Rolnicy ostrzegają przed niedźwiedziami i wilkami
Śmierć 58-letniej kobiety w okolicach Płonna w powiecie sanockim poruszyła opinię publiczną w całym kraju. Dramatyczny atak niedźwiedzia, do którego doszło w lesie gospodarczym, stał się nie tylko tragicznym wydarzeniem, ale również punktem zapalnym w dyskusji, która na Podkarpaciu trwa od dawna.
Dla rolników i mieszkańców regionu nie jest to jednak zaskoczenie. Jak podkreślają, o narastającym problemie z dzikimi zwierzętami, w tym wilkami i niedźwiedziami, alarmują od lat.
Do sprawy odniósł się Związek Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej, który skomentował sprawę we wpisie na Facebooku.
– Tragedia w powiecie sanockim na podkarpaciu to bolesny dowód na to, co jako leśnicy powtarzaliśmy od dawna: śmierć człowieka w starciu z drapieżnikiem była tylko kwestią czasu. To, co wydarzyło się w lasach w zarządzie LP to jasny sygnał, że obecne kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska kompletnie nie radzi sobie z zarządzaniem resortem, ignorując sygnały alarmowe płynące z terenu – napisali leśnicy.
Zdaniem leśników, populacje dużych ssaków wymknęły się spod kontroli, a brak zdecydowanych działań może prowadzić do kolejnych tragedii.
– Musimy to sobie powiedzieć otwarcie – pogłowie niedźwiedzi, wilków, żubrów czy łosi w Polsce wymknęło się spod jakiejkolwiek kontroli. Niestety, każde bicie na alarm w tej sprawie od lat spotyka się z histerią i agresją – ocenili leśnicy.
Rolnicy alarmują od lat
Podobny ton od dawna wybrzmiewa w stanowiskach Podkarpackiej Izby Rolniczej. Jak podkreślają jej przedstawiciele, problem nadmiernej liczebności dzikiej zwierzyny to nie tylko kwestia strat w uprawach, ale także bezpieczeństwa ludzi.
Izba regularnie kierowała wnioski i apele do instytucji centralnych, ale bez większego skutku.
Już podczas posiedzenia Rady Powiatowej PIR w Jaśle w październiku 2025 r., z udziałem myśliwych, leśników i doradców rolniczych, jasno wskazywano, że sytuacja wymyka się spod kontroli.
– Wszystkie zainteresowane strony rolnictwem i łowiectwem stanęły po tej samej stronie barykady w walce o przetrwanie rolnictwa i myślistwa – napisano w stanowisku z posiedzenia PIR.
Wskazywano wtedy nie tylko na rosnące szkody łowieckie, ale także na systemowy problem, jakim są koszty utrzymania zwierzyny spadające na rolników i myśliwych.
Jednym z kluczowych postulatów było utworzenie Funduszu Łowieckiego, który miałby finansować odszkodowania za szkody wyrządzane przez zwierzynę.
Wilk i niedźwiedź pod lupą
Rolnicy od lat podnoszą również kwestię konieczności realnego zarządzania populacją gatunków chronionych.
– Czynnikiem mającym bezpośredni wpływ na ilość szkód łowieckich, zdaniem nie tylko myśliwych, jest wzrost populacji zwierząt prawnie chronionych w szczególności wilków i niedźwiedzi – oceniła PIR.
W ocenie rolników, nie da się prowadzić racjonalnej polityki bez wiedzy o rzeczywistej liczbie tych zwierząt. Dlatego postulują wykorzystanie badań genetycznych do rzetelnej inwentaryzacji.
Kolejne apele PIR bez odpowiedzi
Podczas wspólnych posiedzeń rad powiatowych z terenów najbardziej dotkniętych problemem, czyli bieszczadzkiego, leskiego i sanockiego, wnioski również były jednoznaczne. Rolnicy wskazują też, że dotychczasowe działania, jak odstrzały interwencyjne czy płoszenie, są niewystarczające.
– Nie przekonuje nas argumentacja ministerstwa, że przewidziane prawem instrumenty (…) są dostatecznym środkiem na zachowanie prawidłowych relacji między ludźmi a dzikimi zwierzętami – twierdzi PIR.
Co więcej, rolnicy już wcześniej ostrzegali, że brak reakcji może doprowadzić do tragedii.
– Nie przekonuje nas również argumentacja, że do tej pory nie ma udokumentowanych przypadków zagryzienia człowieka przez wilka, jest kwestią czasu iż takie przypadki mogą się pojawić – stwierdzili.
W przypadku niedźwiedzi rolnicy nie mieli wątpliwości.
– Nie ulega żadnej wątpliwości, że przy bezpośrednim spotkaniu człowieka z niedźwiedziem istnieje zagrożenie życia człowieka – stwierdzili.
„To nie tylko problem rolników”
Podkarpacka Izba Rolnicza wielokrotnie podkreślała, że problem dawno przestał być wyłącznie rolniczy.
– Dotychczasowe zabiegi naszej Izby (…) nie przyniosły rezultatu nawet w tak oczywistej kwestii jak sporządzenie rzetelnej inwentaryzacji zwierzyny prawnie chronionej – stwierdzili.
Ich zdaniem, ignorowanie problemu prowadzi do narastającej frustracji społecznej.
– Każdy narastający problem ignorowany przez decydentów budzi frustrację społeczną i zmusza ludzi do szukania rozwiązań nie zawsze zgodnych z prawem – napisali rolnicy w jednym ze stanowisk.
Czy tragedia coś zmieni?
Czy tym razem głos rolników zostanie potraktowany poważnie, a tragedia stanie się impulsem do realnych działań – rzetelnej inwentaryzacji, zmian systemowych i dyskusji o zarządzaniu populacjami drapieżników?
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. PIR
