Ukryte wirusy niszczą stada mleczne. Ekspert ostrzega: tego nie widać gołym okiemTPR
StoryEditorChoroby krów

Ukryte wirusy niszczą stada mleczne. Ekspert ostrzega: tego nie widać gołym okiem

13.02.2026., 11:00h
Paweł KuroczyckiPaweł Kuroczycki

Na co dzień w rozmowach o zdrowiu bydła najwięcej emocji wywołują choroby egzotyczne, spektakularne, zwalczane z urzędu. W praktyce jednak to nie one generują największe, stałe straty ekonomiczne w stadach mlecznych. O najważniejszych, często „niewidocznych” chorobach wirusowych krów, a także o roli laboratoriów, mleczarni i systemu oceny użytkowości mlecznej, opowiada dr Roman Jędryczko, właściciel VetLab Group.

Najpoważniejsze wirusowe problemy w stadach mlecznych

– Z punktu widzenia praktyka, od lat „wałkujemy” w zasadzie te same jednostki chorobowe – mówi dr Jędryczko. – BVD/MD oraz IBR/IPV. To są dziś dwie najważniejsze choroby wirusowe bydła, uważane za te, które powodują największe straty ekonomiczne na świecie, nie tylko w Polsce.

Unia Europejska jest już – jak podkreśla – „na końcu zwalczania tego problemu”. W wielu krajach programy eradykacyjne są zaawansowane, a status „wolny od BVD czy IBR” staje się standardem.

W Polsce obowiązuje wprawdzie rozporządzenie Ministra Rolnictwa dotyczące zwalczania tych chorób, funkcjonujące od kilku lat, ale efekty są znikome:

  • jak wskazuje dr Jędryczko, oficjalnie wolnych od BVD/IBR jest dotąd zaledwie kilkanaście – kilkadziesiąt obór (w jego wypowiedzi pada liczba ok. 17),
  • skala problemu w praktyce się nie zmniejszyła.

– Samo odgórne zarządzenie, bez wsparcia i koordynacji, jest po prostu pozbawione sensu – ocenia.

„Choroby ekonomiczne”, których nie widać

BVD/MD i IBR/IPV to choroby, które w większości stad nie manifestują się spektakularnie. Nie ma jednego, charakterystycznego objawu, który pozwoli powiedzieć: „to na pewno BVD” czy „to IBR”.

– To są jednostki chorobowe, których nie widać. One są utajone, a jednocześnie ich znaczenie ekonomiczne jest ogromne – podkreśla dr Jędryczko.

W obrazie klinicznym mogą pojawiać się m.in.:

  • biegunki cieląt i młodzieży,
  • nawracające zapalenia płuc,
  • problemy z rozrodem: ronienia, ciche ruje, obniżenie skuteczności inseminacji,
  • ogólne „niewyjaśnione” spadki wydajności czy kondycji stada.

– Żaden, choćby najbystrzejszy lekarz weterynarii, nie ma szans na podstawie samego badania klinicznego powiedzieć, która to jednostka chorobowa i czy w ogóle „to jest ten temat”. Dlatego konieczne są badania laboratoryjne, żeby w ogóle rozpoznać problem – zaznacza.

Co zawiodło w podejściu systemowym?

Z punktu widzenia administracji – Głównego Inspektoratu Weterynarii i Ministerstwa Rolnictwa – część pracy została wykonana: są przepisy, jest ramowe podejście. Jednak kluczowego elementu brakuje.

– Nie ma dotacji państwowych na zwalczanie tych chorób. Podobnie zresztą jest w Niemczech czy we Francji – mówi dr Jędryczko. – Tyle że tam znaleziono inne rozwiązanie.

W krajach zachodnich:

  • poszczególne landy (w Niemczech) albo
  • związki hodowców

uruchamiają własne środki, by wesprzeć finansowo programy zwalczania BVD i IBR – np. dofinansowują badania, statusy zdrowotne, koordynację działań.

W Polsce takiego mechanizmu praktycznie nie ma.

Bez koordynacji – nie da się wygrać

Dr Jędryczko zwraca uwagę, że przy chorobach wysoce zakaźnych pojedyncze gospodarstwo „działające w oderwaniu” ma bardzo ograniczone szanse:

– To nie jest tak, że dziś hodowca A zacznie zwalczać BVD, a za ścianą hodowca B nie będzie robił nic. Te choroby są wysoce zakaźne. Jeśli to nie będzie skoordynowane, trudno mówić o realnym sukcesie.

W jego ocenie, kluczowe są dwa poziomy wsparcia:

  1. Środki związków hodowców i samorządów regionalnych – na wzór rozwiązań niemieckich czy francuskich.
  2. Aktywna rola mleczarni w systemowym podejściu do zdrowotności stad.

Mleczarnie jako realny motor zmian

– W naszych realiach, bez pomocy mleczarni nie jesteśmy w stanie tego udźwignąć w żaden sposób – mówi wprost dr Jędryczko.

Dlaczego właśnie mleczarnie?

  • Mają siłę przetargową i „siłę przewidywania”,
  • dysponują narzędziami ekonomicznymi (premie, kary, wymagania jakościowe),
  • mogą koordynować działania w regionie.

– Nie chcę używać słowa „zmuszać”, ale mleczarnie mogą skłonić, przekonać hodowców do podjęcia określonych kroków. Ale samo „zaczęcie działań” to dopiero początek. Od pierwszych badań do faktycznego uwolnienia stada droga jest bardzo długa – zaznacza.

Szczepienia: profilaktyka to nie eradykacja

Częsty błąd w podejściu hodowców do BVD i IBR dr Jędryczko widzi w nadmiernej wierze w szczepienia jako „cudowne rozwiązanie”:

– Ile razy słyszę w terenie: „ja nie mam problemu BVD, bo szczepię” albo „nie mam IBR, bo szczepię”. Z punktu widzenia lekarskiego to nonsense.

Wyjaśnia:

  • są szczepienia eradykujące/uwalniające – zaprojektowane jako element programu usuwania choroby ze stada, ale ściśle powiązane z badaniami, eliminacją osobników zakażonych, monitoringiem;
  • są szczepienia, które tylko minimalizują straty kliniczne, łagodzą przebieg i ograniczają objawy, ale nie usuwają wirusa ze stada.

– Jeśli mamy chorobę eradykować, musimy do tego podejść ze znajomością rzeczy. To nie jest tylko to, że wprowadzimy szczepienia i „będzie idealnie” – podkreśla.

VetLab Group i Mlekolab w systemie e-oceny

VetLab Group uczestniczy także w projekcie Eocena Polska, związanym z oceną użytkowości mlecznej krów realizowaną m.in. przez Mazowiecki i Podlaski Związek Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

– W tej sprawie szczegółowo powinni wypowiedzieć się przede wszystkim prezesi spółki. My, jako podwykonawca, działamy w dwóch obszarach – wyjaśnia dr Jędryczko.

Z jednej strony funkcjonuje Mlekolab, który:

  • wykonuje analizę składu mleka,
  • prowadzi badania liczby komórek somatycznych.

To klasyczne filary oceny użytkowości mlecznej i jakości surowca.

– W tej chwili zaczynamy wprowadzać kilka elementów uzupełniających. Jeszcze nie chcę mówić – także ze względów marketingowych – jakie to konkretnie elementy, ale mają one wspomóc wiele aspektów: nie tylko zdrowotnych, lecz także tych, które wpływają na środowisko i przede wszystkim na zdrowie ludzi – zapowiada.

Zdrowotność ponad „wyścig wydajności”

Zasadniczy postulat dr. Jędryczki wobec systemu Eoceny brzmi jasno:

  • w ocenie i premiowaniu gospodarstw należy wyraźnie doceniać status zdrowotny,
  • nie koncentrować się wyłącznie na rekordach wydajności.

– Przed chwilą mówił o tym także prelegent z Niemiec: robimy super wydajności trochę „dla sportu”. Nie wiadomo po co. Tymczasem wszystko musi być zrównoważone – przywołuje.

W praktyce oznacza to zmianę filozofii:

  • nie „kto ma 18, 20 tys. kg mleka od krowy”,
  • lecz „kto nie ma IBR-u, kto nie ma gorączki Q, kto nie stanowi zagrożenia dla konsumentów”.

– Jeśli nie będzie odpowiedniego statusu zdrowotnego, to my nic nie osiągniemy. Nigdy – podkreśla. – Naszym celem jest, by w e-ocenie promować i nagradzać zdrowie zwierząt, a dopiero potem wydajność. Wtedy obraz hodowli mleka będzie zupełnie inny.

Ciche, przewlekłe choroby wirusowe

Z perspektywy dr. Romana Jędryczki najpoważniejszym wyzwaniem dla polskich stad mlecznych nie są spektakularne, urzędowo zwalczane epidemie, lecz ciche, przewlekłe choroby wirusowe – przede wszystkim BVD/MD i IBR/IPV.

Ich skuteczne zwalczanie wymaga:

  • laboratoryjnego rozpoznania i systematycznego monitoringu,
  • koordynacji działań na poziomie regionów,
  • zaangażowania związków hodowców, władz regionalnych i mleczarni,
  • mądrego wykorzystania szczepień – w programach eradykacyjnych, a nie jako „alibi”,
  • oraz zmiany akcentów w systemach oceny: od kultu wydajności do premiowania zdrowia.

– Najpierw zapewnijmy, że nasze krowy są wolne od kluczowych chorób, a dopiero potem bijmy rekordy. I że nie stwarzamy zagrożenia dla konsumentów. To jest istota nowoczesnej, odpowiedzialnej produkcji mleka – podsumowuje dr Roman Jędryczko.

Zobacz WIDEO:

Paweł Kuroczycki

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
13. luty 2026 12:04