Sukces izb rolniczych w walce o emerytury
– Córka nie ma nic wspólnego z rolnictwem i nie mam komu przekazać gospodarstwa, a że lubię tę pracę i zdrowie w miarę dopisuje, to nadal uprawiam ziemię i produkuję zboża. W izbach rolniczych działam od dwóch kadencji i muszę przyznać, że w kwestii dotyczącej mnie bezpośrednio, izby rolnicze były bardzo skuteczne. A mianowicie, mocno zabiegały, aby tacy rolnicy jak ja, czyli ci, którzy dziesiątki lat przepracowali w rolnictwie, mający wiek emerytalny i dalej pracujący na roli, dostawali całość emerytury. A nie tylko jej niewielką część, tak jak to było jeszcze całkiem niedawno, bo 2 lata temu. Wtedy dostawałem tylko 220 zł emerytury, tylko dlatego, że dalej pracowałem na gospodarstwie. Obecnie tacy rolnicy jak ja mają prawo do całej emerytury oraz możliwość dorobienia sobie na roli. Ta zmiana weszła w życie w dużej mierze dzięki izbom rolniczym – podkreślił Andrzej Wojtkowski.
Niskie ceny skupu a rosnące koszty produkcji
Oczywiście te możliwości dorobienia na roli są mocno ograniczone, jak przyznaje rozmówca, gdyż ceny zbóż są niskie, nawet tych konsumpcyjnych, czyli najwyższej jakości. Nabrało to znaczenia zwłaszcza teraz, gdy mocno w górę poszły ceny nawozów i paliwa.
Logistyczne problemy ze sprzedażą ziarna
– W zeszłym roku sprzedałem 30 ton pszenicy, która spełniła najwyższe normy jakościowe. Za konsumpcyjne ziarno najwyższej jakości otrzymałem cenę 825 zł za tonę, co przy wysokich kosztach produkcji nie jest kwotą satysfakcjonującą. A w ogóle w naszym terenie to nikt nie chciał tej pszenicy ode mnie kupić i odstawiłem ją aż w okolice Ciechanowa. Teraz ceny pszenicy też oscylują w granicy 800 zł za tonę, a paliwo i nawozy jeszcze poszły w górę. Ja jestem w tej dobrej sytuacji, że mam dodatkowo emeryturę. Ale współczuję rolnikom, którym brakuje jeszcze do emerytury, a prowadzą niezbyt duże gospodarstwa rolne – stwierdził Andrzej Wojtkowski.
Zmierzch hodowli zwierząt na polskiej wsi
Kiedyś w gospodarstwie rozmówcy była też trzoda chlewna, dzięki której przetrwał trudne czasy.
– 30 lat temu były dla rolnictwa ciężkie czasy, ale trzoda chlewna pozwoliła mi wtedy przetrwać i funkcjonować. Miałem własne maciory i sprzedawałem prosięta na targu. Dziś już niestety nie ma trzody chlewnej na polskiej wsi w wyniku ASF-u oraz rozchwianego rynku, gdzie spadki cen często są trudne do wytłumaczenia. Niepokojące są też spadki cen mleka, jakie obserwujemy w ostatnim czasie. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to może wykruszyć się niestety wiele gospodarstw produkujących mleko, a jest to przecież mleko bardzo dobrej jakości.
Rolnicze protesty jako sygnał alarmowy dla branży
Sytuacja w rolnictwie jest bardzo ciężka i nie dziwię się, że co chwilę słyszymy o kolejnych rolniczych protestach. Rolnicy nie mają wyjścia i są zmuszeni protestować, aby zasygnalizować w jak trudnym położeniu są nie tylko ich gospodarstwa, ale też cała branża rolna. A ma to wpływ także na wyhamowanie firm współpracujących z rolnikami, bo są to naczynia ściśle powiązane – zakończył Andrzej Wojtkowski.
Andrzej Rutkowski
fot. AI
