Łabędzie plądrują plantacje rzepaku
Patryk Zdziarski jest rolnikiem z Płocka (woj. mazowieckie). Wspólnie z rodzicami prowadzi ok. 150 ha gospodarstwo rolne nastawione na hodowlę ok. 200 szt. bydła opasowego i produkcję roślin. Rolnik uprawia zboża, buraki, trawy i przede wszystkim kukurydzę, która stanowi podstawę bazy paszowej dla zwierząt.
W artykule: Stracił 15 tys. zł jeszcze przed żniwami. „Człowiek nie chce patrzeć na puste pole” informowaliśmy, jakim utrapieniem dla rolnika są stada dzików ryjące w uprawianej przez niego kukurydzy, której w tym sezonie rolnik zasiał ok. 35 ha, z czego ok. 26 ha na kiszonkę i ok. 9 ha na ziarno, a ok. 5 ha zaraz po siewie wybrały dziki.
Jak się jednak okazuje, nie są one jedynym problemem, z którym musi się mierzyć Zdziarski. Niemniej uciążliwe są dla niego naloty łabędzi. W ocenie rolnika, kiedyś tak nie było, żeby łabędzie przyleciały na uprawę do rolnika i urządzały sobie ucztę. Teraz to się jednak zmieniło, a ptaki po przylocie pozostają na polach nawet na kilka miesięcy.
– Parę lat temu jeszcze tego nie było, a teraz łabędzie stanowią ogromny problem w uprawach rzepaku. Najwięcej nadlatuje ich jesienią i wiosną, wtedy zostają aż pole się zazieleni – przyznaje.
Ich przysmakiem jest rzepak. Łabędzie nadlatują na jego plantacje całymi chmarami i zjadają wszystko, co się da, a rolnik ponosi straty, których nikt mu nie zrekompensuje.
– Jak tylko stopniał śnieg i przyszła wiosna po 50, a nawet 100 szt. siadało na rzepaku i wyjadało liście i pąki. Straty w plonie są, a odszkodowania nie ma, ponieważ łabędzie są pod ochroną – dodaje.
Gołębie grzywacze zjadły słonecznik za kilka tysięcy złotych
Jak mówi Zdziarski, łabędzie nie są jedynymi ptakami, z którymi rolnicy z jego okolicy nie mają jak się uporać. Nie mniejszy kłopot stwarzają gołębie grzywacze. Ich przysmakiem jest sorgo i słonecznik. Pierwszą z upraw Zdziarski założył w tym roku po raz pierwszy po tym, jak dziki zjadły mu kukurydzę i był zmuszony ją czymś przesiać, z kolei słonecznika nie uprawia, ale za to u kolegi, który ima się tą uprawą, zakończyło się to tragicznie.
– Mojemu koledze gołębie grzywacze wyjadły 2 razy 15 ha słonecznika, a u mnie łabędzie żywią się rzepakiem. Zasiał słonecznik, przyleciały gołębie grzywacze i zjadły mu ok. 15 ha, zasiał drugi raz i stało się to samo, więc na polu została komosa, bo nawet nie było sensu tego odchwaszczać – wspomina.
Dzikie ptactwo żywiące się na polu rolnika, o którym mówi Zdziarski spowodowało straty rzędu kilku tysięcy złotych.
– To są podwójne koszty, bo dwa razy trzeba zapłacić za siew, który kosztuje nas ok. 200 zł razy 15 ha, to daje nam ok. 3 tys. zł za siew razy 2. Nasiona słonecznika też nie są tanie, a zysku zero, bo tam nie zostało nic – wylicza.
Żurawie zjadły 4 ha kukurydzy
Szczęście w nieszczęściu, że w uprawach kukurydzy Zdziarskiego nie zadomowiły się żurawie. Rolnikowi trudno jest wprost stwierdzić, co mogło się do tego przyczynić, ale ma kilka spostrzeżeń.
– W tym roku był względny spokój. Może to kwestia zastosowanej zaprawy do ziarna. Większość z rolników w okolicy zastosowało Korit 420 FS. W naszym gospodarstwie zasialiśmy w tym roku kukurydzę ok. 14 kwietnia, niektórzy rolnicy później i oni zgłaszali już większe problemy z żurawiami – zauważa.
Co do zasady, żurawie stwarzają największy problem tuż po zasiewie, dlatego że ich przysmakiem jest ziarno kukurydzy. Wyjadając je bezpowrotnie pozbawiają roślinę szansy na regenerację.
– Największy problem jest zaraz po zasiewie, bo jak kukurydza dostanie 3-4 liści, to one już jej nie wyciągną – przyznaje.
Jednak nie zawsze tak było. Rolnik pamięta, kiedy ok. 3 lat temu żurawie zjadły mu ok. 4 ha kukurydzy.
– Żurawie zjadły nam ok. 4 ha kukurydzy. To było stado liczące ok. 300-350 szt., a nawet więcej. W ciągu doby zjadły wszystko. Pole, które obsiadły, jest oddalone od domu o ok. 15 km, więc tego nie widzieliśmy, a jak sąsiad zadzwonił i powiedział, że są i pojechałem sprawdzić, to 80% było już wybrane – wspomina.
Wówczas nie całą plantację udało się uratować.
– Tam, gdzie się dało, przesialiśmy uprawę, a gdzie było za późno, machnęliśmy ręką, bo czasem wyrządzi się więcej strat przesiewając niż dając sobie spokój. To są też dodatkowe koszty, a nasiona nie są tanie, siew zresztą też – dodaje.
Żurawie sieją spustoszenie, a odszkodowań brak
Choć Zdziarski przyznaje, że w tym sezonie żurawie nie wyrządziły większych szkód, to nie ukrywa, że za wcześniej powstałe nie miał szansy ubiegania się o odszkodowanie, dlatego że ptaki te są pod ochroną, podobnie jak łabędzie.
– Przez to, że żurawie są pod ochroną, nie możemy ubiegać się o żadne odszkodowanie. Wiadomo, że można się ubiegać o zgodę na płoszenie, ale to wszystko trwa – kończy.
W ocenie Zdziarskiego trudno jest stwierdzić, co można byłoby zrobić, by uporać się z dzikim ptactwem plądrującym uprawy rolnicze. Jego zdaniem jakiekolwiek rozwiązania mogące przynieść pożądany przez rolników efekt, czyli brak szkód lub wypłatę rekompensat, są niezbędne. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy rolnik pojedzie na pole i zobaczy, że miesiące jego ciężkiej pracy poszły na marne, bo dzikie ptactwo pod ochroną musiało się najeść.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
