Cięcia w Brukseli uderzą w polską wieś. Pieniędzy ledwo wystarczy na dopłaty
Gdzieś tam w zaciszu Brukselskich sal konferencyjnych toczy się zacięta walka o przyszły budżet Unii Europejskiej. Z jakiegoś nieznanego powodu nie był to najważniejszy temat w polskich serwisach informacyjnych w minionym tygodniu. Bawieni byliśmy przygodami byłego wiceministra rolnictwa, zamieszaniem wokół Trybunału Konstytucyjnego i atakami jemeńskich Huti na Arabię Saudyjską. A stawka tych negocjacji to niemal 2 biliony euro na kolejną unijną siedmiolatkę. Tyle pieniędzy chciała wydać Komisja Europejska w latach 2028–2034.
Za takim budżetem opowiedziało się 17 państw członkowskich Unii, w tym Polska. Od tego, ile pieniędzy będzie w kasie Brukseli, zależy też przyszła Wspólna Polityka Rolna. Z dwóch bilionów polskie rolnictwo miałoby otrzymać 33,6 mld euro, czyli około 147 mld złotych (według obecnego kursu euro). O takich pieniądzach w czerwcu 2026, podczas wizyty w Polsce, mówił Christophe Hansen, unijny komisarz ds. rolnictwa.
Propozycja Komisji spotkała się jednak z krytyką ze strony niemieckiego kanclerza Friedricha Merza. Uważa on, że 2 biliony euro to o wiele za dużo. Przewodząca obecnie Unii Irlandia przygotowała więc kompromisową propozycję na obecną rundę rokowań. Według niej, Unia miałaby do wydania 1,622 bln euro, czyli o 20% mniej. To może oznaczać, że na rolnictwo będzie nie 33, ale 26 mld euro, a zatem 113 mld zł. Rocznie wychodzi 16 mld zamiast 21 mld zł. Dla porównania, w 2025 r. na dopłaty bezpośrednie przeznaczyliśmy 15,8 mld zł. Przy obniżonym budżecie mielibyśmy rocznie tyle pieniędzy, że ledwo starczyłoby na dopłaty, nie ma mowy o jakichkolwiek dotacjach, nawet na Rolnictwo 5.0 albo 6.0. Chyba że obniżylibyśmy pulę na dopłaty i z zaoszczędzonych pieniędzy finansowalibyśmy inwestycje w gospodarstwach.
O to mniej więcej toczy się teraz bój. Wiadomo, że niemieckiego kanclerza propozycja Irlandczyków nie zadowala i nadal naciska on na zmniejszenie budżetu. W negocjacje miesza się wielka polityka. Bruksela chciałaby sfinalizować sprawę do końca roku. Kolejny rok przyniesie bowiem wybory we Francji, Włoszech i Polsce, a przedterminowe wybory w Hiszpanii zaplanowano na 29 listopada. To może znacząco zmienić równowagę sił wewnątrz Unii.
Czas na własny budżet rolny. Unia szykuje kolejne daniny
Ale zostawmy wielką politykę. To co dzieje się w Unii pokazuje nam, że powinniśmy tworzyć własną politykę rolną, wskazując we własnym budżecie źródła jej finansowania. Unia będzie miała dla nas co najwyżej obciążenia, bo potrzebuje dochodów na pokrycie długów zaciągniętych na walkę ze skutkami COVID i finansowanie zbrojeń. Będą to wpływy m.in. z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji, podatku od CO2 płaconego przez importerów, akcyzy na papierosy i ekstrapodatku od dużych przedsiębiorstw.
Polska szansa w produkcji zwierzęcej. Sam surowiec roślinny nie da godnego zysku
To wszystko nie brzmi zbyt optymistycznie. Z drugiej strony widzimy, jak niektóre państwa w Europie zwalczają swoje rolnictwo. My nie zdegradowaliśmy swoich gleb jak Duńczycy czy Holendrzy, nasycenie produkcją zwierzęcą (oprócz drobiu) mamy niskie. W tym powinniśmy upatrywać naszej szansy na rozwój. A zatem, nie wszystko stracone, wręcz przeciwnie, sporo możemy zyskać. Potrzebujemy jednak długoletnich i mądrych programów wsparcia, a jeszcze bardziej potrzebujemy mądrego prawa umożliwiającego budowę obór i chlewni.
Produkcja roślinna przynosi dużą ilość taniego surowca, który łatwo wyeksportować, ale nie zarabia się na nim tyle, co na przetworach z mleka lub mięsa. Na co dzień przekonują się o tym Czesi, którzy mają najwydajniejsze rolnictwo w Unii, a mimo tego nie zalewają innych rynków żywnością.
Klęska suszy na Zachodzie. Blokada Morza Czarnego paraliżuje rynek zbóż
Trzeba wspomnieć jeszcze o minionej suszy. Niemcy starają się ratować swoich producentów mleka. Jeden z landów uruchomił program pomocowy. Pokrywa połowę kosztów zakupu i transportu pasz objętościowych, minimalna kwota pomocy to 2500 euro, a maksymalna 100 tys. euro. Z kolei francuskie ministerstwo rolnictwa ponownie obniżyło prognozę zbiorów kukurydzy ziarnowej w 2026 roku. Obecnie wynosi ona 7,3 t/ha. To niemal połowa z 13,9 t/ha w ubiegłym roku.
Piszę o tym, bo napaść Rosji na Ukrainę weszła w nową fazę. Porozumienie Putina z Trumpem i sprzedaż do Stanów Zjednoczonych dużej ilości oleju napędowego sprawia, że zakończenie tego konfliktu może się przesunąć. Rosjanie, mając w ręku taki argument nie muszą kończyć wojny. A jeśli konflikt będzie trwał, to kontynuowana będzie blokada Morza Czarnego, na którym robi się coraz niebezpieczniej, zatapiane lub uszkadzane są kolejne statki, nawet u wybrzeży krajów NATO. Perspektywa swobodnego wywozu ziarna z Ukrainy i Rosji odsuwa się w nieokreśloną na razie przyszłość.
Paweł Kuroczycki
redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego
