Rolnicy mają problem z dojazdem do pól z powodu braku mostkówKulikowski, Majewski/Canva
StoryEditorInterwencja

Miał 15 minut do pola, teraz jedzie 1,5 godziny. "Bele zwozimy nocami"

18.08.2026., 18:30h

– Miałem na pole 6 km, a mam 25 km – mówi Daniel Mierzejewski, rolnik z Tykocina. Rolnicy z gmin Choroszcz i Tykocin od kilku lat nie mogą korzystać z przeprawy w Pańkach nad starorzeczem Narwi. Zamiast krótkiego przejazdu czekają ich długie objazdy, a odpowiedzialność za odbudowę mostków wciąż pozostaje przedmiotem dyskusji między instytucjami.

Brak przejazdu do własnych pól drogą na skróty

Najpierw były betonowe przepusty, następnie trzy drewniane mostki, potem remonty wadliwej konstrukcji, a na koniec nastąpił brak przejazdu, który trwa już kilka lat – tak w skrócie można opisać problem, z którym mierzą się nie tylko mieszkańcy i turyści, ale przede wszystkim rolnicy z Podlasia. 

W miejscowości Pańki (gm. Choroszcz) nad starorzeczem Narwi jeszcze w czasach komunistycznych powstały trzy betonowe przepusty pierwotnie wykorzystywane przez pracowników melioracyjnych do dojazdu do budowy jazu. Po jej zakończeniu, dzięki pozostawieniu prowizorycznych budowli na miejscu, rolnicy i mieszkańcy mogli skracać drogę z Paniek do pobliskich Rzędzian (gm. Tykocin) oddzielonych naturalną granicą w postaci rzeki. Z czasem poprowadzono tamtędy również szlak Green Velo, czyli „najdłuższy szlak rowerowy prowadzący przez pięć województw we wschodniej Polsce, przebiegający przez woj. warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie i świętokrzyskie o łącznej długości blisko 2000 km”. Z przejazdu korzystali również pracownicy i dzierżawcy Narwiańskiego Parku Narodowego.

– Jeszcze za czasów komunistycznych położono tam trzy stalowe rury o średnicy dwóch metrów, przysypano je ziemią i wyłożono betonowymi płytami. To rozwiązanie sprawdzało się przez dziesiątki lat. Jednak Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków otrzymało zgodę na rozebranie tych przepustów i postawienie trzech drewnianych mostków, które miały służyć przez minimum 40 lat – wytrzymały o wiele mniej. Potem zaczęły się awarie. Jeden z mostków był remontowany i ostatecznie zmieniono trasę szlaku Green Velo, a PTOP wystąpił o zgodę na rozbiórkę drewnianych mostków z uwagi na ich zły stan techniczny, natomiast mieszkańcy, turyści i rolnicy zostali bez przejazdu. Jeździmy na pola okrężną drogą od kilku ładnych lat – opowiada rolnik ze wsi Rzędziany Paweł Kulikowski.

Historia drewnianych mostków

Dlaczego PTOP zbudował drewniane mostki?

Jak wynika z opracowania „Ocena efektów renaturalizacji strefy buforowej Narwiańskiego Parku Narodowego” wydanego przez PTOP w 2012 r., zastąpienie betonowych przepustów drewnianymi mostkami było jednym z kluczowych elementów programu renaturyzacji doliny Narwi. W ramach projektu odtworzono starorzecza oraz rozebrano zniszczony betonowy przepust przy starorzeczu Babino, aby zwiększyć dopływ wody z kierunku Rzędzian. Następnie w 2002 r. wyremontowano groblę Rzędziany–Pańki, a rok później niewielkie przepusty rurowe zastąpiono trzema drewnianymi mostkami o świetle 2, 3 i 4 metrów. Ich zadaniem było umożliwienie swobodnego przepływu wód, zwłaszcza podczas wiosennych wezbrań oraz ponowne napełnianie i uaktywnienie odtwarzanych starorzeczy, co miało przywrócić naturalne stosunki wodne w dolinie Narwi.

Dlaczego PTOP rozebrał drewniane mostki?

Edyta Kapowicz z PTOP w rozmowie z TVP3 Białystok w 2020 r. informowała, że drewniane mostki przede wszystkim miały służyć udrożnieniu i puszczeniu wody przez starorzecze znajdujące się w grobli oraz lokalnemu ruchowi pieszemu i rowerowemu. Zwracała jednocześnie uwagę, że konstrukcje nie były projektowane z myślą o ruchu samochodowym, jednak przez lata korzystali z nich również kierowcy. W efekcie drewniane mostki stopniowo uległy degradacji. Po interwencji Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Białymstoku PTOP został zobowiązany do ich pilnego remontu, który przeprowadzono, jednak nie rozwiązał on problemów związanych ze stanem technicznym obiektów. Ostatecznie w 2023 r., po uzyskaniu stosownych zgód, drewniane mostki zostały zdemontowane, a przejazd przez groblę przestał istnieć.

Jak dodaje, sam kosi trawę z 6 ha znajdujących się za rzeką i jak widać na poniższych zdjęciach, chcąc przeprawić się na pola, skrótem, po prostu grzęźnie.

Czytaj dalej pod FOTO:

Rolnicy jeżdżą na pola drogą dojazdową wzdłuż S8

Jak zgodnie twierdzą rolnicy z gmin Choroszcz i Tykocin, odkąd mostki zostały rozebrane, zbiór traw z łąk położonych w pobliżu Narwi zabiera im zdecydowanie więcej czasu. Dotychczas każdy z nich musiał pokonać trasę liczącą zaledwie kilka kilometrów, a korzystając z objazdu, pokonują trasę nawet kilkudziesięciu kilometrów. Dodatkowym problemem jest fakt, że zbiór traw paradoksalnie wymaga od nich większej liczby przejazdów na pole i z powrotem niż na grunty orne, w końcu nie wystarczy jechać i skosić, trzeba jeszcze kilkukrotnie przerzucić, zwinąć i zwieźć. Patrząc na aktualne ceny paliwa rolniczego i jego ilość, którą muszą zakupić rolnicy, a potem spalić, by móc dojechać na nadwarciańskie łąki, spokojnie starczyłoby im na godne wakacje, a przecież trzeba jeszcze doliczyć eksploatację ciągników i maszyn rolniczych. 

image
W tym miejscu znajdowały się najpierw betonowe przepusty, a następnie drewniane motki, które zostały rozebrane
FOTO: Daniel Mierzejewski

Rolnik ze Śliwna: „Miałem na pole 20 km, mam 40 km”

Łukasz Majewski jest rolnikiem z Tykocina (gm. Tykocin). Jak wyjaśnia, sianokiszonka zbierana przez niego z 5 ha łąk położonych na drugim brzegu Narwi jest mu niezbędna do wyżywienia 30 krów mlecznych. Z relacji rolnika wynika, że od momentu rozebrania mostków długość trasy, którą pokonywał w drodze na pole, zwiększyła się dwukrotnie. 

– Jadąc przez mostki na skróty miałem na pole 20 km, a teraz muszę jechać 40 km. Jeżdżę przez Choroszcz, gdzie zabudowa jest typowo mieszkalna i ruch nie jest przystosowany do jazdy maszyn rolniczych, a pozostali uczestnicy ruchu drogowego się denerwują – mówi Majewski. 

image
Z takim ładunkiem Łukasz Majewski ze Śliwna musi przemieszczać się wąskimi uliczkami miasteczka Choroszcz
FOTO: Łukasz Majewski

Rolnik opowiada, że w momencie, w którym wjeżdża do miasta ciągnikiem rolniczym z przyczepą obładowaną balotami, robi się armagedon. Ograniczenia prędkości i progi zwalniające powodują, że ciągnik musi je pokonywać z prędkością 2 km/h. Jak przyznaje, w tym roku po prostu zrezygnował z owijania bel i skorzystał z usługi zbioru traw przyczepą samozbierającą.

Majewski nie ukrywa, że chcąc przejechać przez Choroszcz z pełnym ładunkiem w czasie weekendu, musi się upewnić, czy w mieście nie odbywa się akurat żadna impreza masowa. 

– Im większy zestaw na drodze, tym większy ruch, a wiadomo, że nie każdy jest wyrozumiały i zjedzie na pobocze. Królów życia na drodze nie brakuje – dodaje. 

Rolnik z Tykocina: „Jadę na pole 1,5 godz.”

Z kolei Daniel Mierzejewski prowadzi gospodarstwo w Tykocinie (gm. Tykocin). Sianokiszonką powstałą z traw zebranych za Narwią karmi 15 szt. bydła opasowego. Jak przyznaje, dopóki mostki spełniały swoją funkcję, również skracał sobie nimi drogę do najpierw 15, a teraz 10 ha łąk. 

Miałem na pole 6 km, a mam 25 km. Człowiek marnuje czas, paliwo i jeszcze musi w Choroszczy na ludzi uważać. W obecnych warunkach jadę na pole 1,5 godz. – mówi Mierzejewski. 

Jak dodaje, obecny rok jest suchy, więc zbiory mogą okazać się mniejsze. W normalnych warunkach zdarza się, że musi jechać na pole od 6 do 8 razy, by zwieźć wszystkie baloty.

– Czasami dziennie muszę zrobić w sumie 150 km. Opony się zużywają i nikogo to nie obchodzi – dodaje. 

image
Rolnicy zbierają trawę na sianokiszonkę z łąk położonych po drugiej stroni Narwi
FOTO: Daniel Mierzejewski

Oddał łąki w dzierżawę, bo nie opłacało się dojeżdżać po plony

Natomiast Grzegorz Kozłowski jest rolnikiem z Rogowa (gm. Choroszcz). Jak przyznaje, rozbiórka mostków zmusiła go do wydzierżawienia 2 ha łąk, których jest właścicielem, koledze zza rzeki, ponieważ odkąd przejazd przestał być czynny, trasa, którą pokonywał, by dojechać na pole, zwiększyła się do 15 km.

– Nie opłacało mi się tam jeździć, więc oddałem ziemię w dzierżawę koledze z Sawina (gm. Tykocin). Gdyby mostki dalej funkcjonowały, to bym sobie tam kosił trawę na sianokiszonkę dla bydła, ale w obecnej sytuacji, to nie ma sensu – tłumaczy.

Kozłowski hoduje ok. 30 szt. bydła opasowego. Nie ukrywa, że wydzierżawiając ziemię za rzeką nic nie stracił, ale też nie zyskał.

– Kolega ze wsi oddał mi w dzierżawę taki sam areał i teraz mam ziemię blisko domu, ale gdybym nie wydzierżawił, to bym miał więcej, a nadwyżkę zawsze można byłoby sprzedać – przyznaje. 

Rolnik jeździ 10 km po sianokiszonkę dla krów

Jeszcze większą odległość pokonuje Mieczysław Stypułkowski prowadzący gospodarstwo w Babinie (gm. Choroszcz). Rolnik utrzymuje 30 szt. bydła mlecznego. Jak mówi, odkąd skrót jest nieczynny, musi dojeżdżać na pole drogą liczącą 10 km. 

– Za mostkami są łąki, z których zbieram trawę z ok. 5 ha. To nie jest tak, że na pole jedzie się raz i wszystko jest gotowe. Przecież najpierw trzeba skosić, potem rozbić, przerzucić, zwinąć, przywieźć i za każdym razem taka sama droga – mówi Stypułkowski. 

Rolnik miał na pole 4 km, teraz jeździ 29 km

W trudnej sytuacji znajduje się również Stanisław Klimaszewski rolnik ze wsi Konowały (gm. Choroszcz), który, odkąd mostki zostały rozebrane, jeździ na pole trasą liczącą 29 km, choć skrótem musiał pokonać zaledwie 4 km. Za Narwią ma 6 ha łąk, a powstałą z zebranych traw sianokiszonką karmi bydło mleczne i opasowe.

– Wcześniej jechałem 15 minut na łąkę, a teraz jadę ponad 1,5 godz., więc sam dojazd zajmuje mi o wiele więcej czasu, o cenach paliw nie wspominając. Przez miasto też jest mi ciężko się przeprawić, bo co skrzyżowanie, to próg zwalniający – tłumaczy. 

Rolnik zwozi bele w nocy, żeby nie tamować ruchu

Z kolei Tomasz Dołengiewicz prowadzi gospodarstwo w Rzędzianach (gm. Tykocin) i hoduje bydło opasowe. Żeby dojechać na pole, musi pokonać drogę liczącą 20 km. Nie ukrywa, że od pewnego czasu woli przewozić sianokiszonkę zebraną w bele przez Choroszcz nocą.

– W nocy ruch jest mniejszy i przejazd jest mniej stresujący. Wiem, że nikomu nie przeszkadzam – wyjaśnia.

Miały być obrady „okrągłego stołu”, pozostał problem

Na brak „połączenia” między Pańkami i Rzędzianami skarżą się nie tylko rolnicy, ale również turyści i okoliczni mieszkańcy. Jak opisywał w lipcu 2024 r. portal Podlaskie24.pl, ze względu na skomplikowany stan prawny terenu oraz brak jednoznacznie odpowiedzialnego zarządcy postulowano zorganizowanie „okrągłego stołu” z udziałem samorządów i instytucji państwowych w celu wypracowania rozwiązania problemu.

Starostwo: „To droga na dziko”

W tym miejscu warto wyjaśnić, że spór o mostki zlokalizowane w miejscowości Pańki, w rejonie Rzędzian i Rogowa, to złożona sprawa, w którą jest zaangażowanych wiele instytucji.

Najobszerniej o stanie faktycznym wypowiada się rzecznik prasowy Starostwa Powiatowego w Białymstoku Wojciech Cymbalisty. Z jego relacji wynika, że budowle, których przywrócenia domagają się rolnicy oraz mieszkańcy Paniek i okolicznych miejscowości, to w rzeczywistości „dzika droga” na terenie Skarbu Państwa oddanym w użyczenie gminie Choroszcz.

– Trzeba podkreślić, że przeprawa, z której korzystali rolnicy, nigdy nie była drogą publiczną. Był to techniczny przejazd wykonany pierwotnie na czas budowy jazu, zlokalizowany na gruntach Skarbu Państwa. Z biegiem lat zaczął być powszechnie użytkowany, jednak formalnie nie posiadał statusu drogi – informuje. 

Jak wyjaśnia Cymbalisty, z drogi korzystali nie tylko rolnicy i mieszkańcy pobliskich miejscowości, ale również turyści, ponieważ poprowadzono tamtędy szlak Green Velo. Z jego relacji wynika, że drogę skracali sobie również pracownicy Narwiańskiego Parku Narodowego przejeżdżając tamtędy ratrakami. 

– Park korzystał we wcześniejszych latach z wykaszania trzcinowisk ratrakiem. Jednocześnie na groblę i mostki wpuszczono ruch rowerowy w ramach szlaku Green Velo. Rolnicy nie informowali gminy Choroszcz, że są zainteresowani korzystaniem z mostków i grobli. PTOP nie przekazał zarządu obiektami gminie, a ta nie była zainteresowana uruchomieniem w tym miejscu realnej drogi gminnej i utrzymywaniem mało odpornych z racji drewnianej konstrukcji obiektów na wymagającym, bagiennym terenie – relacjonuje. 

Cymbalisty zaznacza, że jazy nie są budowlami przystosowanymi do przejeżdżania przez nie nie tylko ratrakami, ale również ciężkim sprzętem rolniczym. Jak wyjaśnia, by ruch przez mostki czy też przepusty odbywał się zgodnie z prawem, Wody Polskie musiałyby zgodzić się na poprowadzenie przez jaz drogi gminnej, gdyż nie jest on mostem. 

– Trasa nie była więc nigdy nawet drogą gminną. Nie posiada też mijanek, co w przypadku wprowadzenia tam ruchu ciężkich traktorów z jednej i samochodów oraz rowerów z drugiej strony stanowiłoby duży problem z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Niechciana przez żadnego zarządcę trasa przez lata zawężała się wskutek zarastania jej brzegów. Po jednej stronie całe „pobocze” jest zarazem granicą NPN, który logistycznie chętnie korzystał z „drogi” – dodaje.

image
Zarośnięte brzegi drogi, którą jeszcze do niedawana przejeżdżali mieszkańcy, turyści i rolnicy
FOTO: Daniel Mierzejewski

Czy mostki da się obudować?

Z relacji Cymbalistego wynika, że odbudowa mostków nie jest zadaniem niewykonalnym. Co więcej, powstał już nawet projekt zakładający przywrócenie przepustów, których odbudowa byłaby zdecydowanie tańsza od odbudowy mostków, jednak nie ma porozumienia, co do finansowania inwestycji. Jak informuje, gm. Choroszcz motywowana przez ponad 400 mieszkańców, którzy podpisali petycję w tej sprawie, zaprojektowała 3 nowe obiekty inżynieryjne.

Okazuje się również, że na odbudowę przepustów była już również wyznaczona dotacja, która przepadła. 

– Przejazd może przywrócić zarządca, czyli gm. Choroszcz, ale na razie ten samorząd nie uzyskał zewnętrznych, rządowych lub unijnych środków na ten cel. We wrześniu 2023 r. była dotacja rządowa w kwocie nieco ponad 3 mln zł, ale wówczas gmina nie posiadała stosownej dokumentacji, a obiekty nie nadawały się do remontu. Dotacja została więc przez gminę zwrócona. Koszt budowy mostów betonowych to ponad 3 mln zł za szt. Koszt budowy przepustów jest tańszy. Termin przebudowy ze względu na brak budżetu na przeprowadzenie inwestycji przez gminę jest niemożliwy do przewidzenia, a trasa nie spełnia też żadnych parametrów, aby stać się drogą powiatową – wyjaśnia.

Cymbalisty wskazuje również, że w opinii starostwa zasadnym byłoby, gdyby do odbudowy dołożył się również NPN. 

– Z racji na wcześniejszy, popularny przebieg Green Velo, zasadnym jest, aby obiekty były wsparte przez województwo podlaskie. Natomiast walory obrony przeciwpożarowej wskazują, że zasadnym byłoby wsparcie inwestycji również przez NPN – argumentuje. 

Spór o finansowanie inwestycji

Z jednej strony Starostwo Powiatowe w Białystoku podtrzymuje, że sporu o finansowanie inwestycji nie ma, z drugiej jednak, trudno jest nazwać inaczej sytuację, w której brak jest porozumienia, co do przekierowania środków na odbudowę przepustów lub mostków w Pańkach.

– Starostwo nie ma środków na ten cel, ponieważ to nie jest droga powiatowa. Tu nie ma sporu o finansowanie. Po prostu powiat nie wyłoży środków na budowę przepustów. W Pańkach czeka na generalną przebudowę z rozbudową ostatnia brukowana droga powiatowa na terenie gm. Choroszcz. To ona jest priorytetem, a gmina nie chce się dołożyć w wystarczającym stopniu do jej budowy, czyli w wysokości 50% wkładu własnego – wyjaśnia Cymbalisty.

Gmina Choroszcz: „Nie jesteśmy zarządcą drogi”

Z kolei Gmina Choroszcz jest zdania, że informacje przedstawione przez Starostwo Powiatowe w Białymstoku nie odzwierciedlają aktualnego stanowiska samorządu. W przesłanej naszej redakcji odpowiedzi gmina nie zgadza się ze stanowiskiem starostwa, wskazując, że część przekazanych przez rzecznika informacji jest nieaktualna lub nieprawdziwa.

Gmina wyjaśnia, że wskazane przez starostwo „oddanie gruntów w użyczenie gminie Choroszcz” dotyczyło jedynie krótkotrwałej umowy.

– Umowa użyczenia była umową epizodyczną zawartą na okres 3 miesięcy, na potrzeby złożenia wniosku o dofinansowanie. Jak się wówczas okazało, potencjalne dofinansowanie było niemożliwe do pozyskania przez Gminę, przez co stało się iluzoryczne – informuje w przesłanym stanowisku rzecznik prasowa gm. Choroszcz Karolina Sokół.

Zaznacza również, że Gmina Choroszcz nie była i nie jest zarządcą drogi.

Jednocześnie podkreśla, że mimo braku formalnego obowiązku Gmina Choroszcz zaangażowała się w rozwiązanie problemu.  Nie oznacza to jednak, że gmina zamierza sfinansować całą inwestycję.

– Gmina Choroszcz, rozumiejąc problem rolników, mieszkańców i turystów, wzięła na siebie ciężar opracowania dokumentacji projektowej, jednak nie może ponieść kosztów budowy całej inwestycji, zwłaszcza że przedmiotowa nieruchomość nie jest nieruchomością gminną, lecz stanowi własność Skarbu Państwa – wyjaśnia Sokół.

Odnosi się także do kwestii finansowania dróg powiatowych, która pojawiła się w stanowisku Starostwa Powiatowego w Białymstoku.

– Gmina Choroszcz, podobnie jak wszystkie gminy w Polsce, nie ma obowiązku przekazywania wkładu własnego czy dofinansowywania budowy dróg powiatowych – podkreśla.

Tym samym stanowiska obu samorządów w sprawie odpowiedzialności za inwestycję wyraźnie się różnią. Starostwo wskazuje, że przeprawa nie jest drogą powiatową i że jej odbudowa leży po stronie gminy Choroszcz jako potencjalnego zarządcy, natomiast Gmina Choroszcz podkreśla, że nie jest zarządcą drogi, teren należy do Skarbu Państwa, a jej dotychczasowe zaangażowanie polegało przede wszystkim na przygotowaniu dokumentacji projektowej.

Burmistrz Tykocina: „Rolnicy zgłaszali problem, ale nie było zgody na wspólne finansowanie”

O problemie z brakiem przejazdu przez Pańki wiedzą również władze gm. Tykocin. Jak mówi burmistrz Mariusz Dudziński, rolnicy z jego gminy od dawna zwracali uwagę, że likwidacja przeprawy znacznie utrudniła im dojazd do łąk położonych po drugiej stronie Narwi.

– Wiemy, że nasi rolnicy mają tam swoje łąki i tereny zielone. Odbudowa przeprawy z pewnością ułatwiłaby im gospodarowanie. W tej sprawie zwracałem się do burmistrza Choroszczy z prośbą o zajęcie się problemem – mówi Dudziński.

Jak relacjonuje burmistrz Tykocina, podczas rozmów pojawiła się propozycja wspólnego sfinansowania inwestycji przez obie gminy. Pomysł nie uzyskał jednak akceptacji Rady Miejskiej w Tykocinie.

– Radni uznali, że nie ma podstaw do finansowania inwestycji położonej poza terenem naszej gminy. Zwracali też uwagę, że Choroszcz dysponuje znacznie większym budżetem niż Tykocin, dlatego nie widzieli uzasadnienia dla takiego partnerstwa – wyjaśnia burmistrz.

Dudziński podkreśla jednocześnie, że z jego doświadczeń wynika, iż fakt, że droga znajduje się na gruntach Skarbu Państwa lub została przekazana gminie w użyczenie, nie wyklucza prowadzenia przez samorząd inwestycji.

– W naszej gminie również mamy drogi należące do Skarbu Państwa. W takich przypadkach występujemy do powiatu o zgodę na wykonanie inwestycji i realizujemy potrzebne prace. Mieszkańców nie interesuje, kto jest właścicielem drogi – oczekują, że będzie przejezdna – podkreśla.

Zdaniem burmistrza Tykocina, przy dobrej współpracy samorządów znalezienie rozwiązania byłoby możliwe.

– Samorząd powinien szukać sposobu na rozwiązanie problemu, a nie powodów, dla których nie da się go rozwiązać. Gdyby była wola współpracy wszystkich stron, ta przeprawa mogłaby już funkcjonować – ocenia Dudziński.

Wody Polskie: „To nie nasz zakres działań”

W sprawę braku przejazdu z Paniek do Rzędzian nie zamierza ingerować również Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie w Białymstoku, ponieważ inwestycja w tego rodzaju budowle, nie leży w zakresie działań tej instytucji.

– Ustawa z dnia 20 lipca 2017 r. Prawo Wodne określa zadania realizowane przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Wskazane inwestycje nie należą do zakresu tych zadań. Za realizację i finansowanie tego rodzaju inwestycji odpowiadają zainteresowani właściciele nieruchomości w tym samorząd – czytamy w odpowiedzi przesłanej naszej redakcji przez młodszą specjalistkę zespołu komunikacji i edukacji wodnej Urszulę Buzun. 

Narwiański Park Narodowy chce budowy brodów

Do sprawy odnosi się również Narwiański Park Narodowy. Jak podkreśla dyrektor NPN Grzegorz Piekarski, choć przeprawa w Pańkach znajduje się poza granicami parku, jej odbudowa jest dla niego bardzo istotna.

– Mostki znajdują się poza granicami parku, ale jest to dla nas bardzo ważne i chcielibyśmy, żeby była tam przeprawa. To miejsce jest nam potrzebne z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na ochronę przeciwpożarową parku, a po drugie, ze względu na to, że to miejsce było dużą atrakcją turystyczną, ponieważ przebiegał tamtędy szlak Green Velo – mówi Piekarski.

Dyrektor NPN wskazuje jednak, że park nie może po prostu sfinansować inwestycji na gruntach, które do niego nie należą, ale jednocześnie zapowiada konkretne działania.

– Park zamierza postarać się zdobyć pieniądze na budowę brodów przejazdowych na odcinku Rzędziany – Pańki.  Podkreślam jednak, że pozyskanie pieniędzy unijnych i wykonanie budowli chwilę potrwa – zapowiada.

W planach są trzy brody przejazdowe, z których mogliby korzystać również rolnicy poruszający się ciężkim sprzętem.

– Przede wszystkim droga przeciwpożarowa znów byłaby drożna dla samochodów strażackich, a problem utrzymania infrastruktury by się rozwiązał, ponieważ brody są praktycznie bezobsługowe – wyjaśnia.

Park chce ubiegać się o pieniądze z programu FEnIKS – Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko. W ramach programu planowany jest nabór dotyczący ochrony przeciwpożarowej.

– Chcemy wystąpić z wnioskiem o dofinansowanie takiego działania z programu FEnIKS, w ramach którego planowany jest nabór na ochronę przeciwpożarową i za te pieniądze sfinansować budowę brodów – wyjaśnia.

Problemem pozostaje jednak kwestia własności gruntów. Dyrektor NPN zaznacza, że zanim park będzie mógł rozpocząć jakiekolwiek działania, musi mieć prawo do dysponowania terenem.

– Muszę odbyć rozmowę ze starostą i burmistrzem Choroszczy. Wiem, że burmistrz Choroszczy poczynił pewne kroki, jest opracowana koncepcja na budowę brodów i nawet projekt budowlany na budowę mostów. Natomiast, jeśli park będzie podejmował tam jakieś działania, to na pewno będzie budowa brodów przejazdowych – mówi.

Jak zapowiada, wnioski o dofinansowanie będzie można składać do końca IV kwartału tego roku.

Jednocześnie dyrektor NPN przyznaje, że z problemem dojazdu do swoich terenów mierzą się nie tylko rolnicy. Utrudniony dostęp mają także dzierżawcy gruntów Narwiańskiego Parku Narodowego, a ratraki już się tamtędy nie przeprawiają.

Województwo podlaskie nie planuje odbudowy przeprawy

Odbudowa przeprawy w Pańkach nie zostanie sfinansowana również ze środków Województwa Podlaskiego. Jak wyjaśnia rzeczniczka prasowa marszałka województwa podlaskiego Małgorzata Półtorak, w latach 2012–2015 Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego realizował projekt „Trasy rowerowe w Polsce Wschodniej – województwo podlaskie”.

Po zakończeniu i rozliczeniu inwestycji wszystkie nakłady poniesione na terenach należących do partnerów projektu, czyli gmin i powiatów, zostały im przekazane. Projekt był współfinansowany z funduszy unijnych w ramach programu „Polska Wschodnia”, a okres trwałości inwestycji już się zakończył.

Nie ma na ten moment informacji, aby Województwo Podlaskie planowało zaangażować się finansowo w odbudowę przeprawy. Województwo Podlaskie jako Beneficjent Projektu „Trasy rowerowe w Polsce Wschodniej – Województwo Podlaskie” w latach 2012-2015, wydatkowało środki jedynie na wykonanie oznakowania o przebiegu trasy „Green Velo” w okolicy istniejących mostków – informuje Małgorzata Półtorak.

Samorząd województwa wskazuje jednocześnie, że w okolicy nieczynnej przeprawy zostały ustawione tablice informujące o objeździe.

Rolnicy nadal czekają na przejazd

Na razie nie ma więc jednego podmiotu, który przejąłby odpowiedzialność za odbudowę przeprawy. Rolnicy z obu stron Narwi nadal muszą korzystać z wielokilometrowych objazdów, ponosząc dodatkowe koszty paliwa, czasu i eksploatacji maszyn.

Pojawia się jednak konkretna propozycja ze strony Narwiańskiego Parku Narodowego. Zamiast odbudowy drewnianych mostków park chce postawić trzy brody przejazdowe, które mogłyby służyć zarówno rolnikom, jak i służbom ratunkowym. Teraz kluczowe będzie porozumienie z właścicielami i zarządcami gruntów oraz zdobycie pieniędzy na inwestycję. Rolnicy są jednak zdania, że zdecydowanie lepiej sprawdziłyby się przepusty.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz 

Źródła: własne, TVP3 Białystok, „Ocena efektów renaturalizacji strefy buforowej Narwiańskiego Parku Narodowego”, WWE

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
18. sierpień 2026 18:32