Paweł Talbierz z firmy Corteva prowadzący kanał e-poleMarek Kalinowski
StoryEditorRzepak i rośliny oleiste

Rzepak stał w miejscu, teraz ma kilka dni. „Jeden zabieg zdecyduje o plonie”

14.04.2026., 13:30h

Jeszcze 1 kwietnia br., kiedy wspólnie z Pawłem Talbierzem z firmy Corteva, prowadzącym kanał e-pole i z Patrykiem Jankowskim – właścicielem firmy AgroDoradca, spotkaliśmy się na plantacji rzepaku w Rutkowicach należącej do OHZ w w Chodeczku, rośliny stały w miejscu.

Na kolekcji odmian z doświadczeniami gęstości punktowego siewu w technologii strip-till udało się na początku marca zastosować startowe nawożenie azotem. Azot w formie RSM32 poszedł w całości w jednej dawce – 180 kg N/ha. Kto w okolicy stosował nawozy stałe, nie widzi efektu, bo ostatni opad deszczu w ilości zaledwie 12 mm miał tutaj miejsce 27 lutego. Od tamtej pory do 1 kwietnia nie padało. Jakie były planowane zabiegi. Jakie są zagrożenia? Jak wyglądały rzepaki w innych lokalizacjach białych Kujaw?

image
Na pierwszym planie samosiewy zbożowe. To jednak mały placyk. Plantacja jest czysta od chwastów. Wielu rolników musi jednak wykonać korekcyjne odchwaszczanie rzepaku
FOTO: Marek Kalinowski

Stan rzepaków zróżnicowany, ale sezon nie jest stracony

Nasze spotkanie i rozmowy zainteresowani mogą obejrzeć na kanale e-pole. Ciekawe są uwagi Patryka Jankowskiego i jego analiza rozpoczętego sezonu. Jak podkreślał – niepozorny wygląd plantacji może dziś mylić. Rzepak na wielu polach długo sprawiał wrażenie słabego, przyhamowanego i nierównego, ale to jeszcze nie oznacza straconego sezonu. O powodzeniu uprawy nie zdecyduje już sama zima, lecz to, co rolnicy zrobili i zrobią teraz. Najbliższe dni będą kluczowe dla regulacji, nawożenia dolistnego, być może kolejnej ochrony przed chowaczami i przygotowania plantacji do dalszej walki o plon.

W rejonie Włocławka wiele plantacji rzepaku dopiero na dzień 1 kwietnia odbudowywało jeszcze rozetę. Wiosenny start był wyraźnie opóźniony, a rośliny jeszcze do niedawna miały bardzo małą powierzchnię asymilacyjną. Jak podkreśla Patryk Jankowski, obecny obraz pola trzeba oceniać ze spokojem.

– Rzepaki się odbudowują, teraz są w fazie odbudowy rozety – mówi Patryk Jankowski. I dodaje, że taki stan plantacji widać właściwie dopiero od kilku dni, bo wcześniej ich rozwój był wyraźnie przyhamowany.

image
Patryk Jankowski – właściciel firmy AgroDoradca uważa, że w tym roku w rzepaku kluczem do satysfakcjonujących plonów będzie wsparcie regeneracji roślin, wczesny zabieg regulacji i wczesne zwalczanie zgnilizny twardzikowej
FOTO: Marek Kalinowski

Powodem spowolnionej, pełzającej wegetacji i regeneracji był nie tylko przebieg pogody, ale przede wszystkim niska temperatura gleby. Nawet jeśli w dzień robiło się cieplej, korzeń wciąż pracował wolno, a rośliny nie pobierały składników pokarmowych tak intensywnie, jak można by oczekiwać. To właśnie dlatego wiele pól tak długo nie reagowało na pierwsze nawożenie azotowe. Drugi powód to oczywiście brak deszczu.

Zobacz WIDEO:

Wczesny azot dał wyraźną przewagę w uprawie rzepaku

Tam, gdzie azot podano wcześnie, rzepak ruszył lepiej. Jeszcze wyraźniej widać przewagę plantacji dobrze odżywionych już jesienią. Patryk Jankowski zwraca uwagę, że najlepszy efekt dały pola, na których rośliny mogły skorzystać ze składników jeszcze przed zimą albo bardzo wcześnie na przedwiośniu. Jednocześnie zaznacza, że bez opadów część azotu nadal będzie działała wolniej.

Plantacje rzepaku nie są złe, ale są nierówne. Największe problemy są na plantacjach zasianych po terminie. To właśnie takie pola, słabsze już jesienią, najgorzej poradziły sobie z zimą. Jak ocenia doradca, straty nie są jednak masowe. Pojedyncze plantacje, maksymalnie około 5 procent, wypadły. To właśnie te zasiane po terminie, czyli z zasady słabe z płytkim korzeniem i mniejszymi rozetami.

– Na wielu plantacjach rokujących trzeba jeszcze powalczyć o dobre plony i nie można pozwolić sobie na spóźnione decyzje. Szczególnie dotyczy to ochrony przed chowaczem. W tym sezonie, podobnie jak w wielu poprzednich latach, o powodzeniu zabiegu decyduje bardzo krótkie okno czasowe. To często jest lub już była kwestia jednego, dwóch dni do wykonania zabiegu – mówi Patryk Jankowski. W dużych gospodarstwach, gdzie wykonanie oprysku wymaga dobrej organizacji, taki moment bardzo łatwo przeoczyć. Chowacze być może nie powiedziały w tym sezonie ostatniego słowa. Na wielu plantacjach opryski były potrzebne w pierwszym tygodniu marca. Potem warunki termiczne przygasiły ich aktywność, ale chowacz czterozębny może jeszcze szkodzić.

Patryk Jankowski współpracuje i doradza w wielu gospodarstwach w tym rejonie. Nie ogranicza monitoringu szkodników wyłącznie do jednego żółtego naczynia ustawionego przy własnym polu. Dużo lepszy obraz daje porównanie obserwacji z kilku gospodarstw w okolicy. Naloty chowacza bywają lokalnie bardzo zróżnicowane i właśnie ta wymiana informacji często decyduje o trafieniu z terminem skutecznego zabiegu.

Regulacja łanu będzie kluczowym zabiegiem w uprawie rzepaku

Równie ważnym zadaniem jest regulacja łanu. Od naszego spotkania wielu plantatorów pewnie ją wykonało, ale w Polsce wygląda to różnie. Chłody wszystko hamowały, ale po nich rzepak może bardzo szybko przyspieszyć, jeśli tylko pojawi się kilka cieplejszych dni.

– I właśnie to budzi największy niepokój praktyków. Rośliny, które długo stały w miejscu, potrafią nagle wejść w fazę intensywnego wzrostu i uciec z właściwą fazą w dwa dni – ostrzega Patryk Jankowski.

Zdaniem Patryka Jankowskiego, jak i Pawła Talbierza, rzepaki trzeba regulować raczej wcześniej niż później. Celem nie jest tylko ograniczenie wzrostu pędu głównego, ale przede wszystkim pobudzenie rozwoju pędów bocznych i lepsze zbudowanie łanu. Jeśli konkretne ocieplenie rzeczywiście nadejdzie, pole może zmieniać się z dnia na dzień, a opóźnienie zabiegu szybko odbije się na późniejszym pokroju roślin.

W dniu 1 kwietnia na 22-hektarowej plantacji rzepaku w Rutkowicach można było znaleźć dosłownie kilka roślin z widocznie wydłużającym pędem głównym. Jeszcze wtedy pilna była pomoc w regeneracji niż pośpiech z regulacją, a szczególnie na plantacjach, gdzie rzepak długo pozostawał osłabiony po zimie i dopiero odbudowywał aparat liściowy. W takich warunkach warto postawić na dokarmianie dolistne oparte na mikro- i makroelementach, z wyraźnym akcentem na bor. W tle pozostaje też temat fosforu, którego pobieranie z zimnej gleby jest wyraźnie ograniczone, wręcz zablokowane. To jeden z tych sezonów, w których dobrze zaplanowana regeneracja może okazać się równie ważna jak klasyczna ochrona.

Zbyt późne wykonanie zbiegu na płatek najczęstszym błędem rolników

Ochrona fungicydowa także wymaga dużej uwagi. Na części pól wykonano już pierwszy zabieg czyszczący, oparty na siarce i miedzi. Zbliża się czas na T1 (z regulacją), a później na przygotowanie plantacji do ochrony przed zgnilizną twardzikową. To właśnie ta choroba, obok wiosennych błędów agrotechnicznych, może najmocniej ograniczyć końcowy wynik plonowania.

Patryk Jankowski podkreśla, że najczęstszym błędem jest zbyt późne wykonanie zabiegu na płatek. Wielu rolników nadal czeka do momentu, gdy opadanie płatków jest już dobrze widoczne. Tymczasem wtedy skuteczna ochrona często jest już spóźniona. Zdaniem doradcy, w przypadku zgnilizny twardzikowej lepiej wykonać zabieg nieco za wcześnie niż jeden dzień za późno.

Najlepszy moment przypada zwykle na fazę luźnego pąka i początek kwitnienia, gdy pierwsze kwiaty są już widoczne na plantacji. Jeśli zapowiada się okres suchy, można jeszcze nieco skorygować termin, ale nie wolno czekać do chwili, gdy płatki zaczną masowo opadać na liście. W ochronie rzepaku przed tą chorobą nie ma dziś miejsca na pozorne oszczędności. Różnica w koszcie między rozwiązaniem przeciętnym a mocnym jest znacznie mniejsza niż potencjalna strata plonu.

Doświadczenia związane z obsadą roślin

Ciekawych wniosków dostarczają też doświadczenia związane z obsadą roślin założone tutaj przez Patryka Jankowskiego w kolekcji odmian na 22-hektarowej plantacji. W technologii siewu punktowego coraz lepiej sprawdzają się umiarkowane normy wysiewu. Przy bardzo wczesnym siewie dobrze funkcjonuje obsada rzędu 25 roślin na metr kwadratowy, a w terminie optymalnym około 30. To kolejny sygnał, że w nowoczesnej uprawie rzepaku nie zawsze więcej znaczy lepiej.

image
Kolekcja odmian rzepaku i doświadczenia z jego zagęszczeniem są założone w technologii siewu punktowego strip-till. Atutem zestawu jest, że siew realizowany jest w obniżonej bruździe. To chroni rozety przed wysmalaniem i tam zawsze jest lepsza izolacja warstwy śniegu przed bezpośrednim oddziaływaniem mrozu
FOTO: Marek Kalinowski

W założonym doświadczeniu i z uwagi na zmienność glebową w kilku powtórzeniach w każdej odmianie (m.in. 10 odmian Pioneer i wiele z innych firm) testowana jest standardowa norma wysiewu punktowego 37 nasion/m2 oraz gęstości: 25, 35 i 45 sztuk/m2. Efekty można będzie zobaczyć na zaplanowanych na czerwiec Dniach Pola.

Tegoroczna wiosna jest wymagająca, ale jeszcze niczego ostatecznie nie rozstrzygnęła. Na wielu polach rzepak nie wygląda idealnie, lecz nadal może zbudować dobry plon. Warunek jest jeden: trzeba działać szybko, precyzyjnie i bez odkładania decyzji na później. W tym sezonie o wyniku nie przesądzi to, jak rośliny wyszły z zimy, lecz to, czy gospodarz zdąży zrobić właściwy zabieg we właściwym momencie. Straty po zimie są. Jak już powiedział Patryk Jankowski – w rzepaku to ok.5% plantacji. Pszenica, pszenżyto i żyto wyszły z zimy właściwie bez strat. Niestety, na białych Kujawach wypadło 50% plantacji jęczmienia ozimego. Nie przetrwała właściwie żadna plantacja niszowego owsa ozimego.

Marek Kalinowski

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
14. kwiecień 2026 13:31