Dzwonek Letnia promocja - Czytaj za 1 zł Skorzystaj

r e k l a m a

Partner serwisu

Od lat rolników pozbawia się ziemi za emeryturę. Gdzie tu prawa człowieka?

Paweł Kuroczycki
Krzysztof Wróblewski
Kategoria: Wiadomości
Od lat rolników pozbawia się ziemi za emeryturę. Gdzie tu prawa człowieka?
Wiadomości Komentarz naczelnych
Data publikacji 18.07.2021r.

Rolnik, żeby dostać emeryturę rolniczą musi komuś przekazać swoją ziemię. Ten proceder trwa od głębokiego PRL-u. I chociaż od 17 lat jesteśmy w UE, to nikt – ani lewica, ani prawica – nie zastanowił się czy to jest zgodne z konstytucją i prawami człowieka.

r e k l a m a

Czy Polski Ład zlikwiduje niesprawiedliwe traktowanie rolników, którzy chcą przejść na emeryturę?

Władza zapowiada zmianę zasad przechodzenia rolników na emeryturę. Dziś, aby uzyskać takową z KRUS, muszą przekazać komuś ziemię, czyli pozbyć się swojego warsztatu pracy. Zgodnie z propozycjami zawartymi w tzw. Polskim Ładzie, obowiązek ten zostanie zlikwidowany. Naszym zdaniem był to niesprawiedliwy relikt komunizmu w Polsce, który miał się bardzo dobrze w III Rzeczypospolitej.

Przypominamy, że pierwsze regulacje prawne dotyczące rolniczych emerytur pochodzą z powojennej Polski z 1962 r., kiedy za przekazanie gospodarstwa ponad 2 ha dawano 400 zł emerytury, a powyżej 10 ha – 600 zł (nie było wówczas składek wprowadzonych dopiero w 1977 r.). Ziemia zmieniała oczywiście właściciela i przechodziła na własność państwa. Rolnik idący na emeryturę mógł pozostawić sobie działkę 0,2 ha, budynek mieszkalny i gospodarski – podobnie jak dziś. Takie podejście wynikało z faktu, że indywidualni gospodarze w PRL byli traktowani jako trwała przeszkoda na drodze do całkowitego uspołecznienia rolnictwa. Bo tylko rolnictwo oparte na spółdzielniach produkcyjnych oraz pegeerach – według ówczesnych władz – mogło zapewnić tanią i dostępną żywność. Te złudzenia okazały się typowym zamkiem na lodzie.

I już za Gierka zaczęto doceniać potencjał produkcyjny chłopskich gospodarstw. Jednak dopiero na początku lat 80. ubiegłego wieku uznano, że gospodarstwa rodzinne są „trwałym ogniwem systemu społeczno-ekonomicznego kraju”.

Nikt nie pomyślał czy takie traktowanie rolników jest zgodne z Konstytucją i prawami człowieka

r e k l a m a

PRL przeminął dawno, od 17 lat jesteśmy w Unii Europejskiej, a zasada pozbawienia emerytów ziemi – nieco zmodyfikowana – obowiązuje drodzy Czytelnicy do dziś. Przez 30 lat III RP nikt – ani lewica, ani prawica – nie zastanowił się czy to jest zgodne z konstytucją i prawami człowieka. Nad tą niesprawiedliwością nie pochylił się też żaden Europejski Trybunał Praw Człowieka ani Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

I pomyśleć, że choć od 1962 r. minęło 59 lat, rolnik ciągle traktowany jest jak człowiek drugiej kategorii. Chłop polski ma żywić, bronić i nie marudzić. Mamy nadzieję, że to się wreszcie zmieni. Ale zadowoleni będziemy dopiero jak to rozwiązanie wejdzie w życie. Bo jak wiemy, niektóre korzystne rozwiązania dla rolnictwa okazują się typowymi obietnicami przedwyborczymi. I ta uwaga nie dotyczy tylko obecnej władzy.

Trzeba rozwiązać kwestię dopłat bezpośrednich dla "rolników z Warszawy"

Grzegorz Puda, minister rolnictwa, zapowiedział także nową ustawę o gospodarstwie rodzinnym. Ma ona przywrócić godność rolnika i wesprzeć małe i średnie gospodarstwa. Ale wszak wszyscy dotychczasowi ministrowie rolnictwa bronili małych i średnich gospodarstw, bo to jest nadal istotny wyborczy elektorat. Kilkanaście tysięcy dużych gospodarstw nie jest tak łakomym kąskiem dla partii politycznych jak setki tysięcy kilku- czy też kilkunastuhektarowców. Pamiętajmy, że w naszym kraju grubo ponad milion gospodarstw pobiera dopłaty obszarowe. To także jest problem do rozwiązania, bo dopłaty trafiają często do osób, które ziemi nie uprawiają, a np. odziedziczyły ją po rodzicach lub nawet dziadkach. Nie mówimy tu o sytuacji, w której rolnik na stare lata czerpie dochody z dzierżawy ziemi i uzupełnia w ten sposób niewielką emeryturę z KRUS. Chodzi o ludzi, którzy mieszkają w Warszawie, Katowicach, Łodzi lub Rzeszowie i nawet nie wiedzą, gdzie dokładnie znajduje się ich ojcowizna.

Dla nich owe kilka – kilkanaście tysięcy złotych rocznie to przysłowiowa wisienka na torcie. Po prostu, dochód pozwalający sfinansować tzw. przyjemności – jak na przykład wyjazdy wakacyjne, zakup nowego telewizora lub smartfona dla dziecka. Pisaliśmy już o tym w tej rubryce i wracamy do tematu, bo jest on bardzo ważny dla aktywnych rolników.

Przerażający się powolny upadek KZSM

Z wielkim przerażeniem obserwujemy powolny upadek znaczenia Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. Za ten proces odpowiada w 80 procentach obecny zarząd KZSM, który jak wiadomo składa się z prezesa Waldemara Brosia i jego zastępcy Stanisława Wieczorka. Oto jeden z konkretów. We władzach Komisji Zarządzającej Funduszem Promocji Mleka, czyli rolniczym groszem, nie znalazł się wiceprezes Stanisław Wieczorek – jedyny przedstawiciel KZSM. Chociaż mu obiecano, że będzie zastępcą przewodniczącego wspomnianej Komisji? Aż nam się nie chce wierzyć, że ten wybitny lustrator oraz wspaniały ekonomista – czego dowodem są jego okazałe zarobki – uwierzył w owe obiecanki. Podczas posiedzenia inauguracyjnego Komisji po raz czwarty nie przeszedł projekt dofinansowania Targów MLEKO-EXPO zgłoszony przez prezesa Wieczorka, które odbywają się corocznie w Pałacu Kultury i Nauki. My te Targi zawsze docenialiśmy, chociaż widzieliśmy ich powolny upadek. Jednak nadal jesteśmy przekonani, że ta impreza jest potrzebna. Tylko trzeba zmienić jej formułę i miejsce. To znaczy, przenieść ją do nowoczesnych hal wystawienniczych, których w Warszawie – czy też w jej okolicach – nie brakuje. Odrzucenie dofinansowania MLEKO-EXPO nie można nazwać bynajmniej policzkiem wobec władz KZSM. To jest bowiem wielki kop w d…! To jest oznaka braku szacunku dla tej spółdzielczej organizacji.

Rozumiemy, że z tej racji spółdzielnie popierające gorąco prezesa Brosia zorganizują wielką zadymę przed budynkiem ministerstwa rolnictwa, wobec której czarne dymy i zamknięcie gmachu resortu przez AgroUnię – dowodzoną przez Michała Kołodziejczaka – będzie można określać w kategoriach zabawy przedszkolaków.

Krzysztof Wróblewski i Paweł Kuroczycki,
redaktorzy naczelni "Tygodnika Poradnika Rolniczego"
fot. Archiwum

Widziałeś już nasze video "Zakręcone Żniwa - Konkurs filmowy TPW"?

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody