Geopolityczny paraliż spichlerza świata
Jeden z francuskich filozofów stwierdził kiedyś, że „kiedy bogaci prowadzą wojnę, to biedni umierają”. Dziś można to zdanie zmodyfikować: „kiedy bogaci prowadzą wojnę, to biedni za nią płacą”. Wojna na Bliskim Wschodzie i blokada cieśniny prowadzącej do Zatoki Perskiej będą miały dalekosiężne konsekwencje. Eksperci już dziś biorą pod uwagę scenariusze zakładające spadek plonów i wzrost cen ziarna, a co za tym idzie, także inflacji. A wysoka inflacja to rosnące oprocentowanie kredytów. Cierpieć z tego powodu będzie cała gospodarka.
Nawozowe wąskie gardło i problem soi
Po napaści Rosji na Ukrainę i wzroście cen gazu i ropy naftowej, mieliśmy putinflację. Czy teraz czeka nas trumpflacja? Ajatollahowie blokując cieśninę Ormuz, powiedzieli „sezamie zamknij się”. W tym skarbcu jest jedna czwarta światowych zasobów ropy, gaz ziemny (20%), a także nawozy (20–30% światowego eksportu azotowych i fosforowych), trafiające głównie do Azji, Afryki i Ameryki Południowej. O ile problem cen ropy naftowej może rozwiązać się dość szybko, jeśli zniesiona zostanie blokada, to w przypadku nawozów jest inaczej. Żeby zadziałały, trzeba je zastosować w określonym terminie, rolnikom na nic się zda tania saletra w czasie żniw. I nie chodzi o rolników z Europy, którzy w większości kupili nawozy azotowe wcześniej. Chodzi o półkulę południową i Azję. O ile ryż ani nas ziębi, ani grzeje, to ceny soi (potrzebującej fosforu z Bliskiego Wschodu) mają ogromne znaczenie dla opłacalności produkcji mleka, wieprzowiny i drobiu, a zatem i zużycia naszych zbóż paszowych.
Europejski gorset klimatyczny a rosyjska przewaga
Sytuacja w Europie jest specyficzna, bo ze względu na klimatyczne wariactwo, od początku roku import nawozów spoza UE spadł o 60 do 80%. To efekt wprowadzenia CBAM, czyli podatku uzależnionego od emisji CO2. Choć wzmacnia to rodzimych producentów, to dziś nie ma to już takiego znaczenia, bo dostaną oni znacznie wyższą fakturę za gaz. Ta sytuacja daje przewagę dużym producentom zbóż, np. Rosji, którzy nie muszą przejmować się polityką klimatyczną. Na terenie zachodniej części europejskiego kontynentu w nowy sezon wchodzimy wyczerpani niskimi cenami ziarna po żniwach 2025 r. A za naszą wschodnią granicą, będą sypać nawóz, młócić, sprzedawać i popuszczać pasa. Rolnictwo w Rosji – mającej własny gaz, nawozy i ropę – może na nowo rozkwitnąć.
Kosztowny gaz i paliwowa pułapka
Dla przetwórców wraca koszmar z 2022 r., kiedy po napaści Rosji na Ukrainę ceny gazu wrosły kilkunastokrotnie i osiągnęły horrendalny poziom. Wówczas, np. w mleczarstwie, zrównoważył to wzrost cen zbytu proszków mlecznych. Dziś, choć proszki nieco podrożały, to po pierwsze, bez związku z bombardowaniami Iranu, a po drugie, nie o tyle, aby zrównoważyć wzrost cen gazu. Będziemy więc mieli drogi gaz i tani proszek.
Kolejny kłopot to olej napędowy. Wzrost cen o ponad 1 zł/l skonsumuje niemal cały zwrot akcyzy (1,46 zł/l). Drożyzna pojawiła się w przededniu wiosennych prac polowych i po rozliczeniu jesieni 2025 w lutym. Kolejne wnioski uwzględniające paliwo na wiosenny siew, zabiegi pielęgnacyjne, sianokosy i żniwa rolnicy będą składać w sierpniu. A kiedy paliwo stanieje? To wiedzą wyłącznie ajatollahowie. Na razie podpalają tankowce w Zatoce Perskiej jeden po drugim i buńczucznie zapowiadają, że doprowadzą do wzrostu ceny baryłki ropy do 200 dolarów. Trwają dwie wojny: jedna na bomby, drony i rakiety, a druga to wojna nerwów, a płaci za to między innymi polski rolnik. Teraz karty w ręku mają Irańczycy, bo to oni zdecydują, kiedy odblokować cieśninę i puścić w świat ropę, gaz i nawozy.
Żywność na ołtarzu wolnego handlu
Do tej pory zdawało się, że tylko Europa zwariowała, prąc na oślep w zieloną przepaść. Forsując kolejne regulacje, narzucając ograniczenia i wymagania związane z Zielonym Ładem. Teraz można odnieść wrażenie, że zwariował cały świat. Pierwszy etap tego zamieszania to wyścigi, kto zawrze więcej umów o wolnym handlu. Doskonałym przykładem jest porozumienie z Mercosur, które czekało na swoją kolej przez 25 lat, a udało się je sfinalizować w pół roku. Ale nie tylko Unia Europejska zawiera takie umowy. Dotyczy to wszystkich dużych producentów i eksporterów żywności, bo właśnie żywność okazała się argumentem przetargowym składanym przeważnie w ofierze. Jedynie Stany Zjednoczone narzuciły innym korzystne dla siebie rozwiązania (oni mają dostęp bez cła, a my mamy płacić 15% daniny). Obecna wojna dopełnia tego obrazu zamętu. Dziś wydaje się, że nikt jej nie wygra i w zasadzie nie wiadomo po co wybuchła. To trzeci bardzo poważny kryzys w ciągu pięciu lat, po pandemii COVID i wojnie na Ukrainie. Nasila on spekulacje na rynkach, więc kiedy bogaci prowadzą wojnę, to biedni za to płacą.
Paweł Kuroczycki
redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego
