym czasie nie został przerwany bieg zasiedzenia, to sąd w postanowieniu orzeka o zmianie własności i nabyciu jej przez posiadacza - dodaje adwokatka.
Anna Tarnawska zwraca tym samym uwagę na znaczenie przerwania biegu zasiedzenia. Właściciel nie jest bowiem bezradny wobec sytuacji, w której ktoś przez lata korzysta z jego gruntu.
Właściciel może przerwać bieg zasiedzenia
Jeżeli właściciel dowie się, że jego ziemia jest od lat użytkowana przez inną osobę jak własna, powinien sprawdzić sytuację prawną i rozważyć odpowiednie działania. Przepisy przewidują bowiem czynności, które mogą przerwać bieg zasiedzenia.
- Przez ten sam okres 30 lat właściciel może podejmować działania, które przerywają bieg zasiedzenia. Co ważne, w przypadku podjęcia takich kroków prawnych nie zakończonych wydaniem nieruchomości, posiadacz - aby skierować wniosek o zasiedzenie - musi wykazać posiadanie przez kolejne 30 lat („licznik” się zeruje) - opisuje Tarnawska.
W praktyce chodzi o podjęcie odpowiedniej czynności prawnej przed sądem lub innym właściwym organem.
Jednym z przykładów jest żądanie wydania nieruchomości. Właściciel może też podjąć próbę ugodowego rozwiązania sprawy.
- Może to więc być wytoczenie przed sądem powództwa windykacyjnego, czyli żądania wydania gruntu. Można również zawezwać posiadacza do próby ugodowej przed sądem - wskazuje Anna Tarnawska.
Skuteczne przerwanie biegu zasiedzenia oznacza, że wymagany okres posiadania musi być liczony od nowa.
Dzierżawisz sąsiadowi pole? To inna sytuacja
Nie każdy przypadek wieloletniego korzystania z cudzej ziemi stwarza ryzyko zasiedzenia. Inaczej wygląda sytuacja, gdy właściciel świadomie przekazał grunt sąsiadowi na podstawie umowy. Jeżeli sąsiad jest dzierżawcą albo korzysta z ziemi na podstawie użyczenia, robi to za zgodą właściciela i na określonych zasadach. Nie występuje wtedy jako osoba władająca gruntem jak właściciel.
- Innym rozwiązaniem jest podpisanie umowy dzierżawy lub użyczenia. Dzierżawca czy użytkownik jest bowiem posiadaczem zależnym, działającym za zgodą właściciela i na określonych przez niego warunkach, a więc posiadanie z tytułu takiej umowy, bez względu na czas jej trwania, nie prowadzi do zasiedzenia - tłumaczy Anna Tarnawska.
Dlatego przy przekazywaniu sąsiadowi części pola warto jasno określić, na jakiej podstawie i za czyją zgodą grunt jest użytkowany.
Zasiedzenie może pomóc uporządkować ziemię
Zasiedzenie nie zawsze oznacza problem. W niektórych gospodarstwach może być sposobem na uporządkowanie własności gruntów, które od pokoleń są faktycznie użytkowane przez daną rodzinę, ale ich stan prawny nigdy nie został właściwie uregulowany.
Chodzi na przykład o nieruchomości, których dokumentacja dotyczy bardzo dawnych właścicieli albo nie zachowała się w komplecie.
- Instytucja zasiedzenia może być zarówno szansą jak i pułapką - pisze Anna Tarnawska.
Dla osoby, która od wielu pokoleń gospodaruje na ziemi o nieuregulowanym stanie prawnym, zasiedzenie może być sposobem na uporządkowanie własności. Dla właściciela, który przez lata nie reaguje na samodzielne korzystanie z jego gruntu przez inną osobę, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
- Dla osób, które od wielu pokoleń gospodarują na ziemi, której stan prawny nie jest uregulowany, dostępne dokumenty dotyczą właścicieli z okresu międzywojennego, czy też ich w ogóle nie ma – zasiedzenie jest szansą na nabycie własności w sposób prawnie relewantny (niosący skutki prawne). Natomiast dla właściciela gruntu, który przez lata toleruje działania innych osób faktycznie gospodarujących na jego gruncie jest pułapką, która może doprowadzić do utraty przez niego nieruchomości - podsumowuje adwokatka Anna Tarnawska.
Dlatego jeżeli rolnik ma wątpliwości, czy granica jego działki przebiega dokładnie tam, gdzie od lat ją przyjmuje, warto sprawdzić dokumenty i stan geodezyjny nieruchomości. Szczególnej uwagi wymagają grunty, z których od wielu lat korzysta sąsiad, zwłaszcza jeżeli robi to bez umowy i bez rozliczeń z właścicielem.
Oprac. Agnieszka Sawicka na podstawie materiału adwokat Anny Tarnawskiej z Małopolskiej Izby Rolniczej
