Parlamentarny Zespół ds. Ochrony i Rozwoju Polskiej Produkcji Rolnej omówił sytuację Grupy Azoty oraz narastające problemy z wysokimi cenami nawozów dla rolników.Parlamentarny Zespół Ds. Ochrony I Rozwoju Polskiej Produkcji Rolnej
StoryEditorCeny nawozów

„Nie ma nawozów, a terminy uciekają”. Alarm w Sejmie, rolnicy pod ścianą

20.04.2026., 13:30h

Brakuje nawozów, a terminy prac polowych zaczynają się opóźniać. Rolnicy alarmują, że zamówienia sprzed kilku tygodni wciąż nie dotarły, co utrudnia siewy i sadzenie. O sytuacji dyskutowali w Sejmie rolnicy i przedstawiciele Grupy Azoty. Rozmowa dotyczyła m.in. tego, jak wyjść z kryzysu nawozowego i ustabilizować ceny w Polsce.

Kryzys nawozowy w Sejmie. Rolnicy alarmują

Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony i Rozwoju Polskiej Produkcji Rolnej rolnicy, związkowcy, przedstawiciele Grupy Azoty, resortu rolnictwa i Ministerstwa Aktywów Państwowych dyskutowali o tym, jak wyjść z kryzysu nawozowego, ustabilizować ceny i poprawić dostępność nawozów dla gospodarstw.

Spotkanie odbyło się 17 kwietnia. Emocji nie brakowało, bo po jednej stronie siedzieli rolnicy, którzy alarmują o problemach z zakupem nawozów i rosnących kosztach produkcji, a po drugiej przedstawiciele przemysłu chemicznego, którzy przekonywali, że sami działają dziś pod potężną presją cen gazu, energii i unijnych regulacji.

Ministerstwo: dostępność nawozów niesatysfakcjonująca w większości województw

Resort rolnictwa nie pozostawił wątpliwości, że sytuacja na rynku jest trudna. Małgorzata Flaszka, dyrektor Departamentu Hodowli i Ochrony Roślin w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, mówiła, że resort na bieżąco monitoruje rynek nawozowy przez ośrodki doradztwa rolniczego. Z tego monitoringu wynika, że ceny po wcześniejszych gwałtownych wzrostach ustabilizowały się, ale problemem pozostaje dostępność.

– Jeśli chodzi o dostępność, to dostępność jest niesatysfakcjonująca w większości województw. W zasadzie tylko w czterech województwach ta dostępność nawozów jest na takim poziomie wystarczającym. Natomiast w pozostałych województwach jest na poziomie niskim, bądź w niektórych przypadkach, w przypadku niektórych nawozów, zwłaszcza azotowych, odnotowujemy braki – zaznaczyła.

Rolnicy: nawozów brakuje, a opóźnienia uderzają w produkcję

Na sali nie brakowało głosów rolników, którzy opisywali sytuację z własnych gospodarstw. Emil Szczegielniak ze stowarzyszenia Wspólna Rola, rolnik z woj. zachodniopomorskiego, mówił o trudnościach z dostawami nawozów, szczególnie dla plantatorów ziemniaka.

–  W ziemniakach średnio na hektar idzie około 250 litrów RSM-u. Zgłaszają mi rolnicy taki problem, że jednak te dostawy, nawet zamówione z połowy marca, jeszcze nie dojechały do wszystkich. Sam czekałem prawie miesiąc na dostawy dwóch samochodów – mówił.

I dodawał, że to już nie jest tylko kwestia dyskomfortu czy zamieszania w handlu, ale problem uderzający w terminowość prac i późniejszy plon.

– To powoduje opóźnienie w sadzeniu, no bo nie posadzą, bo wiadomo, że akurat w ziemniaku dajemy azot przed sadzeniem. Czy nie można byłoby tego w jakiś sposób usprawnić? – pytał. 

"Żeby ktoś wiedział, że upadnie, to by usiadł"

Rolnicy zwracali też uwagę, że łatwo dziś mówić o wcześniejszych zakupach, ale rzeczywistość gospodarstw wygląda inaczej. Jan Ogił ze Stowarzyszenia dla Powiatu nie zostawił na tym suchej nitki.

– Po co takie rozmowy, że trzeba było kupić wcześniej? U nas na Podlasiu się mówi: żeby ktoś wiedział, że upadnie, to by usiadł – powiedział, podkreślając że nie można całej odpowiedzialności zrzucać na gospodarzy, którzy kupują nawozy wtedy, kiedy mają środki i kiedy faktycznie są im potrzebne.

Azoty Puławy: nie wstrzymaliśmy produkcji, ale rynek zareagował gwałtownie

Przedstawiciele Grupy Azoty bronili się przed zarzutami, że to właśnie ich działania przyczyniły się do chaosu na rynku. Piotr Kruk z zarządu Azotów Puławy przypominał, że na sytuację złożyło się wiele czynników: wzrost cen gazu, napięcia geopolityczne i odkładanie decyzji zakupowych przez część rynku.

– Przy naszych mocach produkcyjnych na tą chwilę, na 100%, nie byliśmy w stanie pewnie dogodzić każdemu, kto zwlekał z decyzją na ostatni moment w celu dostarczenia nawozów – mówił.

Małgorzata Wypych z Grupy Azoty podkreślała, że problem nie polegał na braku produkcji, tylko na spiętrzeniu zamówień i logistyce.

– To nie z dostępnością chyba zakupu był problem, a raczej z pewnymi perturbacjami w logistyce – zaznaczyła.

Jak tłumaczyła, zima była wyjątkowo trudna, a sami rolnicy prosili o przesuwanie dostaw, bo nie mogli przyjąć samochodów do gospodarstw. Do tego doszła nerwowa reakcja rynku po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Podkreślała też, że produkcja nie została zatrzymana.

– Ani na moment nie wstrzymaliśmy produkcji w Grupie Azoty w żadnej ze spółek – zapewniała Małgorzata Wypych.

Ceny nawozów. Trzy dni, które wywołały panikę

Rolnicy wracali jednak do chwilowego wstrzymania przyjmowania zamówień przez Grupę Azoty po wybuchu napięć na Bliskim Wschodzie. Dla części z nich był to moment, który uruchomił lawinę spekulacji i wzrostów cen na rynku.

– W tych pierwszych dniach konfliktu Grupa Azoty, zarząd czy osoby odpowiedzialne za politykę firmy podjęły decyzję kuriozalną, która dała sygnał dystrybutorom, importerom na wolną amerykankę. Zatrzymano przyjmowanie zamówień w Grupie Azoty – powiedział Sylwester Dziewulski, rolnik z woj. lubelskiego. Jak ocenił, to właśnie ta decyzja miała wywołać rynkową panikę.

– Wywołało to oczywiście powszechną panikę i sygnał firmom, sprzedawcom do tego, że mogą dużo zarobić. Mogą spekulować tym towarem – dodał.

Na te zarzuty odpowiedziała Małgorzata Wypych. Przekonywała, że wstrzymanie było bardzo krótkie i miało służyć wyłącznie przeliczeniu kosztów produkcji przy gwałtownych zmianach na rynku surowców. I dodała, że w tym samym czasie inni producenci w Europie reagowali jeszcze ostrzej.

– Pozostali producenci w Unii Europejskiej nie tylko wstrzymali zamówienia, oni wstrzymali produkcję – mówiła.

Według niej ten krótki przestój miał pomóc w ochłodzeniu głów i wyjściu na rynek z cenami możliwie racjonalnymi wobec gwałtownego skoku kosztów.

Gaz, ETS i energia. Azoty: to nas dziś najbardziej dobija

Jednym z najczęściej powracających tematów były koszty produkcji. Przedstawiciele Grupy Azoty nie mieli wątpliwości, że głównym problemem są dziś nie tylko ceny gazu, ale cały pakiet obciążeń regulacyjnych i energetycznych. 

– Jesteśmy odbiorcą ceny, którą podyktuje nam dostawca – zaznaczył Piotr Kruk.

I dodał, że nawet najlepsze prognozy nie są dziś w stanie zagwarantować stabilności.

– Żebyśmy najdroższych magików zatrudnili do przewidywania cen gazu, niestety nikt tego nam nie będzie w stanie zabezpieczyć ani wyprognozować – powiedział.

Z kolei Piotr Mikusek z Grupy Azoty zwracał uwagę, że Polska przegrywa konkurencyjność przez bardzo wysokie ceny energii elektrycznej.

– Polski przemysł energochłonny ma jedne z najwyższych cen energii elektrycznej odbioru w całej Unii Europejskiej – mówił.

Podawał też konkretne liczby: według niego kontrakty na przyszły rok wskazują cenę ok. 104 euro za MWh w Polsce, ok. 89 euro w Niemczech i zaledwie 55 euro we Francji.

W jego ocenie bez systemowych działań krajowych polski przemysł chemiczny będzie przegrywał z konkurencją z innych krajów UE, które potrafią szybciej uruchamiać wsparcie dla swoich firm.

Spór o ETS i Zielony Ład. "Wszyscy wiemy, że to jest kretynizm"

Podczas posiedzenia wielokrotnie wracał temat ETS i unijnej polityki klimatycznej. Padały bardzo mocne słowa, zarówno ze strony rolników, jak i związkowców.

Sławomir Kamiński z NSZZ Solidarność w Grupie Azoty Puławy nie owijał w bawełnę.

– Jak słucham rozmowy o ETS-ie, o kosztach, wszyscy wiemy, że to szaleństwo. Wszyscy wiemy, że to jest kretynizm – mówił.

I dodawał, że dziś wszyscy próbują jedynie znaleźć sposób, jak w tych regulacjach przetrwać, zamiast rozwiązać sam problem.

Podobnie wypowiadała się część rolników. Jeden z nich mówił, że Zielony Ład i kolejne obciążenia zaczynają dobijać zarówno gospodarstwa, jak i przemysł nawozowy. Pojawiły się też głosy, że Europa sama osłabia własną produkcję, podczas gdy inni gracze rynkowi działają znacznie bardziej pragmatycznie.

Jednocześnie przedstawiciele Azotów podkreślali, że całkowite odejście od tych regulacji może być mało realne i trzeba walczyć przynajmniej o ulgi, wyłączenia i mechanizmy ochronne dla branż strategicznych.

Rosyjskie nawozy nadal problemem. To trzeba w końcu przeciąć

Bardzo mocno wybrzmiał też temat importu nawozów z Rosji i Białorusi oraz jakości nawozów napływających do Polski pod różnymi markami. Związkowcy i rolnicy alarmowali, że rosyjski towar nadal trafia na rynek, często omijając oficjalne ograniczenia.

Sławomir Kamiński zaznaczał, że bez ograniczenia importu rosyjskich nawozów nie da się zbudować stabilnego rynku dla polskich producentów.

– Tak naprawdę my nie jesteśmy w stanie w sposób realny konkurować z rosyjskim produktem – mówił.

Powód? Tani rosyjski gaz, który daje tamtejszym producentom przewagę nie do odrobienia.

Jeszcze dalej poszedł Paweł Wójcik z NSZZ Solidarność, który zwracał uwagę nie tylko na skalę importu, ale też na jakość części nawozów.

– Okazało się w wyniku tych badań, że te importowane nawozy rosyjskie nie spełniają norm, nie są zgodne z tym, co się znajduje na etykiecie pod kątem podstawowych składników – mówił, powołując się na badania zlecone przez Lubelską Izbę Rolniczą.

W odpowiedzi resort rolnictwa zapewniał, że Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa prowadzi kontrole rynku nawozów, sprawdza składy, oznakowanie i zgodność z deklaracjami producentów. Jednocześnie przyznał, że stuprocentowa kontrola każdej partii nie jest możliwa.

Sprzedaż nawozów bez pośredników z Grupy Azoty

Jednym z ważnych tematów była propozycja sprzedaży bezpośredniej nawozów rolnikom, z pominięciem części pośredników. Taki postulat padł zarówno ze strony rolników, jak i związków zawodowych związanych z Grupą Azoty.

Jan Ogił ze Stowarzyszenia dla Powiatu mówił, że system dystrybucji trzeba przemyśleć od nowa.

– Jednym z pierwszych pomysłów to było dopuszczenie do sprzedaży bezpośredniej dla rolników, bez tych bezpośredników – podkreślił.

Według związkowców taki model nie tylko pozwoliłby ograniczyć spekulację, ale też byłby realnym narzędziem stabilizacji rynku. Jednocześnie nie chodzi o całkowite usunięcie dystrybutorów, ale o stworzenie alternatywnego kanału dla dużych gospodarstw, które chcą kupować całosamochodowe partie nawozów.

Rolnicy zwracali też uwagę, że spółka Agrochem Puławy, która teoretycznie mogłaby pełnić taką rolę, nie zawsze jest dziś konkurencyjna cenowo. Sylwester Dziewulski mówił, że prywatne firmy potrafią oferować nawozy taniej niż podmiot powiązany z Grupą Azoty.

– Potrafię nabyć nawozy od podmiotów komercyjnych, prywatnych przedsiębiorstw taniej – zaznaczył.

Czy będą dopłaty do nawozów?

Ważny dla rolników wątek dotyczył też dopłat do nawozów. Padło pytanie, czy przy obecnych kosztach i rynkowym chaosie państwo planuje wsparcie podobne do tego z 2022 roku. Małgorzata Flaszka z MRiRW potwierdziła, że temat jest na stole.

– Jeżeli chodzi o dopłaty do nawozów, to temat w tej chwili jest na poziomie Komisji Europejskiej – powiedziała.

Jak dodała, Polska czeka na decyzję Brukseli, czy pomoc zostanie zorganizowana na poziomie unijnym, czy – jak wcześniej – będzie mogła być finansowana z budżetu krajowego.

Azoty i rolnicy mówią jednym głosem? "Nie dajmy się podzielić"

Mimo sporów, w Sejmie kilka razy padło, że interes polskiego rolnika i interes krajowego producenta nawozów są dziś ze sobą mocno powiązane.

Są tylko dwie grupy społeczne, które są zainteresowane najskuteczniej funkcjonowaniem Grupy Azoty Puławy. Są to rolnicy i są to pracownicy – powiedział Sławomir Kamiński.

– Nie dajmy się podzielić, nie dajmy sobie wmówić tego, że rolnik to jest człowiek, który najchętniej kupi ruski nawóz. Bo tak nie jest. I nie dajmy sobie wmówić tego, że pracownik Grupy Azoty Puławy to jest ktoś, kto chciałby wypić krew z rolnika. Też tak nie jest – dodał. 

Kryzys nawozowy. Będą kolejne rozmowy w Sejmie

Na zakończenie padła deklaracja, że sprawa nie skończy się na jednej dyskusji. Przewodnicząca zespołu Bożena Lisowska zapowiedziała kolejne posiedzenia i przygotowanie rekomendacji dla rządu oraz interpelacji do odpowiednich resortów.

Kamila Szałaj

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
20. kwiecień 2026 13:54