Protest rolników w Warszawie 6 marcaKamila Szałaj
StoryEditorKomentarz redaktora naczelnego

Pałka w środę, marchewka w sobotę. Rząd zmienia podejście do rolników. A co mogą zrobić chłopi?

16.03.2024., 18:14h
Jeszcze niedawno postulaty protestujących rolników oficjalnie były programem rządu. Ale teraz bardziej pasuje zasada kija i marechewki. Niestety obecnie protesty rolnicze nie mają jednego lidera, jak kiedyś Leppera. I pomyśleć, co by było, gdyby Michał Kołodziejczak nie poszedł w politykę i „w ministry”? Co zatem powinni zrobić rolnicy? Utworzyć Komitet Koordynacyjny, który pokieruje działaniami protestujących.

Postulaty rolników programem rządu? Działało przez miesiąc

No i miodowy miesiąc się skończył. Miesiąc, kiedy postulaty protestujących były programem rządu, a minister i wiceministrowie rolnictwa bratali się z blokującymi drogi. Akcja policji w środę pod sejmem pokazała, że skończył się czas pobłażania. Czy to dlatego, że do protestujących dołączyli niektórzy politycy opozycji i związkowcy z Solidarności, nie tylko tej rolniczej?

Teraz nie ma to już większego znaczenia. Sygnał poszedł w Polskę. Na dodatek Czesław Siekierski, minister rolnictwa, najpierw odwołał swoją wizytę na targach Agrotech w Kielcach. Czyżby, widząc co się dzieje, obawiał się, że podzieli los Henryka Kowalczyka, wygwizdanego w ubiegłym roku? Później jednak miał zmienić zdanie.

Nowa taktyka rządu to pałka w środę pod Sejmem, a marchewka w sobotę, na spotkaniu z premierem?

Czy gaz i pałowanie pod sejmem to zapowiedź konfrontacji na większą skalę? Sprawdza się stara jak świat zasada kija i marchewki, a raczej pałki i marchewki. Pałka w środę a marchewka w sobotę, na spotkaniu z premierem Tuskiem. Już podczas poprzedniego protestu w Warszawie pojawiły się zdjęcia leżących na trasie przemarszu kostek brukowych, choć w pobliżu nie było żadnego remontu ani chodnika, ani ulicy. Jeszcze wcześniej do protestów przyłączali się ludzie mocno wyróżniający się z tłumu, jakoś niepasujący do rolników, za to wykrzykujący radykalne, polityczne hasła. Na demonstracji w środę pod sejmem widzieliśmy zdjęcia młodych, wysportowanych mężczyzn, którzy dali sygnał do rozróby.

Co łączy a co różnie obecne protesty rolników od tych za Leppera?

Widać, że władzy znudziło się paktowanie z rolnikami. Trudno nie porównywać dzisiejszej sytuacji z tym, co działo się 25 lat temu. Przypomnijmy, że to właśnie spadek cen skupu żywca do 1,8 zł/kg spowodował wówczas tak gwałtowny wybuch niezadowolenia. Co gorsza, nikt tej trzody nie chciał kupować, a Agencja Rynku Rolnego rozpaczliwie walczyła o to, aby ktoś wreszcie rozpoczął interwencyjny skup. Tylko dziesiątki tysięcy rolników mogło sparaliżować kraj nieposiadający sieci autostrad i dróg ekspresowych.

Dziś jest inaczej. 20 lat inwestowania w rolnictwo doprowadziło do konsolidacji gospodarstw. Widać to po liczbie wniosków o dopłaty bezpośrednie, których ubyło w tym czasie kilkaset tysięcy. Rolników jest po prostu mniej. Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica – tamte protesty miały jednego lidera, którym był śp. Andrzej Lepper. Różnica jest też taka, że finalnie Lepper został wicepremierem, a Michał Kołodziejczak, do niedawna naczelny zadymiarz polskiego rolnictwa, jest wiceministrem.

Obecnie nie ma jednego lidera strajków rolniczych. Dlatego chłopi powinni utworzyć Komitet Koordynujący

Teraz liderzy protestów są rozproszeni. Nie ma jednego centrum decyzyjnego, które zapanuje nad chaosem zawsze rodzącym się w takich sytuacjach. I pomyśleć, co by było, gdyby Michał Kołodziejczak nie poszedł w politykę i „w ministry”? Ciekawe czy dziś, kiedy rozwiązał się worek z protestami, pluje sobie w brodę? Taka okazja zdarza się raz na 25 lat. Do następnej trudno będzie dotrwać.

Co zatem można z tym począć? Utworzyć Komitet Koordynacyjny, który pokieruje działaniami protestujących i ustanawiając jasne i proste zasady, zmniejszy prawdopodobieństwo wydarzeń takich jak pod sejmem. A jednocześnie wyłoni silną reprezentację, której rząd nie będzie mógł zlekceważyć.

Bo nie ukrywajmy, dziś pod protesty podczepiają się nie tylko prowokatorzy, ale i skompromitowani działacze różnych rolniczych organizacji, często istniejących już tylko na papierze lub wyłącznie w wyobraźni tych działaczy. Wiozą się na chłopskiej krzywdzie, bo jako skompromitowani dla władzy są wygodni i przydatni. Bo władza w dowolnej chwili może pociągnąć za smycz, która uwiązana jest do obroży ukrytej pod białą koszulą, a oni natychmiast podpiszą każdy podsunięty im papier.

Jak można zakończyć kryzys w naszym rolnictwie?

Gdzie jest klucz do zakończenia obecnego kryzysu? Pamiętajmy, że jest on nie tylko w Brukseli. Rząd każdego kraju członkowskiego ma możliwości działań zakulisowych, aby wymusić na Komisji Europejskiej ustępstwa. Tak było w przypadku Węgier, które w zamian za przekazanie pomocy należnej w ramach Krajowego Planu Odbudowy zgodziły się na przyznanie Ukrainie wartego 50 mld euro pakietu pomocowego. Takie gry i gierki są w UE na porządku dziennym.

Co do zachowania Brukseli, to tam raczej twardo stoją za Zielonym Ładem.Dlaczego Komisja ogranicza się do wyrywania z przepisów jakichś paragrafów obiecując ich zmianę zamiast zabrać się za takie właśnie kompleksowe działanie? Przecież rolnicy protestujący od Lizbony po Białystok właśnie tego się domagają. UE po prostu nie zamierza rezygnować z zielonej transformacji. Chce przetrzymać kryzys i kontynuować dotychczasową politykę.

Paweł Kuroczycki,
redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
30. maj 2024 16:03