Własne cielęta to zysk już na starcie
– Mając własne krowy mamki nie zakupujemy cieląt ani odsadków do opasu, bo nie musimy. Mamy własny materiał opasowy i to bardzo dobrej jakości. To już na starcie powoduje, że mamy niższe koszty, wszak krowy z cielętami utrzymujemy przy dużym udziale łąk i pastwisk. Dopiero po odsadzeniu zaczyna się intensywny tucz. Nasze cielęta mają znany status zdrowotny i nie są transportowane, to też jest ważne. Ponadto utrzymujemy mieszańce ras mięsnych, które dobrze się wybijają (klasa U, nieraz E w systemie EUROP) i ma to duże znaczenie przy końcowej cenie przy sprzedaży. Wszak rozliczamy się poubojowo według WBC (wagi bitej ciepłej) – oznajmił Krzysztof Orzechowski.
Pożegnanie z dojem. Cykl zamknięty zamiast mleka
Rolnik wyspecjalizował się w produkcji żywca wołowego w cyklu zamkniętym, która 20 lat temu zastąpiła produkcję mleka.
– Bydło opasowe jest znacznie mniej wymagające od mlecznego zarówno pod względem kosztów produkcji, jak i nakładów pracy. Nie musimy wykonywać codziennego, dwukrotnego doju, dzięki czemu dajemy sobie radę sami z żoną. W sezonie letnim cielęta razem z matkami korzystają z pastwisk i ich jedyną paszą jest świeża zielonka. Cielęta odsadzamy w wieku ok. 6 miesięcy i od tej pory zaczyna się intensywny opas na kiszonce z kukurydzy i paszach treściwych. Sprzedajemy byki w wadze 650–700 kg, tak aby tusza na czysto ważyła co najmniej 350 kg – powiedział Krzysztof Orzechowski.
Genetyka na wagę złota, czyli walka o „klasę E”
Z krowami chodzi byk rozpłodnik, ale krycie naturalne uzupełniane jest również inseminacją, aby wzmocnić stado pod względem genetycznym.
– Nasze krowy i jałówki kryjemy głównie buhajami rasy limousine, nieraz charolaise. Natomiast nie kryjemy już simentalem, który ma słabsze wybicie, ze względu na stosunkowo wysoki udział kośćca w tuszy. Charolaise i limousine to rasy o wysokim wybiciu oraz bardzo dobrych przyrostach. Mamy już sztuki, które mają nawet 90-procent udziału tych ras. Jednak powoli odchodzimy od charolaisa na rzecz limousina ze względu na to, że limousine ma lżejsze porody – powiedział Krzysztof Orzechowski.
Rzepak przegrał z dziką zwierzyną
Oprócz wołowiny rolnik jeszcze nie tak dawno sprzedawał rzepak, ale zaniechał jego uprawy. Dlaczego?
– Niestety, ostatnio bardzo dotkliwe zrobiło się w uprawach rzepaku żerowanie zwierzyny łownej. Duże szkody łowieckie, powodowane w okresie zimowym sprawiły, że kondycja upraw mocno ucierpiała, co przełożyło się na spadek plonów. Dlatego odeszliśmy od rzepaku w kierunku zbóż, które są tańsze w uprawie, a zimą nie są aż tak przygryzane przez zwierzynę – wyjaśnił rolnik.
Wiosenne obawy o kondycję zbóż
W tym roku zboża bardzo dobrze przezimowały, ale Krzysztof Orzechowski obawia się o kondycję, zwłaszcza jęczmienia ozimego.
– Jęczmień jest wrażliwy na zimne noce i brak wilgoci, a takie warunki były przez ostatnie tygodnie i dlatego uprawy jęczmienia, delikatnie mówiąc, nie wyglądają dobrze. Obawiam się, że ta wiosna może być sucha, ale miejmy nadzieję, że tak nie będzie – zakończył Krzysztof Orzechowski.
Andrzej Rutkowski
fot. mat. prywatne
