Wiceminister Dorożała podkreślił, że brak działań na rzecz odtworzenia mokradeł, zatrzymania wody w środowisku będzie wiązało się z jeszcze większymi kosztamiPixabay
StoryEditorpieniądze

Rolnicy dostaną pieniądze za mokradła? Rząd pokazał swoje plany

18.08.2026., 15:00h
Agnieszka KozłowskaAgnieszka Kozłowska

Rząd szykuje wartą 24 mld zł strategię ochrony mokradeł, która budzi ogromny opór w rolnictwie. Choć resort klimatu uspokaja, że nie będzie przymusu ani wywłaszczeń, a celem jest walka z suszą, rolnicy obawiają się utraty gruntów i spadku dochodów.

Strategia ochrony obszarów wodno-błotnych

"Strategia ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce" to rządowy dokument, który ma stworzyć spójne zasady ochrony i odtwarzania torfowisk i mokradeł oraz zapewnić długofalową ochronę zasobów wodnych w Polsce. W lutym br. zakończyły się konsultacje publiczne tego projektu i do chwili obecnej w GDOŚ trwa opracowywanie zgłoszonych uwag. A że zgłoszono ich ponad 1,2 tys. to nic dziwnego, że proces ten trwa tak długo. Zakłada się, że „poprawiona” w wyniku konsultacji strategia trafi pod obrady rządu do końca br.

image
rolnictwo

Susza coraz groźniejsza dla rolników. Państwo chce zatrzymywać wodę na polach

Wśród zadań przewidzianych w strategii, które będą realizowane przez 10 lat, zaplanowano m.in.: wykup i nawodnienie przez państwowe spółki najcenniejszych torfowisk; wypłaty rekompensaty dla rolników, którzy zdecydują się przekształcić grunty rolne w mokradła; przywrócenie części nadrzecznych terenów zalewowych, a także likwidację (lub przebudowę) niektórych zapór spiętrzających wodę. Ponadto autorzy projektu planują ograniczenie wydobycia torfu (wprowadzenie koncesji) oraz rozpoczęcie badań nad technologiami, które m.in. pozwolą zastąpić oryginalny torf potrzebny np. do produkcji pieczarek czy boczniaków innym materiałem.

Z wstępnych szacunków wynika, że koszty realizacji strategii wyniosą ok. 24 mld zł, przy czym w ciągu pierwszych trzech lat trzeba będzie wydać ok. 300 mln zł - m.in. na przygotowanie i wdrożenie zmian prawno-legislacyjnych, a także przetestowanie strategii w wybranych rejonach.

Pilotaż przy wschodniej granicy i trudny bilans zysków oraz strat

Do pilotażu przewidziano ok. 20 rejonów, z czego część znajduje się na terenach przy wschodniej granicy, np. w Puszczy Białowieskiej, Knyszyńskiej, Rominckiej czy w Nadleśnictwie Augustów. Na tych obszarach planowane jest m.in. tworzenie bagiennych stref buforowych, renaturyzacja rzek, odtwarzanie terenów zalewowych. Część działań - jak czytamy - będzie powiązana z realizacją projektu obronnego Tarcza Wschód, który - w zależności od przyjętego modelu finansowania - może być częściowo finansowany z pożyczki Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI).

image
Ceny sianokiszonki

Ile dziś kosztuje bela sianokiszonki? Sprawdziliśmy aktualne ceny

Autorzy projektu nie ukrywają, że realizacja niektórych założeń strategii ochrony mokradeł koliduje z innymi kluczowymi strategiami i planami, na przykład z programem ochrony przeciwpowodziowej, choćby dlatego, że zakłada ograniczenie budowy wałów czy innych budowli hydrologicznych. Z kolei zakładane w strategii zwiększenie areałów obszarów podmokłych wiązać się będzie ze zmniejszeniem powierzchni uprawnych, co koliduje np. z polityką bezpieczeństwa żywnościowego. Ponadto likwidacja progów spiętrzających na rzekach może wyhamować rozwój energetyki wodnej, a objęcie ochroną mokradeł czy torfowisk sprawi, że nie będzie można na nich stawiać farm wiatrowych, trudniej będzie też przeprowadzić np. inwestycje infrastrukturalne.

Mniejsze zbiory i drewno: ile wyniosą straty finansowe?

Konsekwencją realizacji strategii będzie też utrata przychodów.

- W przeliczeniu na zakładaną powierzchnię łąk podmokłych (60 tys. ha) jest to koszt rzędu 63,5 mln zł rocznie – wskazano w uzasadnieniu do projektu.

Zaznaczono, że utraconą wartość przychodów z łąk podmokłych, które obecnie kosi się dwa razy do roku lub na których wypasa się bydło, wyliczono na podstawie średniego przychodu z siana.

Natomiast utratę wartości przychodów wynikającą z ograniczenia produkcji płodów szacuje się na 105,8 mln zł rocznie przy założonej powierzchni 50 000 ha. Z kolei niższe przychody z gospodarki drewnem na terenach objętych ochroną (90 tys. ha) zostały oszacowane na kwotę 47 mln zł rocznie. Przyjęto przy tym, że średni przychód z hektara lasu spadnie o połowę.

Burza w branży rolniczej i odpowiedź ministerstwa na zarzuty

Nie ma się co dziwić, że projektowana strategia wywołała niepokój w środowisku rolniczym. Jedną z organizacji, która złożyła swoje uwagi trakcie konsultacji publicznych była Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny.

image
Głos rolnika

10 ha łąk pod wodą. Rolnik: „Bez ratraka nie będę miał paszy”

- Ministerstwo Klimatu i Środowiska i Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska ramach Strategii ochrony obszarów wodno-błotnych chce przeznaczyć 906 tysięcy hektarów ziemi rolniczej do wyłączenia z użytkowania, kolejne 200 tysięcy hektarów do przekształcenia. Bez danych o tym, ile gospodarstw to obejmie, bez informacji o pogłowiu bydła, bez rzetelnej analizy skutków dla produkcji żywności. Produkcję z tych terenów wyceniono na 2 116 zł za hektar rocznie, jakby rolnictwo sprowadzało się do beli siana. A część danych, na których oparto te plany, sięga 1965 roku. Finansowanie? Bez gwarancji pieniędzy a jako źródło wskazuje się Wspólną Politykę Rolną. Nie pokona nas Mercosur, nie pokona nas Zielony Ład. Polskie rolnictwo zniszczy ekstremizm Ministerstwo Klimatu i Środowiska – komentował na gorąco jeszcze w lutym br.  w mediach społecznościowych Jacek Zarzecki z PPZW.

Już wtedy też MKiŚ starało się studzić emocje wokół projektowanej strategii: żadnych wywłaszczeń i żadnego przymusu nie będzie.

Strategia ochrony obszarów wodno‑błotnych stała się polem do szerzenia dezinformacji. A jakie są fakty?

  • Nikt nie będzie zabierał rolnikom ziemi. Strategia nie przewiduje wywłaszczeń.
  • „Przejmowanie gruntów” dotyczy wyłącznie przekazywania ziemi między instytucjami państwowymi i nie obejmuje prywatnych właścicieli.
  • Prywatne grunty mogą być kupowane tylko dobrowolnie, na zasadach rynkowych.
  • Rolnicy, którzy nie będą chcieli sprzedawać ziemi, będą mogli korzystać z programów wsparcia (np. dopłaty za utrzymanie odpowiedniego poziomu wody na torfowiskach).

Żadnych wywłaszczeń i żadnego przymusu - jasne zasady i pełna dobrowolność. O tym właśnie mówi strategia ochrony obszarów wodno‑błotnych.

A co w zamian?

  • Lepsza retencja, więcej wody w ekosystemie, wyższy poziom wód gruntowych i mniejsze ryzyko suszy”.

– napisano wówczas we wpisie w podlegających resortowi mediach społecznościowych.

Pełna dobrowolność i zachęty finansowe zamiast nakazów

W ostatnich dniach wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała w wywiadzie dla PAP pytany o obawy rolników podkreślił jeszcze raz, że strategia kładzie nacisk na dobrowolność działań.

- Nikomu, a w szczególności rolnikom nie będziemy zabierać ziemi, żeby zrobić na niej mokradła. Stawiamy na dobrowolność, zachęty finansowe ze środków europejskich do ograniczenia produkcji na rzecz ochrony, pozostawienia wody na miejscu, która może być kluczowa nie tylko dla pojedynczego rolnika, ale dla całej gminy - powiedział.

image
zioła

Zbierasz zioła na zimę? Ten termin ma kluczowe znaczenie

Wiceminister podkreślił, że strategia nie zakłada wyłączenia z działalności gospodarczej istniejących torfowisk w Polsce, mimo iż - jak mówił - ponad 80 proc. z nich jest zdegradowanych. - Powinniśmy jednak dołożyć wszelkich starań, aby bardziej im nie szkodzić, odtwarzać tam, gdzie jest to możliwe, aby woda nie uciekała - dodał.

Zatrzymanie wody to konieczność: „Jesteśmy za pięć dwunasta”

Przedstawiciel MKiŚ podkreślił, że pozostawienie wody w środowisku jest kluczowe m.in. dla produkcji rolnej.

- Susza postępuje od lat i chyba nikt temu nie zaprzeczy. W tym roku mieliśmy suchą wiosnę. Rzeki wysychają, co ogranicza np. prace elektrowni. W Polsce na rekordowych niskich poziomach są Wisła i San, wody podziemne w wielu miejscach drastycznie opadły, stepowieje południowa Wielkopolska i Łódzkie. Mówimy o bardzo poważnych konsekwencjach dla rolnictwa, przemysłu i ludzi w ogóle, dlatego trzeba spowolnić odpływ wody. Jesteśmy za pięć dwunasta – cytuje ministra money.pl.

Dorożała przekazał też, że na ponad 100 tys. km rzek w Polsce "mamy 350 tys. km rowów melioracyjnych, z czego tylko 1,5 proc. służy nawadnianiu". Pytany przez dziennikarza PAP, czy to oznacza, że część rowów mogłaby zostać zasypana, w tym na terenach należących do Lasów Państwowych, wiceszef resortu odpowiedział, że "musimy spowolnić odpływ wody z lasów i pól". - W jednej lokalizacji będzie trzeba zasypać rów melioracyjny, a w innej spowolnić spływ np. przez umiejscowienie zastawek - wyjaśnił.

Jak się szacuje, obszary wodno-błotne zajmują 14-18 proc. powierzchni kraju, czyli 4-5,7 mln ha. - Około 24 proc. wszystkich mokradeł jest na terenach Lasów Państwowych, 9-10 proc. jest w zarządzie Wód Polskich, 4-5 proc. jest w zarządzie KOWR. W rękach państwa jest zatem ok. 40 proc. wszystkich mokradeł - wskazał Dorożała. Jego zdaniem to ogromny potencjał, na który państwo powinno mieć wpływ.

Naturalna retencja tańsza niż wielomiliardowe skutki suszy

Jak czytamy na money.pl, wiceminister Dorożała podkreślił, że brak działań na rzecz odtworzenia mokradeł, zatrzymania wody w środowisku będzie wiązało się z jeszcze większymi kosztami.

- Aby oddać istotę sprawy musimy odejść od klasycznej księgowości na rzecz usług ekosystemowych. Susze kosztują polskie rolnictwo miliardy złotych np. w odszkodowaniach. Wzrost wilgotności gleby zaledwie o kilka procent może zapobiec spadkom w plonach o 10-20 proc. Usunięcie 1 kg azotu z wody w oczyszczalni to ok. 30-50 zł, a mokradła robią to za darmo. Odtworzenie naturalnej retencji jest też zdecydowanie tańsze od budowy i utrzymania sztucznych zbiorników - wyliczał.

Opr. A.Kozłowska za Strategia ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce, money.pl, PAP

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
18. sierpień 2026 16:04