Kryzys na rynku mleka odczuwają też przetwórcy
Jesteśmy po roku kryzysu na rynku mleka. Jak Pani ocenia sytuację na rynku mleka?
– Rok kryzysu za nami. My, mleczarze, myśleliśmy, że we wrześniu sytuacja się poprawi. Choć zaczęło pojawiać się małe światełko w tunelu, na rynku nadal panuje stagnacja. Największą bolączką są jednak koszty. Rolnicy oczekują wyższej zapłaty za mleko, ponieważ ich koszty również wzrosły. Dziś cierpi zarówno baza surowcowa, jak i przetwórstwo.
Jak wygląda wzrost kosztów energii w spółdzielni?
– W tej chwili mamy jeszcze to szczęście, że podpisaliśmy umowę na dość dogodnych warunkach, ale obowiązuje ona do końca roku. Później zobaczymy, co będzie dalej. Sytuacja wojenna na świecie nie nastraja nas optymistycznie.
Ponad 200 dostawców i ok. 100 tys. l mleka skupionego dziennie
Proszę powiedzieć o Michowiance. Ilu macie dostawców, ile mleka skupujecie i z jakiego terenu?
– Mamy ponad 200 dostawców i kupujemy około 100 tys. litrów mleka dziennie. Surowiec pochodzi głównie z Lubelszczyzny, ale także z województwa mazowieckiego. Myślę, że przeważa tutaj region czystej, ekologicznej Lubelszczyzny.
Przerabiacie całe mleko w spółdzielni czy zdarzają się jakieś przerzuty?
– Sprzedaż mleka przerzutowego odbywa się bardzo rzadko.
Ile surowca przeznaczacie na produkcję twarogu, a ile na sery?
– To mniej więcej pół na pół. Sery trafiają do sieci handlowych, a twaróg do hurtowni. Byliśmy obecni w akcjach promocyjnych w Biedronce i Lidlu, aczkolwiek z twarogiem znacznie trudniej przebić się do sieci.
Michowianka realizuje inwestycje z KPO i planuje nowe inwestycje
Niedawno Michowianka zrealizowała inwestycję z KPO?
– Za ponad 3 mln zł kupiliśmy linię do plastrowania sera. Dzięki temu możemy znacząco zwiększyć naszą ofertę. Badaliśmy rynek i stwierdziliśmy, że konsumenci potrzebują wygody oraz sera w plastrach. Skorzystaliśmy więc z dofinansowania ze środków KPO i uruchomiliśmy nową linię do plastrowania. To dopiero początek produkcji sera plastrowanego. Trudno jeszcze mówić o proporcjach między serem plastrowanym a sprzedawanym w kawałkach. Jako Michowianka uczymy się plastrowania, ale cały czas rozwijamy ten produkt.
Czy macie jeszcze jakieś plany inwestycyjne?
– Złożyliśmy wniosek o dofinansowanie. Myślimy o odzysku ciepła z serwatki kwaśnej i słodkiej, a także o instalacji fotowoltaicznej, ponieważ koszty energii są coraz wyższe.
8 rodzajów sera Hipokryta podbija rynek
Michowianka ma bardzo charakterystyczny produkt. Skąd wzięła się jego nazwa i jak obecnie wygląda wasza oferta?
– Mówimy o rozwijanej przez nas marce sera Hipokryta. Chcieliśmy, żeby nazwa była kontrowersyjna i przyciągała uwagę, a jednocześnie nie była oczywista. Hipokryta nie kojarzy się z niczym dobrym, ale nazwa nawiązuje do różnych obliczy sera i dodatków. Produkujemy sery z żurawiną, zielonym pieprzem, przyprawami, kurkami – każdy smakuje inaczej.
Ile rodzajów Hipokryty obecnie produkujecie?
– W tej chwili mamy osiem rodzajów, ale jesienią pojawią się jeszcze dwie nowości. W ten sposób dojdziemy do dziesięciu wariantów.
Do kogo trafia Hipokryta? Gdzie konsument może kupić ten ser?
– Hipokryta trafia do sieci handlowych. Jesteśmy na stałe obecni w Biedronce, Dino i Kauflandzie. Rozmawiamy także z Aldi i Lidlem. Można nas znaleźć na półkach praktycznie w całym kraju.
Który rodzaj Hipokryty sprzedaje się najlepiej?
– Najwięcej produkujemy sera z orzechami włoskimi, być może dlatego, że jest najdłużej na rynku. To był pierwszy wariant i konsumenci zdążyli się do niego przyzwyczaić. Bardzo dobrze sprzedają się również sery z kurkami i borowikami.
Michowianka na mlecznych imprezach
W tym roku uczestniczyliście w Święcie Sera w Olsztynie, organizowanym przez Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, a dokładniej Wydział Nauk o Żywności. Zdobyliście tam cenne nagrody. Jak Pani ocenia to wydarzenie?
– Byliśmy na Święcie Sera po raz czwarty. Oceniam je bardzo dobrze. To profesjonalnie przygotowana impreza, która daje nam możliwość spotkania z kontrahentami, klientami i kolegami z branży. Uważam, że takie spotkania są mleczarzom bardzo potrzebne.
Środowisko mleczarskie kiedyś spotykało się na MlekoExpo, dziś nie ma już MlekoExpo. Niedawno odbyły się targi Polagra Food, na których obecne były cztery spółdzielnie mleczarskie i jeden prywatny przetwórca. Czy Pani zdaniem takie imprezy są potrzebne?
– Uważam, że imprezy takie jak targi czy Święto Sera są potrzebne, ponieważ możemy się spotkać, porozmawiać i wymienić poglądy. Potrzebny jest nam także kontakt z klientem. To my jesteśmy dla klientów – odwiedzają oni nasze stoiska, mogą nas zobaczyć, porozmawiać z nami i spróbować naszego sera. Później przekłada się to również na sprzedaż, która z pewnością wzrasta.
Formaty sklepów detalicznych dominujące w Polsce powodują zawężenie oferty mleczarskiej. Kiedy wejdziemy do przeciętnej Biedronki czy Lidla, znajdziemy tam kilka rodzajów jogurtów, kilka rodzajów sera, dwie – trzy marki masła i podobną liczbę rodzajów mleka spożywczego.
– I tak jakby na tym kończyło się polskie mleczarstwo. Tymczasem polskie mleczarstwo potrafi odkrywać nowe karty i wprowadzać innowacyjne produkty, takie jak sery z żurawiną czy zielonym pieprzem, co początkowo może wydawać się niemożliwe. Zielony pieprz świetnie komponuje się z serem i nadaje mu wyjątkowego smaku. Jeśli konsument ma możliwość spróbowania takiego produktu, wraca do niego, ponieważ mu odpowiada.
Michowianka to tradycja czy nowoczesność?
– I jedno, i drugie. Korzystamy ze znaku „Jakość i Tradycja”, ponieważ produkujemy wyroby, których receptury mają co najmniej 50 lat. Dotyczy to Twarożku Babuni półtłustego i tłustego z Michowa oraz masła z Michowa. Cały czas bazujemy na tych recepturach, przekazujemy je kolejnemu pokoleniu i jesteśmy z nich dumni. Nie chcemy, a nawet nie możemy, niczego w nich zmieniać.
Nowoczesność to z kolei nowe smaki serów. Odkrywamy je na nowo i pokazujemy, że nasz ser może być z żurawiną, zielonym pieprzem czy orzechami, jednocześnie oddając cześć tradycji.
Dziękuję za rozmowę. Wraz z Marzeną Ligenzą, wiceprezes Spółdzielni Mleczarskiej Michowianka, życzymy wszystkim smacznego Hipokryty.
