Emilia Skibaarchiwum
StoryEditorWieś i rodzina

Garnki z gliny prosto z Wielkopolski

09.12.2023., 12:00h
Glina jest giętka, plastyczna, poddaje się naciskowi. Potrafi być też kapryśna, a nawet pamiętliwa. Jest po prostu trochę jak człowiek. Tak przynajmniej uważa Emilia Skiba – artystka i garncarka, której dzieła powstają w domowej pracowni w Kapalicy w gminie Pobiedziska, ale też w skansenach, muzeach, szkołach i ośrodkach kultury, gdzie prowadzi warsztaty i zaraża pasją do garncarskiego koła.

Jak zaczęła się przygoda Emilii Skiby z garncarstwem 

Emilia podaje herbatę ziołową w glinianych kubkach. W kuchni stoi ich więcej. Na stół, przy którym siedzimy, pada ciepłe światło z gustownych kinkietów. Też ceramicznych i autorstwa Emilii. W łazience mydło leży na szkliwionej ceramice. A tak w ogóle okazuje się, że jesteśmy w domu z gliny i słomy. Dowiaduję się o tym, kiedy pytam o przykuwające uwagę kąty. W domu Skibów to raczej krągłości i zakola. Trochę w stylu domku hobbitów.

Emilia pochodzi z Lubel­szczyzny, a ceramika to tradycja rodzinna.

– Ale nie taka z dziada pradziada. Garncarstwem zajmuje się mój teść Piotr Skiba, pochodzący z Jadwisina pod Lublinem. Nie miał w rodzinie nikogo, kto wcześniej zajmowałby się tą sztuką, ale w dzieciństwie przeniósł się z rodziną do wsi Urzędów, która była jednym z ważniejszych ośrodków garncarskich na Lubelszczyźnie. Wspominał, że kiedy miał szesnaście lat, trafił do pracowni Czesława Ambrożkiewicza, który był jednym z garncarzy działających w Urzędowie – opowiada Emilia i dodaje, że jeden z kubków to prezent od teścia. W rodzinie Skibów jest bowiem tradycja, że dzieciom z okazji ślubu wręcza się gliniany serwis.

Kiedy poznała swojego męża, zaczęła przyglądać się pasji Skibów do gliny. Czasem jeździła z nimi na warsztaty, które prowadzili. Zawsze interesowała ją kultura ludowa, choć sama urodziła się w Świdniku – 40-tysięcznym mieście.

– Jeździło się do dziadków i pradziadków mieszkających na wsi. I zawsze interesowało mnie, jak to kiedyś było, jak ludzie żyli, jak sobie radzili. Zajmowałam się trochę rękodziełem, nawet wychodziło – mówi ceramiczka.

Jak przygotowuje się glinę?

W garncarstwie, jak mówi, nie jest tak, że wszystko jest od razu. To jest proces, który trwa, który wymaga dużo pokory i testów. Nie ma drogi na skróty. Najpierw trzeba przygotować glinę. Nie każda nadaje się do wszystkiego.

– Glinę pozyskuje się jesienią. Potem się ją sezonuje. Wykopana leży ułożona na utwardzonym podłożu, czasem na betonowych płytach, w wyrównanej warstwie. Glina jest wtedy poddawana działaniu czynników atmosferycznych – musi trochę zmarznąć i musi na nią trochę napadać. Kiedy zajdą w niej różne procesy, otrzymujemy plastyczną masę. Potem się ją oczyszcza. Są gliny, które leżą kilka lat, a dawniej, choćby w Chinach, glinę przygotowywało się nawet dla kolejnego pokolenia – wyjaśnia Emilia.

Kiedy powstało pierwsze dzieło Emilii Skiby?

Pierwsze dzieła z gliny powstawały przy mężu i teściu, jeszcze na Lubelszczyźnie. Emilia dziś niekoniecznie by się nimi pochwaliła. Pierwszej udanej ceramiki też dziś nie pamięta. Ulubiona jej forma? Nie ma takiej, lubi robić wszelkie naczynia.

– Ostatnio trochę zainteresowałam się rzeźbą, ale największe emocje wzbudzają we mnie dawne tradycyjne kształty. Pękatość tych naczyń, ich nieregularność, ale też zdobienia i wzory, których już prawie nie ma, spotyka się je prawie wyłącznie w skansenach. Interesują mnie naczynia, których używano kilka­dziesiąt, kilkaset, ale też kilka tysięcy lat temu. Lubię robić rekonstrukcje naczyń. Ciekawa jest technika zwana obwarą, którą stosowano w XII wieku. Ulepione i wysuszone naczynia trzeba wypalić w bardzo wysokiej temperaturze. W międzyczasie należy przygotować zakwas z wody i mąki i pozostawić go do przefermentowania na kilka dni. Gdy jest gotowy, naczynia wypala się kolejny raz i wyciąga z pieca, gdy temperatura w nim osiągnie około 1000°C. Następnie naczynie na kilka sekund zanurza się w zakwasie i szybko wyjmuje. Dzięki temu procesowi naczynie uszczelnia się, a na powierzchni powstają piękne i niepowtarzalne wzory. Na anglistyce miałam też fantastyczne zajęcia z literatury amerykańskiej. Wtedy zainteresowała mnie ceramika rdzennych mieszkańców Ameryki. Kiedyś zobiłam też kopię figurki Wenus z Willendorfu. W każdej z kultur jest coś do odkrycia, ale rodzima ludowa skradła moje serce – tłumaczy twórczyni.

Jak wygląda domowy warsztat Emilii Skiby?

Idziemy do pracowni, bo trzeba w końcu zobaczyć, jak wygląda kuchenna ceramika od kuchni. Emilia ma trzy koła garncarskie – dwa elektryczne, jedno tradycyjne, kopane. To właśnie koło kopane Emilia zabiera na pokazy i warsztaty. Takie koło wymaga nie tylko pracy nóg i rąk. Przy pracy na nim ważna jest odpowiednia koordynacja rąk i nóg, choć tak naprawdę to pracuje tutaj całe ciało. A wiedzieliście, że przy kole można siadać w różny sposób? Można nie tylko z kołem umieszczonym między nogami, ale też z boków. Podobno po tym, w jakim miejscu ktoś siedział przy kole, rozpoznawano, z jakiej jest wsi.

Emilia siada do koła. Mówi o metalowym toczku, który dawniej był dębowy. O przyklejaniu gliny, rozkręcaniu koła i pracy na przemian nogami i rękoma. Łatwo tutaj o błąd i wytoczenie nierównego naczynia. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest koło napędzane prądem – tu ręce mogą się przykleić do gliny na dłużej.

– Potrzebna nam kula gliny i odrobina wody do moczenia rąk. Przyklejamy glinę do toczka i rozkręcamy koło. Najpierw centrujemy, potem wyciągamy glinę w górę. Ma powstać stożek, który po chwili spłaszczamy. W tym czasie staramy się ustawić glinę na środku i przy okazji pozbywamy się ewentualnych pęcherzyków powietrza w glinie. Kiedy scentrujemy kulę, decydujemy, jakie to ma być naczynie, i otwieramy dno, czyli wkładamy kciuki do środka i rozszerzamy je. Jeśli ma powstać kubek, otwór robimy wąski i wysoki, a jeśli miska, to szeroki i płytszy. Jedna ręka „wyciąga” glinę, druga podtrzymuje – wyjaśnia Emilia.”

Czy toczenie z gliny to łatwe zajęcie?

Toczenie wygląda na łatwe. Za chwilę mam się przekonać, że tylko wygląda. Emilia zaprasza, żeby spróbować. Siadam przy kole. Obejmuję kulę gliny. Jest w dotyku miękka, aksamitna, ciepła, trochę jak ludzka skóra pod strugami wody. Łaskocze. Kontakt z gliną, kiedy wiruje, można przyrównać do pieszczoty czy delikatnego masażu. Tak można by się relaksować godzinami. Przychodzi czas na zrobienie dna i wyciąganie gliny w górę. Tu każdy z początkujących dowiaduje się, że toczenie to jednak sztuka. A glina nie lubi, kiedy miesza się jej w raz założonych planach. Chciałam z miski zrobić kubek. Nie da się.

– Niestety, na tym etapie, kiedy nadaliśmy już finalny kształt, nie możemy go zmienić, np. z miski na kubek. Nie możemy też dodać trochę gliny, bo stwierdziliśmy, że ścianka miski ma być grubsza. Glina ma w pewnym sensie pamięć i może zdarzyć się, że podczas wypału naczynie się odkształci. W ceramice jest wiele zależności i trzeba się ich nauczyć, a potem uczyć na błędach i doskonalić warsztat – opowiada Emilia.

Istnieje natomiast możliwość robienia naczynia w dwóch częściach, kiedy toczy się obie niezależnie, a potem łączy. To dotyczy raczej dużych naczyń. Mówi jeszcze, że często początkującym chcącym zrobić kubek zwykle wychodzi miska.

Emilia lubi też rzeźbić święte figurki i figurki świętych. Ma w pracowni dwóch Chrystusów Frasobliwych i gliniany szkliwiony krucyfiks, urokiem może nawet przewyższający niektóre drewniane. Ma też miniaturkę perskiej bogini. Ostatnio zabrała się także za biżuterię. Znajdziecie w jej pracowni gliniane szkliwione zawieszki w etniczne wzory, kolczyki i pierścionki. Szkliwa niebieszczą się i zielenią w śródziemno­morskich melanżach kolorystycznych. Emilia ma słabość do szkliw transparentnych i zielonych. Wszystkiemu przyglądają się gliniane ptaszki – rudziki czy zagrożone wyginięciem kraski. Na półce stoją strojne jak biżuteria dwie czarki, które właśnie wróciły z wystawy pokonkursowej na czarkę do herbaty „Nie ma piękna bez cienia” organizowanej przez ASP we Wrocławiu.

Zdejmuję fartuch i idę jeszcze umyć ręce z gliny. Nad małym zlewem w pracowni cieszą oko kolorowe płytki. Oczywiście własnej roboty.

image
Wieś i rodzina

W Sędzinach nie ma haloween. Jest bal wszystkich świętych. Jak wygląda?

Karolina Kasperek

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
27. luty 2024 16:42