Burza na komisji rolnictwa. Rolnik ostro o aktywnym rolniku
Podczas środowego posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa, na którym odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o aktywnym rolniku, emocji nie brakowało. Na sali pojawili się rolnicy z różnych regionów Polski.
Jeden z nich, Mariusz Wawrzyło, rolnik z powiatu jędrzejowskiego w woj. świętokrzyskim w ostrych słowach skrytykował projekt i nie zostawił na nim suchej nitki. Już na wstępie swojego wystąpienia zaznaczył, że prowadzi ponad 200-hektarowe gospodarstwo roślinne i mówi w imieniu ludzi, którzy dziś walczą o przetrwanie. Przypomniał ubiegłoroczne gradobicie, które dotknęło jego region. On sam stracił plon ze 130 ha pszenicy. – W mojej gminie ponad 2 tysiące hektarów zostało całkiem zniszczonych. U nas żniwa się nie odbyły – mówił.
Rolnik podkreślał, że to minister odpowiada dziś za kondycję wsi i rolnictwa. – Pan jest gospodarzem polskiej wsi. Tylko u pana to gospodarstwo się rozjeżdża – mówił.
Rolnik musiał wycofać 50 ha z ekoschematu
Jednym z głównych wątków była krytyka systemu dopłat bezpośrednich. Wawrzyło wskazywał na problemy z ekoschematami. Jak relacjonował, prowadzi ochronę biologiczną i stosuje dwa preparaty, które – jak podkreślał – sprawdzają się w jego gospodarstwie. Mimo to, w ramach ekoschematu „Biologiczna uprawa”, musiał wycofać 50 hektarów upraw. – Zadzwonili z Agencji i powiedzieli, że sankcji nie będzie, ale 50 hektarów muszę wycofać, bo preparat był użyty drugi raz w tym samym gospodarstwie. Zabieraliście mi pieniądze z tego ekoschematu – tłumaczył.
Rolnik pytał też, dlaczego państwo zmusza producentów do stosowania droższych środków, skoro tańsze i skuteczne rozwiązania działają. – Jak coś się sprawdza za 100 zł, to czemu każe się nam kupować droższe preparaty? – pytał.
Ceny świń i zboża niskie, a nawozów wysokie. „Jak mamy żyć?”
Wawrzyło szeroko opisał też obecną sytuację rynkową. Zwracał uwagę na dramatycznie niskie ceny skupu. – Świnie w moim województwie są skupowane po 3,70 zł. Wróciliśmy do cen sprzed kilkunastu lat – mówił. Pszenica, jak podkreślał, sprzedawana jest po około 650 zł, a problemem pozostaje brak odbiorców.
Jednocześnie koszty produkcji rosną. – Nawóz kupujemy po 1650 zł, niektóre ciężko dostać. Wszystko idzie do góry, a nasza produkcja w dół – wyliczał. Wskazywał też na problem napływu zboża z Ukrainy i brak realnej ochrony rynku.
Aktywny rolnik uderzy derzy w dzierżawców? "Do 4 hektarów jest 36 spadkobierców"
Rolnik mocno akcentował, że projekt ustawy o aktywnym rolniku szczególnie uderzy w dzierżawców. Sam – jak mówił – formalnie posiada około 30 hektarów, a resztę dzierżawi. – Mam działki, gdzie do 4 hektarów jest 36 spadkobierców. Teraz ja mam z nimi wszystkimi spisywać umowy? – pytał, wskazując na chaos prawny i biurokrację, jaką może przynieść nowa definicja aktywnego rolnika i ustawa o dzierżawie ziemi, która wprowadza wymóg pisemnej umowy przy dzierżawie gruntów.
Rolnik do ministra: pan jest grabarzem polskiej wsi
Końcówka posiedzenia komisji była wyjątkowo emocjonalna. Wawrzyło podniósł głos, zwracając się bezpośrednio do ministra. – Jak będziemy sprzedawać świnie po 3,70 zł, mleko po 1,20 zł, a pszenicę po 600 zł, to dokąd to nas zaprowadzi? – pytał. W pewnym momencie padły bardzo ostre słowa, w których nazwał ministra „grabarzem polskiej wsi”.
Gdy minister próbował odpowiedzieć, rolnik ponownie zabrał głos. – Ja jestem rolnikiem. Ja muszę brać kredyty, żeby przeżyć – mówił.
Na koniec podkreślił, że swoje gospodarstwo budował latami, zaczynając od sześciu hektarów odziedziczonych po rodzicach. – Doszedłem do dwustu hektarów. Nikomu nic nie ukradłem, nikomu nic nie zabrałem – zakończył.
Choć komisja skierowała projekt ustawy o aktywnym rolniku do dalszych prac, to głosy takie jak rolnika ze Świętokrzyskiego wskazują, że nowe przepisy budzą poważne obawy środowiska.
Kamila Szałaj
