– Jeśli odpowiednio dobieramy nasienie buhajów, to nie tylko przyspieszamy postęp genetyczny, ale też uzyskujemy krowy kompletne. Oczywiście zależy nam zarówno na cechach funkcjonalnych, zdrowotnych, jak i produkcyjnych, bo to musi iść w parze. Przez 15 lat prowadzenia oceny użytkowości w naszym stadzie średnią wydajność laktacyjną za 305 dni zwiększyliśmy z 8 tys. do 13 600 kg mleka – przyznał Sylwester Olkowicz.
Zatem wydajność mleczna jest imponująca, plasuje tę oborę na 3. miejscu w powiecie sierpeckim, według danych PFHBiPM, za 2025 rok, natomiast w minionych latach udawało się również być na pierwszym miejscu wśród obór mlecznych całego powiatu.
– Jałówek nam nie brakuje i oczywiście pomaga w tym stosowanie nasienia seksowanego, które znacznie zwiększa częstotliwość urodzeń cieliczek. Nasienie seksowane oczywiście stosujemy na sztukach młodych, czyli głównie jałówkach, gdzie skuteczność krycia jest najlepsza. Zabiegi inseminacji wykonuje lekarz weterynarii – zaznaczył hodowca.
Sprzedają buhajki na hodowlę
Co prawda Marta i Sylwester Olkowiczowie nie sprzedają jałówek, wszystkie idą na remont, ewentualnie powiększenie stada, ale za to sprzedają buhajki hodowlane na rozpłodniki do innych stad.
– Jeśli urodzi się buhajek po dobrej krowie i dobrym buhaju, to wyrabiamy mu dokumenty kwalifikujące do krycia krów i jałówek. I nie brakuje chętnych na takie buhajki, zwłaszcza wśród naszych znajomych, którzy wiedzą, że nasze zwierzęta reprezentują wysoki poziom hodowlany, jak i produkcyjny – wyjaśnił Sylwester Olkowicz.
Sam rolnik jednak nie stosuje krycia naturalnego, a nasienie zamawia z firmy Genomix. Szczególną uwagę przy doborze buhajów zwraca na takie cechy jak: zdrowotność oraz budowa i zawieszenie wymienia na czele z rozstawem strzyków.
– Dobierając buhaje nie patrzymy już na wydajność, która jest na zadowalającym poziomie. Najbardziej zależy nam na zdrowotności i to głównie rozumianej poprzez zdrowotność nóg. Ponieważ najlepszymi krowami w stadzie nie są te, które dają najwięcej mleka tzw. rekordzistki, u nas osiągające nawet 19 tys. kg mleka w laktacji. Najlepszymi krowami są te, które są niezauważalne, czyli te, z którymi jest najmniej problemów zdrowotnych, jak i tych związanych z rozrodem – wyjaśnił rolnik.
Stado wyrównane to atut
Dziś w stadzie Olkowiczów próżno szukać krów, które dają poniżej 11 tys. kg mleka w 305 dni laktacji, ale i rekordzistek jest też mniej niż kiedyś. Wynika to z zamierzonego celu hodowlanego, jakim było dojście do stada wyrównanego, tzn. aby jak największa liczba krów dawała ilość mleka w laktacji zbliżoną do średniej ze stada.
– Łatwiej jest zarządzać wyrównanym stadem, gdzie nie ma aż tak dużych odchyłów od średniej wydajności i nam takie stado udało się uzyskać, bo jeszcze raz powtórzę – rekordzistki to nie są najlepsze krowy, oczywiście te, które zaniżają znacznie wydajność też nie – stwierdził młody hodowca.
Krowy dojne utrzymywane są w oborze uwięziowej z 2013 roku. Mleko pozyskiwane dojarką przewodową Westfalia wyposażoną w 7 aparatów udojowych trafia do schładzalnika o pojemności 4250 l.
– Stół paszowy ma szerokość 5 m, a dawkę TMR zadajemy z pionowego jednoślimakowego paszowozu Strautmann, który pracuje u nas od niespełna roku i ma pojemność 12 m3. Zastąpił on starszą i wysłużoną maszynę, póki co jesteśmy zadowoleni z jego pracy. Natomiast obornik usuwamy za pomocą miniładowarki – powiedział Sylwester Olkowicz.
Dokarmiają z ręki w czterech porcjach
Tak naprawdę hodowcy zadają nie tyle TMR co PMR, ponieważ dokarmiają swoje krowy paszą treściwą zadawaną z ręki.
– Dokarmiamy wedle wydajności krowy, które dają najwięcej mleka, czyli znajdują się w okresie od wycielenia do potwierdzonego zacielenia. Dodatkową dawkę paszy treściwej zadajemy w czterech porcjach w ciągu dnia. Są to tak naprawdę dwie różne pasze. Jedna pasza to tzw. pasza rozdojeniowa, bardziej energetyczna zawierająca tłuszcze chronione. Druga pasza to standardowa pasza pełnoporcjowa o zawartości białka w przedziale 20–22%. Te pasze sporządzamy w gospodarstwie przy wykorzystaniu własnych śrut zbożowych i śruty kukurydzianej oraz komponentów z zakupu takich jak: poekstrakcyjne śruty sojowa i rzepakowa, koncentrat białkowy, dodatek mineralno-witaminowy, bufory i drożdże paszowe – wyliczył hodowca.
Jak ułatwić pobranie tłuszczy chronionych?
Sylwester Olkowicz długo borykał się z problemem małej smakowitości tłuszczy chronionych, co miało duży wpływ na ograniczenie ich pobrania przez krowy. Na początku testował tłuszcze chronione różnych producentów, ale nie miało to większego wpływu na różnice w pobraniu, dopiero dodanie do mieszanki treściwej, zawierającej tłuszcze chronione, śruty kukurydzianej oraz koncentratu białkowego o bardzo wysokich walorach smakowych, jak i zapachowych, pozwoliło rozwiązać ten problem i znacznie zwiększyć pobranie tłuszczy chronionych do optymalnej ilości.
– W skład dawki zadawanej z paszowozu wchodzą: sianokiszonka, kiszonka z kukurydzy, wysłodki buraczane, młóto browarniane, melasa, słoma, siano oraz część pasz treściwych w ilości 5 kg na sztukę. Dodatkowo z ręki maksymalnie dajemy też 5 kg paszy treściwej na krowę, co oznacza, że najwydajniejsze krowy pobierają 10 kg paszy treściwej dziennie – stwierdził Sylwester Olkowicz.
Nieustanne inwestycje
Prowadzenie gospodarstwa wiąże się z ciągłymi inwestycjami, co widać na przykładzie Marty i Sylwestra Olkowiczów. O oborze z 2013 roku już pisaliśmy. Potem rolnicy wybudowali budynek magazynowo-garażowy, o wymiarach 38 x 26 m. A przed rokiem dwie wiaty, jedną na maszyny i mieszczącą również suszarnię do ziarna zbóż, a drugą na słomę. Ta pierwsza ma wymiary 12 x 10 m, a druga 16 x 30 m.
– Własna suszarnia zasilana gazem daje nam większą niezależność przy sprzedaży ziarna kukurydzy, a ponadto mamy własne wysuszone ziarno, które następnie śrutujemy dla krów, a śruta kukurydziana jest energetyczną i bardzo smakowitą paszą – przyznał hodowca.
Dzięki wiacie na słomę, która mieści 1000 balotów, rolnicy mają stały dostęp do świeżej i pachnącej słomy wykorzystywanej zarówno do budowania struktury fizycznej dawki żywieniowej, jak i do ścielenia.
Ale inwestycje w budynki to nie wszystko, były też inwestycje maszynowe. Dziś w gospodarstwie pracują nowoczesne ciągniki, wśród których są trzy marki Fend (o mocy 120, 140 i 220 KM) oraz dwa marki John Deer (o mocy 100 i 105 KM).
Andrzej Rutkowski
