Widoczna u powały choinka, którą zawieszano na Mazowszu inaczej niż podłaźniczkę, czyli czubkiem do góryDariusz Krześniak
StoryEditorTradycja

Magiczna noc na wsi. Woda zamieniała się w wino, a zwierzęta mówiły

11.01.2026., 11:00h

Na Mazowszu święta upływały pod znakiem rwanych klusek i zupy grzybowej na zakwasie. A niewyswatane panny w karnawale próżno szukały pocieszenia. O świąteczno-karnawałowych zwyczajach na mazowieckiej wsi opowiedziała nam Danuta Krześniak z Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.

Jak świętowano Boże Narodzenie na Mazowszu?

Czy Mazowsze ma swoją odrębną obrzędowość związaną ze świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem?

– Myślę, że ta obrzędowość była w wielu motywach i zwyczajach podobna do tej w innych częściach kraju. Nie było istotnych różnic. Świętom towarzyszyły podobne zwyczaje, ale były inaczej nazywane. Świętowanie obracało się, oczywiście, wokół stołu, czy raczej ławy przykrytej białym obrusem, pod którym kładziono siano na pamiątkę narodzenia Jezusa w stajence. W siano wkładano podarki dla dzieci. To nie były prezenty w dzisiejszym stylu, ale drobiazgi, jak orzechy, wstążka dla dziewczyny, scyzoryk dla chłopaka czy figurka z drewna zrobiona przez ojca dla dziecka. W połowie XX wieku na wsiach pojawił się mikołaj. Był to najczęściej ktoś z domowników czy sąsiadów, kto przebierał się w kożuch wywrócony na lewą stronę, nakładając futrzaną czapę, malując czy osmalając sobie twarz.

image
Świąteczne ciekawostki

5 polskich wsi ze świątecznymi nazwami

Co stawiano w mazowieckiej wiejskiej chałupie?

Czy w mazowieckiej chałupie stała choinka?

Choinki zaczęły na Mazowszu docierać w okresie międzywojennym, a tak naprawdę upowszechniły się po wojnie. U nas był snopek, stawiany w jednym rogu chałupy albo nawet we wszystkich czterech, zwłaszcza w dworach. Snopki były często z czterech rodzajów zbóż, co miało wróżyć obfite plony na przyszły rok. Kiedy pojawiły się choinki, snopki wciąż im towarzyszyły. Snopki najczęściej ubierane w światy, czyli kule z opłatka, albo też robiono z pojedynczego opłatka kółeczka i księżyce. Wieszano je też na belce przy suficie. A jeśli mowa o zielonych elementach, to zatykano gałązki jałowca albo świerku za obrazy albo też rzucano je na podłogę. Na Mazowszu, gdy nie było miejsca w chacie, a chciano ją mieć, wieszano górne partie choinek za czubek u powały. Nie była to popularna podłaźniczka.

image
Widoczna u powały choinka, którą zawieszano na Mazowszu inaczej niż podłaźniczkę, czyli czubkiem do góry
FOTO: Dariusz Krześniak

Czy w Wigilię zwierzęta mówiły ludzkim głosem?

W Wigilię zwierzęta mówiły ludzkim głosem i karmiono je opłatkiem?

– To był wieczór magiczny, kiedy zwierzęta mówiły ludzkim głosem, a woda w studni zamieniała się w wino. Ze zwierzętami dzielono sie opłatkiem lub zanoszono go do obory, ale tylko bydłu i owcom, czyli tym, które, jak wierzono, znajdowały się w stajence przy narodzeniu Jezusa. Koni nie karmiono, trzody też nie, natomiast opłatkiem dzielono się z pszczołami. Ludzie natomiast siadali do ławy niekoniecznie z dwunastoma potrawami. Było ich tyle w bogatszych domach, w biedniejszych natomiast była to liczba nieparzysta – pięć, siedem, dziewięć. Na ławie pojawiały się potrawy z czterech przestrzeni – z lasu, pola, ogrodu i wody. Były groch na oleju, groch z kapustą, kapusta z grzybami, zupy z suszonych owoców – jabłek, gruszek, śliwek. Gotowano też zupę grzybową na zakwasie z kapusty. Był też barszcz czerwony na zakwasie z kapusty. Do zupy owocowej robiło się kluski zwane rwakami, przygotowywane z mąki żytniej. Rwano kawałki ciasta i formowano większe kluski w dłoni. Robiono też polewkę z mleczka makowego i polewano nią rwaki. Były też pierogi z grzybami, kapustą i grzybami, z makiem i zupa z roztartego mleczu śledzia, przyprawiana zielem angielskim i liściem laurowym, z dodatkiem cebuli. Tę zupę jadło się z ziemniakami.

image
DAWNE ZWYCZAJE I WIERZENIA

Jak kiedyś obchodzono Wigilię i Boże Narodzenie na wsi?

Do czego w święta słuzyły skorupki jajek?

Święta to też wróżby. Jak i z czego wróżono?

– Obserwowano dni od Bożego Narodzenia do Trzech Króli i wróżono z nich pogodę w kolejnych miesiącach – każdy z dwunastu dni odpowiadał kolejnym miesiącom w nowym roku. A ci, którzy nie ufali pamięci, wróżyli ze skorupek jaj. Brano dwanaście skorupek, oznaczano je, przypisując miesiące, i wsypywano w nie sól. Jeśli w jakiejś skorupce po dwunastu dniach sól była bardziej wilgotna, oznaczało to, że to będzie bardziej deszczowy miesiąc. Dobrze było ukraść w Wigilię jakiś drobiazg i nie dać się złapać. To oznaczało dobrą wróżbę. Potem, oczywiście, skradzione wracało do właściciela. Na Mazowszu w pierwszy dzień świąt należało jeść rosół wołowy z kluskami krajanymi albo jakieś danie z wołowiną na pamiątkę tego, że w stajence było bydło.

Święty Szczepan wpływa na kury

A co ze ślubami? Ten czas w roku wśród motywów miał chyba też małżeństwo?

– Tak, śluby odbywały się po świętach i w karnawale, a były wynikiem swatania, które z kolei odbywało się w adwencie. Wysyłano swatów do domów z dziewczętami. Popularne wtedy było przysłowie: „W adwencie same zięcie, w karnawale – nie ma wcale”, co oznaczało, że w adwencie już wszystkich kawalerów skojarzono z wybrankami, a w karnawale dziewczyna nie ma co liczyć na partię. Znane też było powiedzenie „Kto się zaleca w adwenta, będzie miał żonę na święta”. Na świętego Szczepana ziarno zbóż albo groch były zsypywane w kościele z chóru na pamiątkę ukamienowania pierwszego męczennika. Potem gospodarze ten groch czy ziarno zabierali ze sobą i dawali zwierzętom. Gospodynie sypały je kurom, żeby dobrze się niosły. Ziarno dosypywano też do ziarna sianego wiosną, żeby plony były lepsze. Dzień świętego Szczepana to był też czas, kiedy kończył się okres służby parobków u bogatych gospodarzy. Mówiło się wtedy „Na święty Szczepan każdy parobek pan”. Wtedy godziło się do pracy nową służbę. Parobkowie stawiali wtedy wódkę panu, żeby ich zatrudnił. Nasza wystawa w muzeum obejmuje okres od adwentu do 2 lutego, czyli Matki Boskiej Gromnicznej. Na to święto przygotowywano świece lane na kole. W ostatniej chałupie naszej wystawy pokazujemy jak to robiono. Na stojaku umieszczano obracające się koło z haczykami, na których zawieszano knot konopny czy lniany, długi na 50 do 80 cm. Kiedy obracano koło, lano na knoty rozgrzany wosk. Na podłodze stało naczynie do zbierania wosku. Świeca u góry była cieńsza, u dołu – grubsza. Z tymi świecami szło się do kościoła na Gromnicznej i z zapalonymi wracano do domu. Gospodarze z płonącą świecą obchodzili zagrody. Zapaloną świecą w chacie wypalano, czy raczej smolono znak krzyża na futrynie lub belce dla ochrony przed nieszczęściem czy uderzeniem pioruna. Wierzono też, że jeśli gromnicą przypali się lekko włosy z czterech stron, zapobiegnie się w ten sposób bólom głowy.

Rozmawiała Karolina Kasperek

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
11. styczeń 2026 11:02