– System do ścielenia to tak naprawdę dokładnie ten sam system, który służy do karmienia. To są te same urządzenia, tylko inaczej skonfigurowane i zamontowane w oborze, tak by mogły dostarczać ściółkę. Ściółką może być słoma podawana: do obór z głęboką ściółką, do obór samospławialnych oraz do porodówek – również w budynkach z rusztami czy zgarniaczami. Zrobienie porodówki na ściółce daje konkretne korzyści – podkreślił Grzegorz Kędzierski z firmy Pellon.
System może też przygotować mieszanki do legowisk. Typowa, często spotykana mieszanka to słoma–woda–wapno. Zostanie ona przez system automatycznie sporządzona i dostarczona na wybrane legowiska, o wybranych porach dnia.
Obora na 500 sztuk – jedna osoba do obsługi
Podczas Forum Mleko pokazano film z gospodarstwa w Szwajcarii, które robi ogromne wrażenie poziomem automatyzacji.
– Jest to obora w sumie na 500 sztuk, licząc cielęta odpajane mlekiem oraz tzw. żarłaki. W części mlecznej utrzymywano 300 –400 krów. W tym obiekcie: automatycznie zadawano TMR, automatycznie ścielono, automatycznie usuwano obornik i gnojowicę. Cała ta obora z przyległościami jest obsługiwana przez jedną osobę, przez właściciela. Nie zatrudnia on żadnych pracowników – zaznaczył Grzegorz Kędzierski.
To przykład najbardziej zaawansowanego systemu, ale zasada jest ta sama także w mniejszych gospodarstwach: maksymalnie odciążyć człowieka od powtarzalnych, ciężkich prac.
Ponad 20 lat w polskich oborach
W Polsce urządzenia Pellon pracują już od ponad 20 lat. Najczęściej spotykamy je w oborach uwięziowych jako automaty do zadawania paszy treściwej.
– Na pewno pracuje grubo ponad 100 naszych urządzeń w polskich oborach, choć dokładnej liczby teraz nie podam – zaznaczył Kędzierski. Pierwsze automaty do paszy treściwej firma zaoferowała ponad dwie dekady temu. Od tego czasu sprzęt ewoluuje głównie w elektronice i oprogramowaniu.
System żywienia jak wtrysk paliwa
Najbardziej widoczną zaletą automatycznego systemu jest częste podawanie małych porcji paszy, zawsze świeżej, co stymuluje pobranie. To przekłada się na zdrowotność stada oraz na wydajność mleczną, czy też przyrosty w opasie.
– System karmienia paszą porównałbym do systemu dostarczania paliwa. Kiedyś mieliśmy gaźniki – proste urządzenia, gdzie ta sama mieszanka trafiała do wszystkich cylindrów. Dziś mamy wtrysk wielokrotny, gdzie każdy cylinder jest traktowany indywidualnie i paliwo wtryskiwane jest w konkretnym momencie, w określonej ilości. To zwiększa sprawność silnika. Podobnie jest z tymi systemami żywienia – dostarczają do konkretnej grupy żywieniowej konkretną porcję, w konkretnych porach dnia –
Doświadczenia z polskich obór pokazują, że automatyczne systemy zadawania paszy nie są rozwiązaniem zarezerwowanym tylko dla największych, supernowoczesnych ferm. Coraz częściej pojawiają się tam, gdzie brakuje rąk do pracy, a krowy HF wymagają „obsługi na poziomie bolidu F1.
Rolą firmy – jak podsumował Grzegorz Kędzierski – jest „ułożyć układankę tak, by rzeczywiście poprawić efektywność i wygodę pracy w konkretnym gospodarstwie”, a nie sprzedać jak najdroższy, ale niepasujący system.
Andrzej Rutkowski
