Szarek komośnik – szkodnik, który nie daje czasu na reakcję
Szarek komośnik nie pojawił się nagle. W regionach przygranicznych, czyli powiatach hrubieszowskim, tomaszowskim czy zamojskim, jego presja rosła już w ubiegłym sezonie. Efekt? Nawet 70–80% uszkodzonych plantacji i konieczność przesiewów.
– To nie jest taki szkodnik, że się go zobaczy i zdąży zareagować. Wczoraj go nie było, a jutro może już zjeść plantację – podkreśla rolnik z okolic Zamościa Antoni Skura.
Szkodnik atakuje młode rośliny, gdy tylko pojawią się zielone części nad ziemią i nie ogranicza się już tylko do buraka. W ubiegłym roku rolnicy zgłaszali szkody także w fasoli i marchwi.
Koszty uprawy buraka cukrowego rosną, skuteczność ochrony spada
Problem w tym, że rolnicy zostali praktycznie bez skutecznych narzędzi do walki. Środki ochrony roślin, które kiedyś działały, zostały wycofane kilka lat temu. Te, które są dopuszczone dziś, według plantatorów działają w ograniczonym zakresie.
– Skuteczność tych środków to może 30%. To jest za mało przy takiej skali zagrożenia – mówi Skura.
Tymczasem koszty produkcji nie maleją. Same nasiona to wydatek rzędu ok. 1800 zł/ha. Do tego nawozy, paliwo, zabiegi ochronne, które są coraz droższe i których potrzeba coraz więcej.
– Na hektar trzeba wysypać około dwóch ton nawozu. Do tego cztery zabiegi na choroby grzybowe. To jest inwestycja o bardzo wysokim nakładzie. Nie możemy sobie pozwolić na takie ryzyko – dodaje.
Przesiewy upraw buraka cukrowego coraz mniej realne
W ubiegłym roku na Lubelszczyźnie przesiano ok. 2 tys. hektarów buraka. Dziś rolnicy coraz poważniej myślą o tym, że jeśli sytuacja z szarkiem się powtórzy, to nie będzie ich stać na to, by przesiać plantacje.
Ceny kontraktów również nie pomagają. Jeszcze dwa lata temu było to ok. 46 euro/t. W tym roku będzie to nawet mniej niż 30 euro/t
– U mnie będzie to 28 euro/t – relacjonuje rolnik.
Paradoks rynku: produkujemy więcej, a i tak importujemy
Sytuacja na rynku cukru tylko pogłębia frustrację plantatorów buraka cukrowego. Jak mówi rolnik, Polska produkuje więcej cukru, niż zużywa, bo jest to ok. 2 mln ton przy konsumpcji na poziomie 1,5 mln ton. Nadwyżki trzeba eksportować, a jednocześnie na rynek trafia cukier z importu.
– To jest dla nas niezrozumiałe. Skoro mamy nadwyżkę, to po co jeszcze sprowadzać cukier z zewnątrz? – pyta Skura.
Rolnik wskazuje, że taka polityka uderza bezpośrednio w opłacalność produkcji i stabilność całego sektora.
Mniej buraka na polach
Efekt? Ograniczenie zasiewów. Na Zamojszczyźnie kontraktacja spadła o 10–15%.
– Ludzie po prostu się wycofują. Nie chcą ryzykować kolejnego sezonu z takim zagrożeniem – przyznaje rolnik.
Nie tylko ekonomia – chodzi o cały system uprawy
Zdaniem rolnika, zniknięcie buraka z pól to nie tylko problem dla cukrowni. To także poważne konsekwencje dla samego rolnictwa.
– Burak to bardzo ważna roślina w zmianowaniu. Poprawia strukturę gleby, zostawia dużo materii organicznej. Bez niego zaczyna się dominacja zbóż i to zaburza cały system – tłumaczy Skura.
Jak wskazuje, podobny scenariusz już przerabiano z ziemniakami czy roślinami strączkowymi, które zniknęły z wielu gospodarstw.
Skura: „To może być jedna z ostatnich kampanii”
Rolnik nie kryje obaw o przyszłość.
– Jeśli taka sytuacja jak w ubiegłym roku się powtórzy, to wielu gospodarzy nie podpisze kolejnych kontraktów. To może być jedna z ostatnich kampanii w takiej skali – mówi wprost plantator.
I dodaje, że jednym ze sposobów przeciwdziałania szarkowi komośnikowi może być czasowe dopuszczenie wycofanych wcześniej środków, a w praktyce bardzo skutecznych. Rolnicy czekają na takie rozwiązanie, gdyż jak mówi, pewne zobowiązania ministerstwa rolnictwa w tym zakresie były.
Apel rolników jest jasny: potrzebne są skuteczne narzędzia ochrony i realne wsparcie, zanim problem wymknie się spod kontroli.
– Szarek to tylko jeden element. Ale może być tym, który przechyli szalę i zlikwiduje produkcję buraka w regionie się powtórzy podsumowuje Skura.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
