"Dzisiaj nie ma branży w rolnictwie, która przynosiłaby jakikolwiek dochód"
Podczas protestu 20 lutego we Wrocławiu, Wawrzyniak zwrócił uwagę na problemy wszystkich sektorów produkcji rolnej.
– Dzisiaj nie ma branży w rolnictwie, która by przynosiła jakikolwiek dochód. Gdzie te ceny? Skąd te ceny? Sprzed 20 lat? A przecież nam wcale koszty nie spadają – alarmował.
Rolnicy obecni na proteście podkreślali, że realne koszty produkcji przewyższają przychody. Jeden z uczestników wyjaśniał, że wyprodukowanie pszenicy kosztuje około 800–900 zł/t, a cena skupu wynosi zaledwie 630 zł/t.
W zagłębiach warzywno-ziemniaczanych ceny produktów prosto z pola nie przekraczały 0,30 zł/kg, co spowodowało, że część warzyw nie została zebrana.
Mniejsze gospodarstwa mleczne wskazywały, że ceny skupu oscylują w granicach 1,00–1,50 zł/l, a przejęcia mniejszych mleczarni przez większe firmy pogłębiają trudności lokalnych producentów.
Rolnicy pytają: „Jeśli nie siać zbóż, to co?”
Rolnicy coraz częściej zastanawiają się także nad przyszłością produkcji.
– Rolnicy się zastanawiają: dobrze, jeżeli nie będę siał zbóż, to co zasiać w zamian? – pytał o alternatywę Wawrzyniak.
Pojawiają się również obawy, że część gospodarstw może ograniczyć produkcję.
– Czy nas dzisiaj sprowadzą do tego, żeby tak naprawdę Polskę zostawić ugorem? Żeby wziąć tylko po 2300 zł dopłaty za ugór i zostawić tę polską ziemię? – dodał.
Wawrzyniak podkreślał, że wysokie koszty produkcji zagrażają opłacalności całego europejskiego rolnictwa. Do tego wciąż niemal pełne magazyny zboża i warzyw nie gwarantują utrzymania gospodarstw, a brak perspektyw na rentowną produkcję w nadchodzącym sezonie jest teraz kluczowym problemem. Bez działań systemowych część gospodarstw może zniknąć, alarmował rzecznik prasowy NSZZ "Solidarność" RI.
"I róbmy to szybko, bo do żniw gospodarstwa nie wytrzymają"
Wawrzyniak zaznaczał, że rolnicy oczekują konkretnych działań systemowych i finansowych, które pozwolą przetrwać trudny okres.
– Najlepsze są rozwiązania systemowe, których brakuje od lat. Ale my dzisiaj jesteśmy w takim kryzysie, że trzeba wprowadzić rekompensaty, trzeba wprowadzić tarczę antykryzysową – wyliczał.
Rzecznik wskazywał na potrzebę interwencji rynkowych, np. wyeksportowania nadwyżek zbóż i poprawy cen skupu.
– Musimy kłaść nacisk, by wyeksportować tę nadwyżkę zbóż, którą mamy – apelował.
Podkreślał też konieczność ograniczenia nadużyć w systemie dopłat, tak aby środki trafiały do rzeczywistych, czynnych gospodarstw.
– Mówmy o realnych działaniach i o realnej pomocy. I róbmy to szybko, bo do żniw gospodarstwa nie wytrzymają – alarmował Wawrzyniak.
„Dopłata do paliwa to obelga”
– Ta dopłata do paliwa, która była przez ministra zaproponowana kilkugroszowa, 5 czy 6 groszy, to jest tak naprawdę jakby rzucić rolnikom w twarz obelgę – Wawrzyniak krytycznie oceniał propozycje wsparcia dla rolników.
Zdaniem organizacji rolniczych potrzebne są rozwiązania, które realnie obniżą koszty produkcji – np. w przypadku nawozów, paliwa czy materiału siewnego.
Petycje rolników i dialog z władzami
Podczas manifestacji rolnicy przekazali petycje do wojewody i list otwarty do instytucji UE.
– Zostały przekazane dwie petycje. Złożyliśmy je bezpośrednio na ręce pana wicewojewody, który przyjął od nas te petycje – mówił Wawrzyniak.
Rzecznik podkreślał, że działania obejmują zarówno protesty, jak i rozmowy merytoryczne, mające na celu wypracowanie realnych rozwiązań dla gospodarstw.
Rolnicy zapowiadają kolejne protesty
– Będziemy nadal protestować, dopóki nie osiągniemy swoich celów, nie osiągniemy pewnych postulatów. Nie usłyszymy też z ust ministra propozycji rozwiązania tych problemów – zapewniał Wawrzyniak.
Rolnicy zaznaczyli, że jeśli postulaty nie zostaną uwzględnione, akcje protestacyjne mogą być kontynuowane również w innych regionach kraju.
Agnieszka Sawicka
