Podczas Ogólnopolskiego Dnia Bioasekuracji, zorganizowanego w ramach Sympozjum Bioasekuracji, wyraźnie wybrzmiało, że przyszłość produkcji zwierzęcej w Polsce zależy nie tylko od przepisów czy walki z chorobami zakaźnymi, ale przede wszystkim od świadomości i codziennych decyzji osób związanych z produkcją zwierzęcą. Szczególnie mocno akcentowała to Karolina Krasicka, prezes Polskiego Stowarzyszenia Bioasekuracji.
– Powołanie Stowarzyszenia było oddolną inicjatywą, odpowiedzią na realne potrzeby rynku, a nie odgórną decyzją administracyjną. Pomysł pojawił się w grupie praktyków i wynikał z obserwacji tego, co się dzieje w terenie – mówiła Krasicka.
Zwróciła uwagę, że założyciele Stowarzyszenia na co dzień pracują w firmach i gospodarstwach, w których bioasekuracja stoi na wysokim poziomie. Mimo to zdecydowali się działać szerzej, gdyż wiedzą, że jest jeszcze dużo pracy do wykonania.
Oddolna inicjatywa całej branży zwierzęcej
Krasicka wskazała, że bioasekuracja to nie jest jedynie zestaw procedur, lecz system wpływający na cały sektor produkcji zwierzęcej. Jest po to, aby poprawiać sytuację epizootyczną w kraju i ją stabilizować. Drugim celem, ściśle powiązanym z bioasekuracją, jest ograniczenie zużycia antybiotyków. Jak wyjaśniła Krasicka, poprawa standardów zabezpieczeń biologicznych automatycznie przekłada się na mniejszą presję chorób i tym samym mniejsze zapotrzebowanie na leczenie.
– Jeżeli zrealizujemy cele bioasekuracyjne, ograniczenie zużycia antybiotyków stanie się naturalną konsekwencją – dodała.
Podkreśliła, że konieczne jest przejście od działań punktowych do systemowego zarządzania bioasekuracją, opartego na analizie ryzyka i jasno określonych standardach.
Jednym z najważniejszych przesłań Sympozjum była konieczność współpracy wszystkich uczestników rynku – od rolników, przez lekarzy weterynarii, po administrację i naukę. Karolina Krasicka zwróciła uwagę na trudną sytuację inspektorów weterynarii, którzy, jak wynika z przytoczonych badań, często spotykają się z brakiem szacunku, a nawet agresją.
– Ponad 80% ankietowanych wskazało, że zawód inspektora nie cieszy się szacunkiem. To pokazuje, jak duże wyzwania stoją przed systemem – podkreśliła.
Odwołała się także do przykładów z innych krajów, zwłaszcza Danii, gdzie bioasekuracja jest wspierana przez zaawansowane systemy monitoringu i transparentności. Prelegentka przytoczyła m.in. rozwiązania umożliwiające sprawdzanie w czasie rzeczywistym statusu zdrowotnego ferm czy systemy certyfikacji transportu zwierząt. Rolnik może w telefonie sprawdzić, czy ciężarówka została prawidłowo umyta, zdezynfekowana i przeszła kwarantannę. To działa i jest współfinansowane przez samych rolników.
Nowa ustawa o zdrowiu zwierząt
Zdaniem Joanny Kokot‑Ciszewskiej, wielkopolskiej wojewódzkiej lekarz weterynarii, brak zrozumienia znaczenia bioasekuracji ma swoje konsekwencje ekonomiczne. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera nowa ustawa o zdrowiu zwierząt z 18 marca 2026 roku, która wprowadza m.in. wyższe kary finansowe za łamanie zasad bioasekuracji, brak wymaganych zgłoszeń, transport zwierząt bez odpowiednich dokumentów czy zatajenie podejrzenia choroby. Mogą one sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Co istotne, odszkodowanie nie zostanie wypłacone, jeśli przed upływem 6 miesięcy od dnia ostatniego odkażania obiektu wykonanego w związku ze zwalczaniem ogniska choroby zostanie ponownie potwierdzone wystąpienie ogniska. Nowe regulacje jasno pokazują, że bioasekuracja nie jest już wyłącznie wymogiem formalnym, a jej lekceważenie wiąże się z realnym ryzykiem poważnych konsekwencji finansowych.
Joanna Kokot-Ciszewska przedstawiła też aktualną sytuację epizootyczną w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem województwa wielkopolskiego. W przypadku grypy ptaków w Polsce w 2025 roku stwierdzono 128 ognisk (z czego 60 w Wielkopolsce), natomiast w 2026 roku – do początku marca – już 43 ogniska, z czego 17 przypadło na Wielkopolskę.
– Ważnym czynnikiem epidemiologicznym są dzikie ptaki wodne, które mogą przenosić wirusa na duże odległości. W sezonie 2025/2026 zanotowano rekordową liczbę zakażeń w populacji dzikich ptaków – 43 przypadki, najwięcej w historii monitoringu. Obszary występowania zakażeń u ptaków dzikich niemal idealnie pokrywają się z lokalizacją ognisk na fermach, co potwierdza ich kluczową rolę jako wektora choroby – podkreślała Kokot‑Ciszewska.
Jednocześnie zwróciła uwagę na niedocenianą rolę czynników środowiskowych, takich jak wiatr, który może przenosić materiał zakaźny na znaczne odległości. W tym kontekście przywołała praktyki stosowane w Niemczech, obejmujące m.in. stosowanie kurtyn zabezpieczających podczas załadunku drobiu lub paszy, zamgławianie i dezynfekcję wlotów powietrza lub nawet wstrzymywanie likwidacji stad podczas silnego wiatru. To przykłady rozwiązań, które ograniczają ryzyko zakażeń i jej zdaniem powinny być szerzej wdrażane także w Polsce. Badania prowadzone w Niemczech pokazują bowiem, że wirusa można wykryć w środowisku fermy nawet 2–4 dni przed pojawieniem się objawów u ptaków.
Gospodarstwa przyzagrodowe – słaby punkt systemu
Z kolei rzekomy pomór drobiu stał się szczególnym problemem w gospodarstwach przyzagrodowych, w których często nie stosuje się szczepień ani zasad bioasekuracji i stają się one źródłem zakażeń.
– Niski poziom bioasekuracji, brak rejestracji oraz niekontrolowany obrót drobiem, na przykład sprzedaż przez ogłoszenia internetowe, stają się przyczynami zachorowań. Nieodpowiedzialna sprzedaż zakażonego drobiu z powiatu wolsztyńskiego doprowadziła do rozprzestrzenienia się wirusa na kolejne regiony. W 2025 roku w Polsce odnotowano 171 ognisk rzekomego pomoru, w tym 34 w województwie wielkopolskim, a w 2026 roku już 39 ognisk w kraju, z czego aż 22 w Wielkopolsce – tłumaczyła Joanna Kokot-Ciszewska.
W związku z takim rozwojem sytuacji planowane jest wprowadzenie dodatkowych działań, takich jak kontrola targowisk, obowiązkowa rejestracja małych stad i programy szczepień w najbardziej zagrożonych obszarach. Podkreślono również konieczność zwiększenia świadomości hodowców – zarówno tych najmniejszych, jak i wielkotowarowych.
– W odniesieniu do ASF sytuacja w Wielkopolsce była w ostatnim czasie relatywnie stabilna pod względem ognisk u świń, jednak utrzymuje się zagrożenie ze strony dzików – w 2025 roku odnotowaliśmy 823 ogniska. Pojawienie się zachorowania u dzików w marcu bieżącego roku wskazuje, że choroba nadal stanowi realne ryzyko – wyjaśniała Kokot-Ciszewska.
Brak kwarantanny i diagnostyki
Coraz większe znaczenie przypisywane jest także chorobie niebieskiego języka (BTV), która, choć nie podlega tak restrykcyjnym działaniom, jak choroby z kategorii A, generuje poważne konsekwencje gospodarcze. Wystąpienie ogniska powoduje wprowadzenie restrykcji na obszarze nawet 150 km, co znacząco wpływa na handel i przemieszczanie zwierząt. W 2025 roku w Polsce odnotowano 81 ognisk tej choroby, a do marca br. 6 ognisk. Jest to wirusowa choroba przeżuwaczy przenoszona przez owady z rodzaju kuczmanów.
Jak podkreślał dr Sebastian Smulski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, bioasekuracja w produkcji bydła dopiero zaczyna odgrywać rolę porównywalną z innymi elementami zarządzania zdrowiem stada.
– Temat bioasekuracji w produkcji bydła dopiero się rozwija. Mimo rosnącej wiedzy hodowców produkcja bydła wciąż opiera się na modelu reagowania na chorobę zamiast jej zapobiegania. Wciąż jesteśmy na etapie, w którym podstawą jest leczenie zwierząt. Tymczasem wraz ze wzrostem wydajności krów rośnie także skala potencjalnych strat ekonomicznych wynikających z błędów w profilaktyce zdrowotnej – przekonywał ekspert.
Jednym z najczęstszych problemów jest zakup zwierząt bez wcześniejszych badań diagnostycznych. Sebastian Smulski zwracał uwagę, że szczególnie duże ryzyko dotyczy produkcji bydła mięsnego, w przypadku którego świadomość bioasekuracji jest znacznie niższa niż w sektorze mlecznym. Częstą praktyką jest kupowanie zwierząt z wielu źródeł, co prowadzi do mieszania różnych patogenów w jednym stadzie. W wielu gospodarstwach w ogóle nie funkcjonuje pojęcie kwarantanny dla nowo zakupionych sztuk. Brak izolacji nowych zwierząt może prowadzić do sytuacji, w której zdrowe bydło po kontakcie z patogenami zaczyna wykazywać objawy chorobowe. W praktyce prowadzi to często do konfliktów między sprzedającym a kupującym, choć rzeczywistą przyczyną problemu bywa brak właściwej kwarantanny.
Największe luki w bioasekuracji gospodarstw
Ekspert wskazał kilka obszarów, które w praktyce najczęściej zawodzą w gospodarstwach:
- nieograniczony dostęp osób z zewnątrz – do wielu gospodarstw może wejść praktycznie każdy, bez kontroli, rejestru czy dezynfekcji;
- brak kontroli sprzętu i pojazdów – maszyny oraz narzędzia przemieszczające się między gospodarstwami często nie są dezynfekowane;
- zwierzęta towarzyszące – psy i koty mogą przenosić patogeny powodujące choroby wymienia, np. Streptococcus canis;
- niedostateczna higiena, zwłaszcza w gospodarstwach rodzinnych, w których zmiana odzieży lub obuwia między budynkami nie jest standardem;
- błędy w zarządzaniu sprzętem udojowym, szczególnie w gospodarstwach z robotami udojowymi, które obsługują kilkadziesiąt krów, zwiększa się ryzyko przenoszenia patogenów między zwierzętami.
– Robot udojowy doi jednocześnie nawet 60 krów. Jeśli nie zadbamy o jego czystość, ryzyko transmisji patogenów między zwierzętami znacząco rośnie – ostrzegał Smulski.
W praktyce ogromne znaczenie mają także drobne elementy pracy, które często są ignorowane. Przykładem jest używanie tej samej igły do podawania leków wielu zwierzętom lub brak zmiany rękawic podczas badania krów. Równie istotna jest higiena podczas doju. Choć stosowanie rękawic jednorazowych stało się standardem, w praktyce często zapomina się o ich regularnej wymianie.
Transport i sprzęt jako źródło ryzyka chorób
Szczególnie wrażliwy na choroby zakaźne jest sektor drobiarski, ponieważ produkcja w wielu regionach kraju jest silnie skoncentrowana. Jedno ognisko może szybko doprowadzić do zagrożenia dla wielu ferm. Lekarz weterynarii Karol Grzęda, dyrektor Instytutu Hodowli i Żywienia Polskiego Kurczaka, zwracał uwagę, że przyszłość branży drobiarskiej będzie zależeć od zdolności do utrzymania stabilnych dostaw bez przerw spowodowanych chorobami. W wyniku przerw w produkcji polskie firmy tracą rynki zbytu.
– Rynek nie lubi pustki. Jeśli nie dostarczymy towaru, nasze miejsce zajmie konkurencja – Rumunia, Bułgaria czy Ukraina. Musimy dalej być postrzegani jako solidny lider produkcji, który dostarcza towar na czas – podkreślał ekspert.
Zdaniem Grzędy nie istnieje jeden uniwersalny model bioasekuracji dla wszystkich gospodarstw. Każda ferma jest inna i powinna mieć własną matrycę ryzyka. Taka analiza powinna obejmować m.in.: koncentrację ferm w regionie, intensywność transportu, odległość od innych gospodarstw, zagrożenia biologiczne i logistyczne. W praktyce oznacza to konieczność stworzenia szczegółowej mapy zagrożeń dla każdej fermy. Ekspert zwracał uwagę także na znaczenie infrastruktury gospodarstw. Podstawą powinno być ogrodzenie fermy oraz zabezpieczenie budynków przed dostępem dzikich ptaków i gryzoni. Wskazywał również na często lekceważone zagrożenia związane z transportem i sprzętem używanym na fermach.
– Nie powinniśmy pożyczać narzędzi między budynkami i fermami. Jedna drabina lub łopata może stać się wektorem choroby dla całego stada. Podobny problem dotyczy serwisu technicznego. Najprostsze narzędzia powinny być na fermie. Jeśli ktoś przyjeżdża z jednej fermy na drugą z tym samym sprzętem, przenosi materiał biologiczny – tłumaczył Karol Grzęda.
Plan działania Stowarzyszenia Bioasekuracji na najbliższe lata
Choć w branży dużo mówi się o dezynfekcji pojazdów i sprzętu, Grzęda zwracał uwagę, że najważniejszym wektorem przenoszenia patogenów jest człowiek. Ekspert podkreślał, że nawet najlepszy system bioasekuracji nie zadziała, jeśli pracownicy nie będą przestrzegali procedur, które bardzo często istnieją tylko na papierze – i dlatego są nieskuteczne. Wiele ognisk chorób wynika nie z braku wiedzy, lecz z lekceważenia podstawowych zasad higieny produkcji. Dlatego w planach Polskiego Stowarzyszenia Bioasekuracji na 2026 rok znalazły się m.in. stworzenie kompleksowego systemu szkoleń dla rolników, inspektorów i ekspertów oraz rozwój kompetencji audytorów działających w terenie. Tak, aby bioasekuracja nie była zestawem formalnych procedur, lecz praktycznym systemem ochrony gospodarstwa przed wprowadzeniem patogenów.
Dominika Stancelewska
