Protesty rolnikow w Bydgoszczy 9.02.2024Tomasz Slezak
StoryEditorProtest rolników

Nie pozwolił rolnikom protestować. Decyzja prezydenta wywołała burzę

05.01.2026., 11:45h

Prezydent Bydgoszczy zakazał zaplanowanego protestu rolników w centrum miasta. Chodziło o pokojową manifestację przeciwko taniej żywności z importu oraz umowie UE–Mercosur. Decyzja władz wywołała duże poruszenie w środowisku rolniczym i została już zaskarżona do sądu. Rolnicy podkreślają, że sprawa może stać się precedensem ograniczającym prawa wsi w całym kraju.

Zakaz protestu rolników w Bydgoszczy

Prezydent Bydgoszczy zakazał planowanego protestu rolników w centrum miasta 8 stycznia 2026 roku. Chodziło o pokojową manifestację z udziałem około 200 osób i nawet 150 ciągników.

Rolnicy sprzeciwiali się m.in. umowie UE–Mercosur oraz napływowi taniej żywności z zagranicy. Miasto uzasadniło zakaz obawą o bezpieczeństwo i paraliż komunikacyjny.

Organizatorzy odwołali się do sądu. Zgodnie z przepisami decyzja powinna zapaść w 24 godziny, ale termin już minął, a rozstrzygnięcia wciąż nie ma. Rolnicy ostrzegają, że ta sprawa może stać się precedensem dla blokowania protestów w całej Polsce.

„Rolnik to nie problem – to bezpieczeństwo państwa”

– W naszej ocenie doszło do rażącego naruszenia prawa. Organ administracji nie wyważył dwóch konstytucyjnych wartości: uciążliwości dla mieszkańców i prawa do zgromadzeń publicznych – mówi Jan Kaźmierczak, przedstawiciel Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Obrony Praw Rolników.

Jak dodaje, miasto nie podjęło żadnej próby dialogu.

– Dzwoniłem do urzędu, mówiłem: przyjadę, usiądźmy, powiedzcie, co wam się nie podoba, zmieńmy organizację protestu tak, żeby było bezpiecznie. Nikt nie chciał rozmawiać - mówi.

Kaźmierczak podkreśla, że wcześniejsze protesty rolników w Bydgoszczy – nawet z udziałem ponad 1600 traktorów – przebiegały bez żadnych incydentów.

Spór o równość wobec prawa

Przedstawiciel Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Obrony Praw Rolników zauważa, że państwo stosuje różne standardy wobec różnych grup.

– Gdy aktywiści przyklejają się do asfaltu na głównych arteriach Warszawy, państwo nie reaguje w ten sposób. A gdy protestują rolnicy, nagle słyszymy, że są zagrożeniem – wskazuje w rozmowie z naszą redacją Kaźmierczak.

Prawo jasno stanowi, że organ administracji ma obowiązek domniemywać legalność zgromadzenia, a nie zakładać zagrożenie z góry.

- Domagamy się symetrii w stosowaniu prawa i realnego poszanowania procedur, które państwo samo ustanowiło – dodaje.

Kontrowersje wokół procedury sądowej

Stowarzyszenie odwołało się od decyzji Sądu Okręgowego w Bydgoszczy do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Organizatorzy złożyli zażalenie 4 stycznia o 2:03 nad ranem. Ustawa przewiduje, że sprawa powinna być rozpoznana w ciągu 24 godzin, jednak do tej pory nie zapadła decyzja.

– Obywatel i stowarzyszenie muszą dotrzymywać terminów co do minuty, natomiast instytucja publiczna – mimo wyraźnego obowiązku ustawowego – może je przekraczać bez żadnej reakcji systemu – podkreśla Kaźmierczak.

„To nie koniec, to dopiero początek”

Rolnicy zapowiadają dalszą walkę prawną i nagłaśnianie sprawy w całym kraju.

– To nie jest tylko walka o jeden protest. To walka o prawo wsi do bycia słyszaną – podsumowuje Kaźmierczak.

Sprawa z Bydgoszczy może stać się precedensem ograniczającym możliwość organizowania protestów rolniczych w całej Polsce, ostrzegają organizatorzy.

Będziemy śledzić sprawę i informować na bieżąco o dalszym przebiegu wydarzeń.

źródło: Jan Kaźmierczak/Fb oraz wywiad własny

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
05. styczeń 2026 13:18