Kosztowne sadzeniaki i trudny zbyt
– Wielu rolników jeszcze nie sprzedało ziemniaków, my sprzedaliśmy jakieś 60%. Ceny innych warzyw też nie są wygórowane, delikatnie mówiąc. Sprzedajemy buraki ćwikłowe i marchew, ale też w znacznie mniejszych ilościach niż byśmy chcieli. Innym problemem są bardzo wysokie ceny sadzeniaków kwalifikowanych – od 2,5 do 3,5 tys. zł za tonę, a na obsadzenie hektara potrzeba 2,5 tony – podkreślił Leszek Smoleński.
Inwestycja w przetwórstwo i innowacje
W okresie pandemii w gastronomii, która bardzo mocno odczuła lockdown, zwolniono dużą ilość pracowników, dlatego odbiorcy z tego sektora zaczęli poszukiwać produktów wstępnie obrobionych. Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku Leszek Smoleński zaczął konfekcjonować: obierać i pakować próżniowo najpierw ziemniaki, a potem też inne warzywa ze swojego gospodarstwa: marchew, buraczki i pietruszkę.
– Wtedy tak przygotowane warzywa, które można wrzucić prosto do kotła i gotować, sprzedawały się bardzo dobrze, pokazaliśmy swoją innowacyjność i elastyczność na wymagania rynku. Wymagało to odpowiedniej inwestycji na kwotę 100 tys. zł. Zakupiliśmy maszynę do obierania warzyw oraz drugą do pakowania próżniowego. Otworzyliśmy też działalność gospodarczą, ze względu na zbyt duże obroty jak na rolniczy handel detaliczny. Pomieszczenie, w którym pracujemy zostało odebrane przez Sanepid, tak jak odbywa się to w zakładzie pracy.
Bariera kadrowa hamuje rozwój
Jednak obecnie sprzedaż warzyw konfekcjonowanych w sposób próżniowy zupełnie stanęła w naszym gospodarstwie, ponieważ nie ma ludzi do pracy, a sami z żoną nie jesteśmy w stanie wszystkiego zrobić. Owszem, są firmy zainteresowane kupnem tak przygotowanych warzyw, ale ceny, jakie oferują nie pokryją nam kosztów zatrudnienia pracowników, których i tak bardzo trudno znaleźć. Rynek jest coraz trudniejszy dla gospodarstw indywidualnych osiągających coraz gorsze wyniki ekonomiczne. Dzisiaj przy produkcji roślinnej obejmującej także warzywa, 50 ha to już zbyt mało, trzeba uprawiać co najmniej 100 ha i to koniecznie z warzywami – podkreślił Leszek Smoleński, dodając, że on sam rozważa każdą możliwość dochodu, jaką można by uzyskać z gospodarstwa, dlatego już od 30 lat prowadzi także agroturystykę.
Strategia na słabe gleby: agroturystyka i barter
W gospodarstwie przeważają gleby klasy IV i V. Na najlepszych uprawiane są buraki cukrowe, a na słabszych żyto. Rolnik zrezygnował z produkcji zwierzęcej, ale nadal potrzebuje obornika, aby plony były na zadowalającym poziomie. Dlatego odpady ziemniaczane wymienia za obornik z okolicznymi rolnikami.
– W ten sposób nie tylko pozyskujemy cenny nawóz naturalny, ale również zagospodarowujemy odpady, zaś druga strona ma tanią paszę dla bydła opasowego. Takie barterowe wymiany w rolnictwie są potrzebne i korzystne – zakończył Leszek Smoleński.
Andrzej Rutkowski
fot. arch. prywatne
