Bioasekuracja musi stać się nawykiem, a nie tylko obowiązkiem narzuconym przepisamiDominika Stancelewska
StoryEditorBioasekuracja

Bioasekuracja? Rolnicy robią po swojemu. Eksperci: to największy błąd

17.04.2026., 14:00h

Bioasekuracja stanowi jeden z najważniejszych filarów bezpieczeństwa produkcji zwierzęcej. Jednak, jak podkreślali prelegenci podczas Sympozjum Bioasekuracji w Swarzędzu koło Poznania, mimo rosnącej liczby regulacji i inwestycji najczęstsze problemy nadal wynikają z codziennych praktyk w gospodarstwach.

Wdrażanie zasad bioasekuracji w gospodarstwach utrzymujących trzodę chlewną to dziś nie tylko wymóg formalny, ale przede wszystkim warunek utrzymania produkcji w realiach zagrożenia chorobami zakaźnymi, na czele z ASF. Mimo to wielu rolników wciąż podchodzi do nowych procedur z rezerwą. Jak pokazują praktyka i doświadczenia, kluczowe znaczenie ma nie tylko sama wiedza, lecz również sposób wprowadzania zmian i praca z ludźmi.

Dlaczego rolnicy wciąż boją się zmian?

Podczas wykładu poświęconego wdrażaniu bioasekuracji zwrócono uwagę, że opór rolników rzadko wynika z braku świadomości zagrożeń. Znacznie częściej jest efektem obawy przed zmianą dotychczasowych przyzwyczajeń oraz przekonania, że nowe procedury są skomplikowane, czasochłonne i kosztowne. Rolnicy obawiają się przede wszystkim zwiększenia nakładów pracy i kosztów, utraty elastyczności w codziennym funkcjonowaniu gospodarstwa, konieczności podporządkowania się sztywnym procedurom, braku natychmiastowych efektów wdrożenia.

W praktyce oznacza to, że nawet dobre systemy bioasekuracji mogą być podważane lub wdrażane wybiórczo. Jak podkreślał Bartosz Wnuk, ekspert zajmujący się szkoleniami personelu w branży spożywczej i sektorze agro, ludzie opierają się temu, czego nie rozumieją.

– Największym wyzwaniem nie jest stworzenie procedur bioasekuracji, tylko przekonanie ludzi, że mają one sens – mówił ekspert.

image
Bartosz Wnuk opowiadał o tym, że wdrażanie bioasekuracji to proces zarządzania zmianą, w której na początku zawsze jest opór
FOTO: Anna Kurek

Tłumaczył, że wdrażanie bioasekuracji to proces zarządzania zmianą. Nie polega wyłącznie na wprowadzeniu instrukcji lub regulaminu, lecz na przejściu kilku kluczowych etapów. Rolnik i pracownicy muszą zrozumieć, dlaczego bioasekuracja jest konieczna nie w teorii, ale w odniesieniu do ich gospodarstwa.

– Podważanie zasadności procedur to naturalny etap. Nie należy go ignorować, lecz traktować jako element procesu. Dyskusja i wyjaśnianie wątpliwości zwiększają akceptację zmian – mówił Bartosz Wnuk.

Kluczowe jest pokazanie, że konkretne działania realnie ograniczają ryzyko chorób oraz wdrożenie prostych i jasnych procedur. Zbyt skomplikowane zasady zniechęcają. Najlepiej sprawdzają się rozwiązania łatwe do wykonania, powtarzalne, możliwe do kontroli.

Jak skutecznie wprowadzać bioasekurację?

Eksperci podkreślali, że skuteczna bioasekuracja zaczyna się tam, gdzie kończy się podejście „robię, bo muszę”, a zaczyna „robię, bo rozumiem, że to chroni moje stado”.

– Dopiero w momencie, kiedy pracownik lub właściciel gospodarstwa zaczyna widzieć sens w procedurach, pojawia się konsekwencja. A bez niej nie ma bioasekuracji – zaznaczał Bartosz Wnuk.

image
Czytelne zasady i dobre umiejscowienie, na przykład urządzeń do dezynfekcji rąk, ułatwiają przestrzeganie wymogów bioasekuracji
FOTO: Dominika Stancelewska

Kluczowe jest, aby jej wdrażanie nie opierało się wyłącznie na kontroli i przepisach, ale na budowaniu zaangażowania ludzi. To właśnie czynnik ludzki decyduje o tym, czy nawet najlepiej zaprojektowany system zadziała w rzeczywistości gospodarstwa. Szczególnie wyraźnie wybrzmiało to w wykładzie Szymona Porowskiego, lekarza weterynarii i praktyka terenowego, który skupił się na realnych błędach obserwowanych podczas wizyt w gospodarstwach.

Już na początku swojego wystąpienia dr Porowski zaproponował obrazową metaforę funkcjonowania gospodarstwa.

– Zawsze staram się porównywać fermę z żywym organizmem. Serce stanowią, oczywiście, zwierzęta, ale samo serce nie funkcjonuje bez układu nerwowego, a tym układem jest człowiek – mówił lekarz weterynarii.

Jak wyjaśniał ekspert, pracownicy przemieszczający się między sektorami, od porodówki po tucz, są głównym elementem systemu, ale jednocześnie mogą być najważniejszym wektorem przenoszenia patogenów. Właśnie dlatego bioasekuracja musi obejmować nie tylko infrastrukturę, lecz przede wszystkim organizację pracy i zachowania ludzi.

Najczęstsze błędy na fermach

W swojej prezentacji dr Porowski wskazał szereg błędów obserwowanych w gospodarstwach. Jednym z najczęściej spotykanych problemów są maty dezynfekcyjne, które w praktyce nie spełniają swojej funkcji. Ekspert zwracał uwagę, że skuteczność mat zależy od odpowiedniego środka dezynfekcyjnego, temperatury działania preparatu i regularnego uzupełniania roztworu. W przeciwnym razie mata staje się wyłącznie elementem formalnym. Jeżeli mata jest zamarznięta zimą, można w tabeli wpisać, że mata jest, ale ona absolutnie nie działa.

Kolejnym problemem jest brak realnej kontroli ruchu osób. Porowski zauważył, że księgi wejść często istnieją tylko formalnie, a powinny być dostępne od razu przy wejściu. Nie może być tak, że lekarz weterynarii szuka jej i wpisuje się dopiero przy wyjeździe. Ekspert wskazywał również na potrzebę stosowania bardziej zaawansowanych rozwiązań, takich jak systemy kodów dostępu do poszczególnych sektorów czy pomieszczeń, spotykane np. w fermach trzody chlewnej w Danii.

Sprzęt wnoszony do chlewni jako wektor patogenów

Doktor Porowski zwrócił uwagę na znaczenie pryszniców w śluzach sanitarnych.

– Jeśli chcemy, żeby pracownicy korzystali z prysznica, to musi być tam po prostu komfortowo – ciepło, czysto, z normalnym wyposażeniem. W przypadku braku prysznica minimalnym standardem powinna być ławka z pełną przegrodą oddzielającą strefy brudną i czystą. Bez niej cały system zmiany obuwia traci sens – podkreślał Szymon Porowski.

image
– Bioasekuracja to nie tylko mata dezynfekcyjna. To system zarządzania ludźmi, zwierzętami, paszą, wodą, technologią – mówił
dr Szymon Porowski
FOTO: Anna Kurek

Ekspert krytycznie ocenił wprowadzanie na fermę przypadkowego sprzętu. Typowym scenariuszem jest sytuacja awarii, gdy pracownicy przynoszą narzędzia z gospodarstwa, często prosto spod ciągnika lub z warsztatu. Z punktu widzenia epidemiologii takie narzędzia działają jak narzędzia chirurgiczne łączące różne środowiska mikrobiologiczne. Według niego najtrudniejszy do kontrolowania jest transport, ponieważ obejmuje m.in.: odbiór zwierząt, transport paszy, odbiór padliny, wywóz gnojowicy, dostawy materiałów produkcyjnych. Ekspert przytoczył przykład sytuacji, gdy samochód odbierający padlinę odwiedził wcześniej gospodarstwo z ogniskiem ASF.

– Po tygodniu dowiedzieliśmy się, że samochód był dzień wcześ­niej w ognisku choroby. Takie sytuacje zmieniają świadomość hodowców bardzo szybko. Dlatego nie każdy pojazd musi wjeżdżać na teren fermy. W wielu przypadkach wystarczy organizacja odbioru przy bramie – tłumaczył Porowski.

Higiena i mycie budynków inwentarskich

Istotnym elementem bioasekuracji jest także higiena wewnątrz fermy. Szymon Porowski pokazał zdjęcia pomieszczeń, które formalnie zostały umyte, ale w praktyce były jedynie spłukane wodą. Patogeny potrzebują naprawdę niewiele – małego fragmentu niedomytej powierzchni, żeby wywołać problem zdrowotny w stadzie. Ekspert przypomniał prostą zasadę skutecznej dezynfekcji: najpierw mycie z użyciem piany, po około 20 minutach spłukanie, następnie zastosowanie około 300 ml roztworu dezynfekcyjnego na metr kwadratowy powierzchni.

Bioasekuracja jako standard, nie wyjątek

Podczas Sympozjum Bioasekuracji odbyła się debata przedstawicieli trzech kluczowych sektorów produkcji zwierzęcej – trzody chlewnej, drobiu i bydła. W dyskusji udział wzięli: Jacek Jagiełłowicz, prezes Agro Gobarto, Dariusz Goszczyński, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa, oraz Michał Hądzlik, lekarz weterynarii opiekujący się stadami bydła mlecznego i mięsnego. Panel pokazał jasno: stabilizacja sytuacji epizootycznej w Polsce wymaga skoordynowanych działań całego sektora, a bioasekuracja musi przestać być hasłem, a stać się codzienną praktyką.

Już na początku debaty podkreś­lono, że choroby zakaźne zwierząt generują ogromne koszty dla całej gospodarki, a roczne wydatki na ich zwalczanie sięgają miliardów złotych i są ponoszone przez całe społeczeństwo. Dlatego eksperci byli zgodni i podkreślali, że nie da się skutecznie walczyć z chorobami, jeśli działania będą rozproszone i niespójne między sektorami.

– Bioasekuracja nie dotyczy tylko jednego gatunku. To wspólna odpowiedzialność całego łańcucha produkcyjnego – od hodowcy po administrację – twierdził Dariusz Goszczyński.

W ocenie panelistów poziom bioasekuracji w Polsce jest bardzo zróżnicowany. W drobiarstwie i trzodzie chlewnej widać duży postęp, jednak nadal istnieją gospodarstwa, w których zabezpieczenia są niewystarczające.

– W sektorze drobiu są obiekty doskonale zabezpieczone, ale są też takie, w których wciąż jest duża przestrzeń do poprawy. Nawet najlepsze procedury jednak nie wystarczą, jeśli wkradną się rutyna i błędy – zaznaczył Dariusz Goszczyński.

W sektorze bydła sytuacja wygląda nieco inaczej. Jak przyznał Michał Hądzlik, przez lata hodowcy skupiali się na profilaktyce chorób produkcyjnych, zaniedbując zagrożenia epizootyczne.

– Hodowcy bydła trochę zapomnieli, że istnieją choroby mogące zlikwidować całe stado. Pryszczyca pokazała, jak poważne to zagrożenie – mówił Hądzlik.

image
W debacie udział wzięli (od lewej): Jacek Jagiełłowicz, Dariusz Goszczyński oraz Michał Hądzlik
FOTO: Anna Kurek

Jednym z najczęściej powracających wątków był transport zwierząt, wskazywany jako kluczowe ryzyko szerzenia chorób. W przypadku bydła problem jest szczególnie widoczny. Codzienne odbiory mleka, transport zwierząt czy interwencyjne uboje powodują częsty ruch pojazdów na terenie gospodarstw. Samochody wjeżdżające na fermę to realne zagrożenie, a standardy mycia i dezynfekcji wciąż pozostawiają wiele do życzenia.

– Możemy mieć świetnie zabezpieczone gospodarstwo, ale jeśli transport nie spełnia standardów, to cały system się sypie – zauważono podczas dyskusji.

Małe i duże gospodarstwa to jeden ekosystem

Istotnym elementem debaty był wpływ gospodarstw przydomowych na sytuację epizootyczną.

– Nie ma podziału na małych i dużych. Wszyscy jesteśmy w jednym systemie i ponosimy wspólną odpowiedzialność – zaznaczył Dariusz Goszczyński.

Szczególne obawy budzi dynamiczny rozwój przydomowych hodowli drobiu, często prowadzonych bez odpowiedniej wiedzy i zabezpieczeń. Ostrzegano, że to właśnie tam może znajdować się rezerwuar chorób, który zagraża całemu sektorowi. W kontekście drobiu poruszono kwestię szczepień przeciwko grypie ptaków. Choć szczepionki są dostępne, ich stosowanie wiąże się z ryzykiem handlowym.

– Gdybyśmy dziś zaczęli szczepić, wiele krajów mogłoby zablokować import naszego drobiu. Dlatego, przynajmniej na razie, bioasekuracja pozostaje podstawowym narzędziem walki z chorobami – wyjaśnił Dariusz Goszczyński.

image
Elementem ułatwiającym wdrożenie systemu kontroli może być stosowanie zaawansowanych rozwiązań, takich jak kody dostępu do poszczególnych sektorów
FOTO: Archiwum

Branża szuka sposobów na stabilizację sytuacji epizootycznej

Uczestnicy debaty zgodnie wskazywali na konieczność lepszej współpracy z administracją państwową.

– Potrzebujemy nie tylko regulacji, ale realnego dialogu i wsparcia inwestycyjnego. Jeśli będziemy mówić jednym głosem, nasza siła w rozmowach z decydentami będzie znacznie większa – podkreślił Jacek Jagiełłowicz.

Hodowcy czekają latami na pozwolenia środowiskowe, długotrwałe procedury administracyjne utrudniają modernizację gospodarstw. To blokuje inwestycje, również te w bioasekurację.

Debata pokazała silną potrzebę integracji środowiska. Uczestnicy zgodzili się, że dotychczasowe podziały między sektorami osłabiają skuteczność działań.

Podsumowując debatę, eksperci zgodnie stwierdzili, że bioasekuracja powinna stać się integralną częścią produkcji zwierzęcej. Stabilizacja sytuacji epizootycznej w Polsce będzie możliwa tylko wtedy, gdy działania obejmą cały system. Jedno jest pewne – bez konsekwentnego wdrażania zasad bioasekuracji i współpracy wszystkich uczestników rynku walka z chorobami zakaźnymi pozostanie kosztowna i nieskuteczna.

Dominika Stancelewska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
17. kwiecień 2026 14:02