Łączna powierzchnia torfowisk w Polsce wynosi 1 467 451 ha, co stanowi ok. 5% powierzchni Polski. Jest to bardzo duży obszar, z którego rolnicy w znacznej części produkują paszę dla bydła. Strategia zakłada, że te łąki położone blisko rzek oraz w pasie przygranicznym, chodzi o wschodnią granicę kraju, będą na stałe zalane, w celu ochrony mokradeł i zachowania bioróżnorodności. Jednak jako główny cel podkreśla się redukcję emisji gazów cieplarnianych z torfowisk o 30% oraz poprawę retencji wody. Ktoś sobie założył w tym projekcie, że w ten sposób znacznie wzrośnie pochłanianie CO2 z atmosfery, ale czy tak będzie? Przecież zadbana i produkująca dobrej jakości paszę łąka przeprowadza efektywną fotosyntezę, a zatem pobiera duże ilości CO2 z atmosfery, a produkuje tlen. Co ciekawe łączne koszty wdrożenia strategii szacuje się na ok. 24 mld zł. Zaś Podlaskie jest kluczowym regionem realizacji strategii ze względu na najwyższy w Polsce udział torfowisk i dolin rzecznych (Biebrza, Narew).
Możliwe wywłaszczenie gruntów rolnych na cele ochrony przyrody
Rolników jeszcze bardziej bulwersuje planowane, we wspomnianym projekcie, wywłaszczenie ich z tych właśnie zalanych terenów. Bowiem planowane jest wprowadzenie zmian prawnych umożliwiających Lasom Państwowym, RDOŚ, Wodom Polskim i parkom narodowym przejmowanie lub wykup gruntów na cele ochrony przyrody. Te proponowane zmiany prawne idą dalej i umożliwiają także organizacjom pozarządowym wykup lub wieczystą dzierżawę gruntów na cele restytucji przyrodniczej. I to że pojawiły się tu właśnie organizacje pozarządowe najbardziej drażni rolników.
– Na liście jest kilkanaście organizacji pozarządowych, są to również organizacje pseudoekologiczne, które brały najprawdopodobniej udział przy pisaniu tego projektu i będą miały stworzoną możliwość wykupu ziemi, uzyskania na nią certyfikatów CO2 w celu uczestniczenia w spekulacyjnym rynku uprawnień do emisji CO2. Zatem plan jest taki aby wywłaszczyć nas z naszej ziemi i jeszcze na tym zarabiać – takie głosy rolników wybrzmiewały z sali.
Prezes Podlaskiej Izby Rolniczej Grzegorz Leszczyński zapewniał, że minister Stefan Krajewski w tej sprawie stoi po stronie rolników.
– My, rolnicy, nie jesteśmy przeciwko ochronie przyrody, ale na terenach rolniczych dalej powinna być prowadzona produkcja rolna. Jeśli zabierze nam się duży areał łąk, to będziemy mieli mniej pasz dla bydła mlecznego, pasze podrożeją, podrożeje produkcja mleka, a Podlasie przecież mlekiem stoi. W efekcie takiej polityki może dojść do zamykania gospodarstw, które zainwestowały duże pieniądze w celu specjalizacji produkcji. Jesteśmy po rozmowach z ministrem Krajewskim, który tak jak my rolnicy uważa, że do ponownego zalania może dojść tylko w przypadku terenów nie użytkowanych rolniczo – powiedział prezes Podlaskiej Izby Rolniczej Grzegorz Leszczyński.
Braknie paszy dla bydła
Na spotkaniu było obecnych wielu dostawców mleka do Monieckiej Spółdzielni Mleczarskiej, m.in. Marek Siniło – wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej oraz Antoni Sowiński – również działacz Izb Rolniczych. Oni także zabierali głos w sprawie.
– Jako Izba Rolnicza jesteśmy za utrzymaniem bagien oraz zalanych torfowisk, ale na terenie parków krajobrazowych, narodowych i rezerwatów, a nie zgadzamy się na przywrócenie bagien na obszarach, które od wielu lat są w użytkowaniu rolniczym. Jeśli tak się stanie to będzie nam najzwyczajniej brakować paszy dla bydła. Pojawia się pytanie – czy i dlaczego komuś przeszkadza, że na Podlasiu produkuje się tak dużo mleka i w tak wydajny sposób – zaznaczył Marek Siniło.
– Temat zalania naszych łąk jest równie niebezpieczny co Mercosur. Pan Dorożała z ministerstwa klimatu i środowiska robi wszystko, aby polskim rolnikom zabrać łąki torfowe i je renaturalizować. W skali kraju jest to ogromny obszar. W pierwszej kolejności ucierpią rolnicy, a później wszystkie firmy współpracujące z rolnikami, a więc przetwórcze oraz produkujące środki produkcji dla rolnictwa. W krajach Mercosur wycina się miliony hektarów puszczy w celu poszerzania produkcji rolniczej, a u nas zabiera się grunty, które od lat były rolniczo wykorzystywane i chce się je teraz zalać wodą – powiedział Antoni Sowiński.
Podlasie płucami Europy
Zdzisław Łuba z Podlaskiej Izby Rolniczej podkreślił, że Podlasie już bez zalewania łąk jest płucami nie tylko Polski, ale i Europy.
– Instytut w USA opracował, że 1 ha uprawy kukurydzy pochłania tyle CO2 i produkuje tyle tlenu co 4 ha lasu. Mając na Podlasiu tak duży areał uprawy kukurydzy jesteśmy płucami Polski, a nawet Europy. Mamy puszczę, parki i rezerwaty. Na Podlasiu jest tyle zieleni i jeszcze chcą nas zalać – powiedział Zdzisław Łuba.
Spotkanie zakończyło się wypracowaniem petycji Podlaskiego Porozumienia Rolniczego w sprawie omawianej strategii, którą podpisali wszyscy obecni rolnicy. W petycji podkreślono m.in., że Podlaskie Porozumienie Rolnicze z całą mocą potępia projekt „Strategii ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce wraz z Planem działań”. Dalej czytamy: „To nie strategia ochrony, lecz cyniczny zamach na polskie rolnictwo, zwłaszcza w naszym regionie – sercu produkcji rolniczej (20% krajowego mleka), gdzie 60% użytków to trwałe łąki i pastwiska. Dokument łamie konstytucyjną ochronę własności (art. 21 i 64 Konstytucji RP)”
Andrzej Rutkowski
