Mateusz Morawiecki postanowił ująć się za polskimi rolnikami. W gospodarstwie Agnieszki i Michała Szpickich, w gminie Górzno (woj. mazowieckie) były premier zorganizował konferencję, podczas której, w imieniu jego Stowarzyszenia Rozwój Plus, zaapelował do rządu o dopłaty do produkcji rolnej na poziomie do 1400 zł za tonę, dopłaty do paliwa rolniczego (rzeczywisty koszt paliwa dla rolników powinien być o 30-40% niższy od cen na pylonach) oraz o zmiany w przepisach dotyczących zamówień publicznych: państwowe instytucje powinny – zdaniem Morawieckiego - kupować żywność bezpośrednio u polskich producentów.
- Polski rolnik nie może być najsłabiej opłacanym elementem całego łańcuchu „od pola do stołu”. Jeżeli warunki produkcji na rynkach rolnych powodują, że rolnik czasami nie może pokryć nawet kosztów, to co się stanie z polskim rolnictwem? Polskie rolnictwo to przecież także bezpieczeństwo żywnościowe, a nie ma pełnej suwerenności państwa bez bezpieczeństwa żywnościowego – powiedział były premier.
Morawiecki: za naszych rządów rolnicy mogli liczyć na wsparcie
Morawieckie zwrócił przy okazji uwagę na kilka elementów, które – jak powiedział – „w czasie, kiedy ja byłem premierem, kiedy rządziliśmy, staraliśmy się łagodzić na rynkach rolnych albo rekompensować”.
- Popatrzcie na ceny skupu mleka, wieprzowiny, wołowiny, pszenicy, kukurydzy, żyta. To wszystko jest albo poniżej kosztów produkcji, albo na granicy kosztów produkcji. 680 zł pszenica, 490 zł kukurydza. W czasie, kiedy ja byłem premierem, robiliśmy dopłaty do 1400 zł. Nawozy bardzo drogie. I znowu, kiedy rządziliśmy, były dopłaty do nawozów. (…) Na koniec jeszcze rząd Donalda Tuska sprawił prezent rolnikom w postaci paliwa na żniwa. Taki prezent, który powoduje, że mamy najdroższy koszt paliw chyba od niepamiętnych czasów.
To jest ogromny, gigantyczny błąd tej władzy. Ponieważ te wysokie ceny przełożą się na bardzo duże problemy w poszczególnych sektorach polskiego rolnictwa – stwierdził były premier.
Morawiecki: za naszych rządów rolnicy mogli liczyć na wsparcie
Mateusz Morawiecki zaapelował do obecnego rządu o kilka konkretnych zmian.
- Po pierwsze dopłaty do produkcji, przynajmniej takie, jakie były w czasie, kiedy ja byłem premierem - 1400 zł do tony [pszenicy - przyp. red.]. Dlaczego tego nie robicie? Po drugie dopłata do paliwa rolniczego w taki sposób, żeby rzeczywisty koszt był co najmniej o 30-40% niższy od paliwa proponowanego po 8 zł na pylonach na stacji benzynowej. Po trzecie zamówienia publiczne. Przecież to jest w naszych rękach. Szpitale, szkoły, placówki państwowe, armia, administracja państwowa – wszystkie te instytucje powinny kupować towary tylko od polskich producentów, w tym producentów rolnych – powiedział były premier.
„Polski rolnik musi zarabiać”
W dalszej części swojego wystąpienia Morawiecki zaapelował też do rządu o zajęcie się tematem nikłych marż, jakie uzyskuje rolnik w łańcuchu dostaw oraz zapewnił, że w działaniach jego Stowarzyszenia Rozwój Plus, jest miejsce dla polskiego rolnika. Zapewnił, że zajmie się kwestią zwiększenia obecności polskich produktów rolnych na półkach sklepów wielkopowierzchniowych oraz że „kontrole fitosanitarne i weterynaryjne na granicy polsko-ukraińskiej zaczną wreszcie działać”.
- Przywóz z Ukrainy i z Mercosur dodatkowo dołuje jeszcze polskiego rolnika. Zrobię wszystko i uruchomię takie mechanizmy kontroli, certyfikatów, badań, żeby polskiemu rolnikowi było jak najłatwiej, ale żeby miał też ochronę przed tą żywnością, która wpływa do Polski. Bo polska żywność jest najlepsza, najsmaczniejsza, najzdrowsza i najbezpieczniejsza i musimy ją chronić – mówił Mateusz Morawiecki.
Dodał, że w jego ocenie najważniejsze jest to, abyśmy byli państwem suwerennym żywnościowo, a do tego:
- Żeby polski rolnik nie tylko miał pokrycie kosztów, ale mógł inwestować w kolejne swoje linie produkcyjne. (…) O to będziemy dbać. Będziemy dbać o polskiego rolnika – zapewniał były premier.
Były wiceminister: rolnictwo znalazło się w kryzysie
Do obecnej sytuacji w polskim rolnictwie odniósł się także, obecny na konferencji Ryszard Bartosik, były wiceminister rolnictwa.
- Wystarczyły niespełna 3 lata i polskie rolnictwo stanęło nad przepaścią. Ten rząd doprowadził do sytuacji, że nic dziś na wsi się nie opłaca. Mamy ogromny kryzys ekonomiczny. Rolnicy nie mogą związać końca z końcem. W każdej dziedzinie produkcji rolnej nic się nie opłaca. A rząd nic nie robi w tym zakresie, a wręcz przeciwnie: podpisuje umowę z Mercosur, umożliwia sprowadzanie towarów rolno-spożywczych z Ukrainy. Minister rolnictwa w czasie żniw pojechał sobie na Filipiny, a przed chwilą był w Stanach Zjednoczonych. I nic z tych wizyt nie wynika. Panie ministrze, ministerstwo rolnictwa to nie jest biuro podróży. Trzeba pracować, trzeba działać każdego dnia dla polskiego rolnictwa – apelował Bartosik.
Jakiej pomocy dla rolników domaga się Bartosik?
W ocenie byłego wiceministra, wieś potrzebuje natychmiastowej interwencji na rynkach rolnych.
- Potrzeba dopłat do zboża, ale ich nie ma. Zapowiadali, gadają, ale nie robią. Potrzeba dopłat do nawozów po to, aby obniżyć koszty produkcji. Też ich nie ma. Zapowiadali - Unia Europejska dała im zielone światło - ale tego nie zrobili. Potrzeba interwencji na rynkach mleka. Potrzeba dopłat do paliwa rolniczego na takim poziomie, aby naprawdę obniżyć koszty produkcji rolnej. Ta interwencja musi już być dziś, musi być teraz, choć jest bardzo, bardzo spóźniona – wymieniał były wiceminister rolnictwa.
Do tego – zdaniem Bartosika – w dalszej perspektywie rolnikom potrzeba przepisów, które umożliwią wprowadzanie towarów polskich do dużych sieci handlowych.
- Potrzebna jest polska półka, potrzebna jest półka lokalna. To można zrobić za pomocą przepisów. Potrzeba też pilnować naszych granic. Są służby i inspekcje, które przymykają oko i do naszego kraju wpływają towary rolne, które nie są nam potrzebne. Poziom naszej produkcji jest tak duży, że my eksportujemy towary rolno-spożywcze do Europy i do całego świata. Każda, nawet najmniejsza ilość towarów sprowadzanych z Ukrainy czy z innych krajów powoduje zachwianie rynku. Do tego nie można dopusczać. Od tego jest minister rolnictwa, od tego jest rząd. Ale oni nic w tym zakresie nie robią. Dlatego jako Stowarzyszenie Rozwój Plus upominamy się o polskiego chłopa, aby wprowadzić takie rozwiązania, jak wprowadzał premier Mateusz Morawiecki, kiedy był premierem polskiego rządu. Bo on nie czekał. On szukał rozwiązań, aby się rolnikom opłacało – powiedział Ryszard Bartosik.
Agnieszka Kozłowska
