Tradycją krakowskich konferencji jest udział w nich wybitnych specjalistów i ekspertów z czołowych ośrodków naukowych na świecie. W tym roku zaproszenie przyjęli m.in. naukowcy z KU Leuven, University of Minnesota, Penn State University, Wageningen University, Freie Universität Berlin oraz ETH Zürich. Przez dwa dni – 11 i 12 marca – poruszane były zagadnienia dotyczące m.in. smart farmingu w chowie krów mlecznych, wykorzystania sensorów i kamer w zarządzaniu stadem, żywienia w systemach zautomatyzowanego doju (AMS) oraz zastosowania sztucznej inteligencji w ocenie zdrowia i dobrostanu zwierząt.
– Tegoroczna konferencja jest wyjątkowa, ponieważ będziemy mówić nie tylko o tym, co już istnieje, ale także o tym, co będzie w przyszłości, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Nadszedł czas na inteligentne rolnictwo i sztuczną inteligencję w hodowli zwierząt, w diagnostyce, we wszystkich możliwych aspektach – podkreślił podczas otwarcia spotkania prof. Zygmunt Kowalski.
Roboty udojowe to w polskich oborach już nie nowość. To coraz bardziej powszechny system doju, o czym świadczy rosnąca z roku na rok liczba obór, w których jest stosowany. I dlatego chcielibyśmy dziś zaprezentować wyjątkowo ciekawy merytorycznie wykład, jaki podczas konferencji przedstawiła amerykańska naukowczyni, profesor Marcia Endres z Uniwersytetu Minnesota, od lat badająca obory robotowe w Stanach Zjednoczonych. W USA co prawda tylko 5–10% krów dojonych jest przez roboty (w Szwecji jest to już 50%), ale oznacza to, że „przechodzi” przez nie ponad 210 tysięcy amerykańskich krów mlecznych.
Sukces AMS zaczyna się przed wycieleniem
O sukcesie zautomatyzowanego systemu doju (AMS) decydują nie „cuda techniki”, ale bardzo dobrze zorganizowany system żywienia i dobrostan krów. Te dwa elementy wpływają na to, czy system będzie działał doskonale czy generował problemy i koszty – mówiła prof. Marcia Endres. Dobrze korzystająca z robota krowa to przede wszystkim zdrowa, świeżo wycielona sztuka. Dlatego też musimy szczególną uwagę poświęcić okresowi okołoporodowemu, w którym konieczne jest zapewnienie stabilnej kondycji zwierząt oraz zminimalizowanie chorób dla niego typowych (zatrzymanie łożyska, gorączka mleczna, ketoza). Ogromne znaczenie ma również optymalny dobrostan obejmujący wygodne legowiska, brak stresu cieplnego czy swobodny dostęp do stołu paszowego. Jak podkreśliła ekspertka, szczególnej uwagi wymagają krowy pierwiastki, które nigdy wcześniej nie widziały robota, więc stres i złe pierwsze doświadczenia łatwo „zapisują się w głowie”. Warto je więc przyzwyczajać i wprowadzać do boksu robota jeszcze przed porodem, dając tym samym poczucie bezpieczeństwa.
Podstawą PMR – nie granulat
Prof. Marcia Endres uczulała, iż główną paszą w systemie AMS jest PMR, z którego musi pochodzić większość składników pokarmowych dawki, a nie z paszy w robocie. Dlatego też PMR powinien być bogaty w energię i białko, smakowity, o powtarzalnej wilgotności i strukturze oraz dostępny przez 24 godziny na dobę. Zbyt duże poleganie na granulacie w robocie może prowadzić do obniżenia zawartości tłuszczu w mleku, zwiększenia ryzyka kwasicy i oczywiście jest kosztowne.
– Na początku rozwoju AMS w USA krowy pobierały w robocie nawet ok. 8 kg paszy treściwej dziennie. Dziś – po latach doświadczeń – większość gospodarstw zeszła do ok. 5–5,5 kg/dzień, a często mniej, przy wyższych wydajnościach i lepszym zdrowiu żwacza. W systemie wolnego ruchu krowa musi mieć powód, żeby wstać i podejść do stołu paszowego. Jeżeli podejdzie, to najprawdopodobniej pójdzie również do robota. Tak więc dostępność paszy 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu to warunek nie tylko wydajności, ale i liczby wizyt w robocie. Kiedy krowa wstanie o trzeciej nad ranem i stwierdzi, że jest głodna, musi mieć pewność, że na stole będzie pasza. Krytyczne jest więc częste podgarnianie PMR – przekonywała ekspertka, prezentując badanie, które obejmowało 33 stada utrzymywanych w wolnym ruchu. Tam, gdzie paszę podgarniano ręcznie, ale rzadziej, krowy dawały mniej mleka. Tam, gdzie stosowano zautomatyzowane podgarnianie, odnotowano średnio o 5 kg mleka więcej na krowę dziennie. Potwierdza to zasadę, że im bliżej pyska krowy leży PMR, tym więcej go zjada i tym częściej odwiedza robota.
Pasza tresciwa, jaka i po co
Zadaniem paszy podawanej w robocie jest przyciągnięcie krowy do boksu i zapewnienie jej spokoju podczas doju. Jak tłumaczyła prof. Endres, nie powinna ona jednak zastępować PMR-u jako głównego źródła energii.
W oborach z ruchem kierowanym (z bramkami selekcyjnymi i systemem „milk first”) rola paszy w robocie może być mniejsza. Z kolei w oborach z wolnym ruchem pasza w robocie jest dużo ważniejsza i powinna być bardziej energetyczna (wyższa skrobia niż w PMR), bo to właśnie ona, obok PMR, ma skłonić krowę do dobrowolnego wejścia do robota. A ile krowa realnie może zjeść w robocie?
– W praktyce ogranicza nas czas doju i tempo jedzenia – wyjaśniała ekspertka. I tak na przykład krowa stojąca w robocie ok. 6 minut, teoretycznie może pobierać do 450 g granulatu na minutę. Praktyczny szacunek to około 350 g/min preparatu, co daje maksymalnie ok. 2 kg paszy na jedną wizytę. Dlatego dziś wiele gospodarstw ogranicza jednorazową dawkę paszy do 1–1,5 kg na wizytę, a dobowe dawki paszy w robocie dla wysokowydajnych sztuk rozkłada na kilka wizyt. Przekarmianie przy pojedynczej wizycie zwiększa bowiem ryzyko kwasicy żwacza, zwiększa resztki w korycie robota,
Granulat czy pasza własna?
Przytaczając amerykańskie doświadczenia prof. Marcia Endres stwierdziła, iż w przypadku skarmiania gotowego granulatu krowa może jeść go szybciej, mniej jest strat i resztek w robocie oraz łatwiejsze jest precyzyjne jego dozowanie. Gdy chcemy zadawać paszę na bazie własnych zbóż, należy dobrze dopracować system wysypu, tak by nie następowała jego blokada. Ponadto, krowy jedzą ją wolniej i zwykle więcej jest odpadów w korycie robota.
Ekspertka przytoczyła przykład gospodarstwa, które stosuje głównie paszę z własnych pól (mieszanka kukurydzy i komponentów sojowych) w formie sypkiej i osiąga 42–45 kg mleka od krowy dziennie. Znacząco obniżyło ono koszty żywienia w robocie, ale musiało dopracować techniczną stronę zadawania paszy (modyfikacje podajników). Tak więc – jak rekomendowała – można rozważać stosowanie w robocie paszy niegranulowanej, ale należy dokładnie obliczyć straty paszy, sprawdzić realne tempo jej pobierania i porównać to z kosztem granulatu i korzyścią z szybszego jego pobierania.
Ruch krów: „milk first” czy „feed first”
Sposób organizacji obory ma ogromny wpływ na strategię żywieniową. W systemie wolnego ruchu krowy mają ciągły dostęp do stołu paszowego, legowisk i robota, dlatego kluczowe jest tutaj żywienie (atrakcyjny PMR i pasza w robocie), szkolenie pierwiastek oraz dostępność paszy na stole paszowym. Tu pasza w robocie musi naprawdę zachęcać krowy, które nie mają żadnego przymusu do wejścia do robota. Z kolei w ruchu kierowanym („milk first”) krowa chcąc dostać się z legowiska do stołu paszowego napotyka bramkę selekcyjną, która kieruje ją do robota, jeśli nadszedł czas doju, lub bezpośrednio do stołu paszowego jeśli dój nie jest konieczny.
Jak poinformowała prof. Endres, w USA z koncepcji „feed first” praktycznie zrezygnowano.Przy wysokich wydajnościach i silnej presji na opłacalność zdecydowanie lepiej sprawdza się system „milk first”. W ruchu kierowanym paszy w robocie można dawać mniej (część amerykańskich gospodarstw testuje systemy bez paszy w robocie, niemniej jest to rozwiązanie niszowe i wdrażane powoli) oraz bardzo ważna jest długa faza adaptacji i szkolenia, szczególnie jałówek.
Precyzyjne żywienie w AMS – czy jest możliwe
Roboty udojowe dają teoretycznie idealne warunki do precyzyjnego żywienia krów. Wszystkie, z jednej grupy dostają ten sam PMR, ale w robocie można podać różne ilości paszy, a nawet różne rodzaje pasz, w zależności od wydajności, fazy laktacji. W praktyce w USA około 60% farm z wolnym ruchem używa już co najmniej dwóch rodzajów paszy w robocie np. standardowy granulat dla większości krów i bardziej energetyczny tylko dla krów wysokowydajnych albo świeżo wycielonych. W ruchu kierowanym zawartość skrobi i skład koncentratu w robocie są często zbliżone do PMR, a zarządzanie energią odbywa się bardziej przez ustawienia pozwolenia na dój niż przez duże różnice w paszy. W opinii prof. Endres, AMS daje realną możliwość „celowanego” żywienia wybranych grup czy krów, jednak spełnione musi być kilka warunków:
- bardzo dobra współpraca z żywieniowcem,
- regularna kalibracja podajników (ilość obrotów ślimaka vs. realna masa paszy),
- kontrola, ile z tego krowa faktycznie zjada, a ile zostaje w robocie.
Zdrowe wymię, zdrowe racice
Nawet najlepszy PMR i najdroższy granulat nie pomogą, jeśli krowa kuleje, ma bolesne zapalenie wymienia i źle się czuje – zwraca uwagę ekspertka. Choroby racic i wymienia zmniejszają liczbę wizyt w robocie, pogarszają pobranie paszy, obniżają produkcję i często generują konieczność ręcznego doprowadzania krów do robota. Dlatego też w systemie zautomatyzowanego doju, tak bardzo ważne są wygodne, suche legowiska, dobra jakość posadzki i regularne korekcje racic, zdrowe wymiona i rzetelna higiena doju.
Beata Dąbrowska
