Szarek komośnikKrzysztof Janisławski
StoryEditorGłos rolnika

„Wczoraj go nie było, jutro zje plantację”. Rolnicy boją się szkodnika

22.04.2026., 16:30h

Na Lubelszczyźnie znów narasta niepokój wśród plantatorów buraka cukrowego. Sygnały o pojawieniu się szarka komośnika już są, a rolnicy, nauczeni doświadczeniem z ubiegłego roku, wiedzą, że to nie jest problem, który można przeczekać. To ryzyko strat liczonych w tysiącach złotych na hektar.

Szarek komośnik – szkodnik, który nie daje czasu na reakcję

Szarek komośnik nie pojawił się nagle. W regionach przygranicznych, czyli powiatach hrubieszowskim, tomaszowskim czy zamojskim, jego presja rosła już w ubiegłym sezonie. Efekt? Nawet 70–80% uszkodzonych plantacji i konieczność przesiewów.

– To nie jest taki szkodnik, że się go zobaczy i zdąży zareagować. Wczoraj go nie było, a jutro może już zjeść plantację – podkreśla rolnik z okolic Zamościa Antoni Skura.

Szkodnik atakuje młode rośliny, gdy tylko pojawią się zielone części nad ziemią i nie ogranicza się już tylko do buraka. W ubiegłym roku rolnicy zgłaszali szkody także w fasoli i marchwi.

Koszty uprawy buraka cukrowego rosną, skuteczność ochrony spada

Problem w tym, że rolnicy zostali praktycznie bez skutecznych narzędzi do walki. Środki ochrony roślin, które kiedyś działały, zostały wycofane kilka lat temu. Te, które są dopuszczone dziś, według plantatorów działają w ograniczonym zakresie.

– Skuteczność tych środków to może 30%. To jest za mało przy takiej skali zagrożenia – mówi Skura.

Tymczasem koszty produkcji nie maleją. Same nasiona to wydatek rzędu ok. 1800 zł/ha. Do tego nawozy, paliwo, zabiegi ochronne, które są coraz droższe i których potrzeba coraz więcej.

– Na hektar trzeba wysypać około dwóch ton nawozu. Do tego cztery zabiegi na choroby grzybowe. To jest inwestycja o bardzo wysokim nakładzie. Nie możemy sobie pozwolić na takie ryzyko – dodaje.

Przesiewy upraw buraka cukrowego coraz mniej realne

W ubiegłym roku na Lubelszczyźnie przesiano ok. 2 tys. hektarów buraka. Dziś rolnicy coraz poważniej myślą o tym, że jeśli sytuacja z szarkiem się powtórzy, to nie będzie ich stać na to, by przesiać plantacje.

Ceny kontraktów również nie pomagają. Jeszcze dwa lata temu było to ok. 46 euro/t. W tym roku będzie to nawet mniej niż 30 euro/t

– U mnie będzie to 28 euro/t – relacjonuje rolnik.

Paradoks rynku: produkujemy więcej, a i tak importujemy

Sytuacja na rynku cukru tylko pogłębia frustrację plantatorów buraka cukrowego. Jak mówi rolnik, Polska produkuje więcej cukru, niż zużywa, bo jest to ok. 2 mln ton przy konsumpcji na poziomie 1,5 mln ton. Nadwyżki trzeba eksportować, a jednocześnie na rynek trafia cukier z importu.

– To jest dla nas niezrozumiałe. Skoro mamy nadwyżkę, to po co jeszcze sprowadzać cukier z zewnątrz? – pyta Skura.

Rolnik wskazuje, że taka polityka uderza bezpośrednio w opłacalność produkcji i stabilność całego sektora.

Mniej buraka na polach

Efekt? Ograniczenie zasiewów. Na Zamojszczyźnie kontraktacja spadła o 10–15%.

– Ludzie po prostu się wycofują. Nie chcą ryzykować kolejnego sezonu z takim zagrożeniem – przyznaje rolnik.

Nie tylko ekonomia – chodzi o cały system uprawy

Zdaniem rolnika, zniknięcie buraka z pól to nie tylko problem dla cukrowni. To także poważne konsekwencje dla samego rolnictwa.

– Burak to bardzo ważna roślina w zmianowaniu. Poprawia strukturę gleby, zostawia dużo materii organicznej. Bez niego zaczyna się dominacja zbóż i to zaburza cały system – tłumaczy Skura.

Jak wskazuje, podobny scenariusz już przerabiano z ziemniakami czy roślinami strączkowymi, które zniknęły z wielu gospodarstw.

Skura: „To może być jedna z ostatnich kampanii”

Rolnik nie kryje obaw o przyszłość.

– Jeśli taka sytuacja jak w ubiegłym roku się powtórzy, to wielu gospodarzy nie podpisze kolejnych kontraktów. To może być jedna z ostatnich kampanii w takiej skali – mówi wprost plantator.

I dodaje, że jednym ze sposobów przeciwdziałania szarkowi komośnikowi może być czasowe dopuszczenie wycofanych wcześniej środków, a w praktyce bardzo skutecznych. Rolnicy czekają na takie rozwiązanie, gdyż jak mówi, pewne zobowiązania ministerstwa rolnictwa w tym zakresie były. 

Apel rolników jest jasny: potrzebne są skuteczne narzędzia ochrony i realne wsparcie, zanim problem wymknie się spod kontroli.

– Szarek to tylko jeden element. Ale może być tym, który przechyli szalę i zlikwiduje produkcję buraka w regionie się powtórzy podsumowuje Skura.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
22. kwiecień 2026 16:32