Zdaniem Łukasza Wyrzykowskiego, dyrektora generalnego IFCN – The Dairy Research Network, większej poprawy sytuacji na rynku można oczekiwać w I kwartale 2027 roku.
Jednocześnie europejskich producentów czekają dalsza konsolidacja sektora, presja kosztowa i coraz silniejsza konkurencja ze strony dużych producentów spoza Europy. Ekspert zabrał głos 9 września w trakcie 23. edycji Międzynarodowego Forum Społeczności Mleczarskiej w Białymstoku.
Najgorsze może być za nami. Większego odbicia cen ekspert spodziewa się w 2027 r.
Po rekordowej produkcji w 2025 roku globalny rynek mleka wszedł w okres nadpodaży, która wywarła presję na ceny. Według danych przedstawionych przez Wyrzykowskiego w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 roku produkcja była jeszcze nieco wyższa, ale tempo jej wzrostu zaczęło hamować. Analityk przewiduje, że cały bieżący rok nie zakończy się już wzrostem podobnym do tego z poprzedniego roku.
To może być ważny sygnał dla producentów mleka. Jeżeli podaż będzie się ograniczać, presja na ceny powinna stopniowo słabnąć. – Na globalnym poziomie w ciągu najbliższych sześciu miesięcy widzimy spowolnienie produkcji – mówił Wyrzykowski.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że rynek potrzebuje czasu na zagospodarowanie zapasów. Dlatego poprawa nie musi być natychmiastowa. Według jego oceny większe odbicie cen jest prawdopodobne w I kwartale 2027 roku.
To prognoza, a nie gwarancja wzrostu cen. Kluczowe będzie to, czy ograniczenie produkcji okaże się wystarczające, aby zrównoważyć podaż i popyt.
Pasze, energia i susza hamują produkcję mleka
Jednym z czynników mogących przyspieszyć ograniczenie podaży są wysokie koszty produkcji. Wyrzykowski zwracał uwagę m.in. na dostępność pasz i kiszonek oraz koszty prowadzenia gospodarstw.
Do tego dochodzą ceny energii i gazu. Ich znaczenie wykracza poza samą produkcję mleka. Koszt gazu wpływa również na produkcję nawozów, a tym samym na koszty ponoszone przez rolników.
Rynek musi także mierzyć się z coraz większym ryzykiem pogodowym. Fale upałów i susze w różnych częściach świata mogą ograniczać produkcję oraz pogarszać dostępność pasz. Wyrzykowski wskazywał również na zagrożenia związane z chorobami zwierząt oraz napięciami geopolitycznymi.
Dla producenta mleka oznacza to konieczność patrzenia nie tylko na cenę skupu, ale na cały rachunek ekonomiczny gospodarstwa.
Europa przegrała wyścig kosztowy. „Nie możemy tak konkurować”
Jeszcze ważniejszy wniosek dotyczy długoterminowej konkurencyjności europejskiego mleczarstwa. Europa nie jest w stanie rywalizować z największymi producentami świata wyłącznie poprzez obniżanie kosztów. Gospodarstwa w USA, Argentynie czy Nowej Zelandii działają często na znacznie większą skalę, co przekłada się na niższe koszty jednostkowe.
Wyrzykowski postawił sprawę bardzo jasno: – Jeśli ktoś pyta, czy możemy konkurować kosztami? Nie możemy. Przegraliśmy tę grę. Nie ma sensu konkurować kosztami.
To jedna z najważniejszych tez jego wystąpienia. Jeżeli europejskie mleczarstwo nie może wygrać kosztami, musi znaleźć inne przewagi.
Rolników będzie mniej. „Będziemy konsolidować biznes”
Jedną z konsekwencji zmian rynkowych jest postępująca koncentracja produkcji. Wyrzykowski wskazywał, że w Polsce liczba rolników miała w ubiegłym roku zmniejszyć się o około 6%. Podobny kierunek zmian obserwowany jest w innych krajach Europy. – Będziemy tracić rolników. Będziemy konsolidować biznes – mówił.
Oznacza to, że w kolejnych latach może zmniejszać się liczba gospodarstw, podczas gdy większe podmioty będą przejmowały coraz większą część produkcji.
Wyrzykowski zwrócił uwagę, że jeżeli część gospodarstw nie będzie w stanie dostosować się do warunków rynkowych, liczba producentów będzie spadać, a wraz z nią może zmniejszać się produkcja mleka. W dalszej perspektywie mniejsza podaż może natomiast sprzyjać cenom.
Dla gospodarstw oznacza to konieczność odpowiedzi na pytanie, czy ich model produkcji będzie wystarczająco odporny na kolejne zmiany.
Nie ceną, lecz jakością. Tędy ma iść europejskie mleczarstwo
Skoro europejscy producenci nie mogą wygrać globalnej konkurencji samym kosztem, konieczne jest zwiększanie wartości produkcji. Wyrzykowski zwracał uwagę na zmiany w konsumpcji, m.in. rosnące zainteresowanie dietami wysokobiałkowymi oraz produktami wykorzystującymi składniki mleka, takie jak serwatka.
Jego zdaniem sektor powinien produkować to, za co konsument jest gotowy zapłacić. – Jeśli nie możemy konkurować ceną, musimy konkurować jakością – mówił.
Nie oznacza to jednak, że wystarczy samo podnoszenie jakości mleka. Potrzebna jest współpraca gospodarstw z przetwórcami i lepsze dopasowanie całego łańcucha dostaw do popytu.
– Musimy współpracować z przetwórcami i produkować takie produkty, w których maksymalizujemy wartość wszystkiego, co oferujemy – podkreślał Wyrzykowski.
Jakość kosztuje, ale klient nie chce przepłacać
Strategia oparta na jakości ma jednak swoje ograniczenia. Europejski konsument również jest coraz bardziej wrażliwy na ceny.
Wyrzykowski wskazywał, że europejski sektor musi jednocześnie spełniać wymagania związane z jakością i zrównoważonym rozwojem, ale nie może ignorować ceny produktu.
To trudne zadanie dla europejskich producentów. Ponoszą koszty związane z wymaganiami regulacyjnymi, ale nie zawsze mogą w pełni przenieść je na cenę produktu.
Dlatego o przyszłości sektora zdecyduje nie tylko wielkość produkcji, lecz również zdolność do uzyskiwania odpowiedniej wartości z każdego kilograma mleka.
Polska nie wygra kopiując USA. Potrzebuje własnego modelu
Europejskie mleczarstwo nie jest jednolite. Polska ma inną strukturę gospodarstw niż Francja, Niemcy czy Irlandia, a różnice dotyczą także kosztów i warunków produkcji. – Bardzo trudno znaleźć jedną strategię, która będzie pasowała do każdego kraju – zauważył Wyrzykowski.
Dlatego rozwiązania dla polskiego mleczarstwa muszą uwzględniać krajową strukturę gospodarstw i specyfikę produkcji.
Jednocześnie konkurencja jest globalna. USA, Nowa Zelandia, Argentyna czy Brazylia mają duży potencjał rozwoju produkcji mleka, z którym Europa będzie musiała się mierzyć.
Sama cena mleka już niczego nie mówi
W warunkach dużej zmienności coraz większe znaczenie mają dane. Wyrzykowski przekonywał, że informacje i nowe technologie, w tym sztuczna inteligencja, mogą pomagać lepiej oceniać sytuację i ograniczać ryzyko.
W praktyce dla gospodarstwa oznacza to dokładniejsze analizowanie kosztów i opłacalności produkcji. Sama cena skupu mleka nie wystarczy do oceny sytuacji ekonomicznej.
Trzeba uwzględniać m.in. koszty pasz, energii, nawozów, pracy i inwestycji. – Musimy być w stanie to mierzyć i kwantyfikować – podkreślał Wyrzykowski.
Cena spadnie, koszty wzrosną – gospodarstwo musi być gotowe na oba scenariusze
Niepewność dotycząca rynku, kosztów i polityki sprawia, że planowanie na kilka lat do przodu jest coraz trudniejsze. Jednocześnie właśnie dlatego trzeba przygotowywać różne warianty rozwoju.
Dotyczy to również gospodarstw rolnych. Przy planowaniu inwestycji warto odpowiedzieć sobie na pytanie, jak gospodarstwo poradzi sobie przy niższej cenie mleka, wyższych kosztach pasz czy energii oraz przy zmianach regulacyjnych.
– Kiedy planujecie strategie na przyszły rok, pięć czy dziesięć lat, opracujcie różne scenariusze i bądźcie na nie przygotowani – apelował.
Takie podejście może mieć szczególne znaczenie przy dużych inwestycjach. Im większe zadłużenie i koszty stałe gospodarstwa, tym mniejszy margines błędu przy zmianie ceny mleka.
Krzysztof Zacharuk
