Słupca. Pożar hali ze zbożem
Pierwsze zgłoszenie brzmiało groźnie, ale rzeczywistość okazała się jeszcze trudniejsza. Na miejsce natychmiast zadysponowano 16 zastępów straży pożarnej. Strażacy, którzy dotarli pod płonącą halę, zastali widok mrożący krew w żyłach: potężny budynek w całości stał w ogniu, a wysoka temperatura była odczuwalna z setek metrów.
Z każdą godziną siły żywiołu zdawały się rosnąć, co wymusiło ściągnięcie dodatkowego wsparcia. Po godzinie 21:00 na miejscu pracowało już 20 zastępów straży pożarnej.
Ściana ognia i groźba zawalenia
Walka z pożarem odbywała się w ekstremalnie trudnych warunkach. Strażacy, mimo ogromnego poświęcenia, nie mogli wejść do środka obiektu. Konstrukcja hali, trawiona przez niszczycielską siłę ognia, trzeszczała i wyginała się, grożąc w każdej chwili zawaleniem.
Działania prowadzone były wyłącznie z zewnątrz. Ryzyko, że dach runie na ratowników, było zbyt duże.
Służby podjęły decyzję o natychmiastowej ewakuacji mieszkańców pobliskich posesji. Ludzie w pośpiechu opuszczali swoje domy, patrząc z przerażeniem na walkę ratowników z żywiołem.
Poniedziałkowy świt nad zgliszczami
Dopiero po wielu godzinach wyczerpującej akcji, strażakom udało się „okiełznać” ogień. Choć noc była pełna grozy, najważniejszą informacją jest brak osób poszkodowanych. Jeszcze w poniedziałkowy poranek na miejscu pracowali strażacy, którzy dogaszali pogorzelisko.
Wiadomo, że obiekt był zagospodarowany zbożem. Nie wiadomo jednak, ile tego zboża było w chwili pożaru i jakie są straty materialne oraz co tak naprawdę doprowadziło do powstania pożaru na taką skalę.
Michał Czubak
fot. PSP Słupca
