"Tu jest nasze miejsce i chcemy tu żyć"
– Nasze gospodarstwo jest nieduże, ale to jest nasze miejsce i chcemy tu żyć. Wiadomo, że utrzymanie się na 6 ha w dzisiejszych czasach przy rolnictwie konwencjonalnym nie jest możliwe. Dlatego najpierw weszliśmy w rolnictwo ekologiczne, co wydawało się w naszym przypadku naturalnym i dość oczywistym wyborem, ponieważ mamy zwierzęta, zatem mamy również obornik. Bo bez obornika ekologia nie ma sensu, natomiast z obornikiem plony są naprawdę przyzwoite – podkreśliła Aneta Szczepańska.
Rolnicy już od trzech lat są w systemie ekologicznym, a pan Piotr dorabia również poza gospodarstwem. Mieszkają pod lasem w malowniczej i spokojnej okolicy. Utrzymują owce, kozy, konie, krowy rasy jersey, a także osiołka.
Zagroda edukacyjna tętni życiem
– Wiele osób doradzało nam, abyśmy wykorzystali lokalizację gospodarstwa oraz różnorodność naszych zwierząt i poszli właśnie w kierunku zagrody edukacyjnej. Jednak obawialiśmy się jak to będzie, jaka będzie opinia przyjeżdżających gości. Mocno mobilizował nas do tego pomysłu również Wiktor Szmulewicz – prezes MIR oraz KRIR. Zatem zaczęliśmy działać w tym kierunku i w mijającym roku już przyjmowaliśmy grupy dzieci przedszkolnych.
Dzieci przyjeżdżają do zagrody na około 4-godzinne wizyty. Pani Aneta pokazuje utrzymywane zwierzęta, opowiada o nich. Wyjaśnia, w jakim celu utrzymuje się każde z nich, że owca daje wełnę, a krowa mleko, które np. można zamienić na masło, bo wiele dzieci o tym nie wie. W wielu przypadkach jest to pierwszy kontakt ze zwierzętami gospodarskimi.
– Pokazujemy dzieciom jak wygląda wieś, a właściwie jak wyglądała kiedyś. Uczymy skąd się bierze mleko, jak się doi krowę. Gdzie krowy mieszkają. Często na zadane pytanie: jak się nazywa domek krów – dzieci nie znają odpowiedzi. A więc uczymy dzieci, że konie mieszkają w stajni, a krowy w oborze, a w stodole przechowywane jest zboże, słoma i siano. Takich zagadnień przybliżających życie na wsi i w zagrodzie jest mnóstwo – wyjaśniła Aneta Szczepańska.
Podczas warsztatów, które są nieodzownym punktem programu zwiedzania zagrody, dzieci mają bezpośredni kontakt ze zwierzętami, mogą je karmić, ale nie tylko.
Pokazy, prezentacje i nauka poprzez doświadczenie
– Razem z dziećmi doimy sztuczną krowę, a za ogrodzeniem chodzą nasze prawdziwe mućki. Potem z mleka pochodzącego od naszych krów rasy jersey robimy masło. A tu trzeba nadmienić, że mleko jerseyek jest wyjątkowo tłuste i wydajne przy produkcji masła. Nikomu nie muszę chyba tłumaczyć jak zachwycone jest dziecko, które pierwszy raz widzi krowę na żywo i od razu smakuje własnoręcznie zrobionego masła z jej mleka. Podczas warsztatów wykorzystujemy również wełnę pozyskaną od naszych owiec i razem z dziećmi wyklejamy nią prace plastyczne. Kręcimy też pompony używane do zdobienia końskich kantarów – powiedziała pani Aneta.
W okresie letnim warsztaty obejmują również pokaz żniw. Dzieci uczą się odróżniać poszczególne gatunki zbóż, a pan Piotr prezentuje zbiór zbóż za pomocą kosy.
– Pokazujemy stare narzędzia jak kosa, sierp i cep. Pokazujemy tzw. starą wieś, której dzieci nie znają, ale są jej ciekawe. Stodołę zamieniamy w plac zabaw z workami do zboża i snopkami. Wiele dzieci nie wie jak wygląda wóz, na który mogą u nas wsiąść. Z edukacją wychodzimy też poza gospodarstwo, jeżdżąc po przedszkolach ze sztuczną krową i kozą i w ten sposób zapraszamy ich do siebie. Oprócz dzieci naszymi gośćmi są również członkinie Kół Gospodyń Wiejskich – kontynuowała Aneta Szymańska.
Rolnicy nie bez powodu utrzymują krowy rasy jersey. Nie tylko zależy im na mleku o wysokiej zawartości tłuszczu, ale przede wszystkim są to krowy o małych wymaganiach bytowych i żywieniowych, idealnie wpisujące się w rolnictwo ekologiczne.
– Nasze jerseyki są nie tylko mało wymagające, bardzo zdrowe i niewybredne, one są też długowieczne. Mama obecnie utrzymywanych dwóch krów dożyła w naszej zagrodzie 16 lat. Jesteśmy zadowoleni zarówno z tego, że weszliśmy w ekologię, jak i z prowadzenia zagrody w celu edukacji dzieci. W ekologii mamy małe koszty, jako nawóz wykorzystujemy obornik od własnych zwierząt. Całość pozyskiwanych traw i zbóż spasamy we własnym zakresie. Jedynie co jakiś czas sprzedajemy nadwyżkę zwierząt np. w postaci bydła opasowego. Cieszymy się, że znaleźliśmy sposób na uratowanie tego miejsca, bo to jest nasz dom, i nie chcielibyśmy, aby rosły tu brzózki czy sosny, bo to jest nasza ojcowizna. A zainteresowanie placówek przedszkolnych, jak i szkolnych jest bardzo duże w temacie praktycznego kształcenia dzieci z zakresu poznania życia i pracy na wsi – zakończyła Aneta Szczepańska.
Andrzej Rutkowski
fot. arch. red.
