Rodzinne gospodarstwo Hałabisów
Marcin Hałabis jest 35-letnim rolnikiem z woj. lubelskiego. Wspólnie z rodzicami prowadzi ok. 100 ha gospodarstwo we wsi Góry (gm. Zakrzówek, pow. kraśnicki) nastawione na tucz świń w cyklu otwartym.
– Prowadzimy dwa gospodarstwa. Hodowcą świń jest mój tata, ale pracujemy wspólnie. Utrzymujemy 500 szt. tucznika na głębokiej ściółce. Zajmujemy się również produkcją zbóż z przeznaczeniem na pasze, dzięki temu stosujemy własne komponenty paszowe z dodatkiem koncentratu białkowego. Uprawiamy łącznie ok. 100 ha – wyjaśnia rolnik i dodaje, że poza zbożami w gospodarstwie uprawiany jest również rzepak przeznaczany na sprzedaż.
Cena świń taka sama jak 30 lat temu
Zdaniem Hałabisa aktualnie na temat cen skupu świń nie można powiedzieć nic dobrego. Przypomina, że oferowana przez podmioty skupujące stawka jest taka sama, jaka była 30 lat temu, choć wówczas koszty zakupu paliwa czy nawozów, a nawet życia były dużo niższe. Jak wspomina, jego tata postawił chlewnię na 500 szt. tucznika ok. roku 2000, a on sam od dziecka pomagał w pracy z nadzieją, że gdy dorośnie, będzie mógł kontynuować rodzinne tradycje związane z hodowlą świń i pracą w rolnictwie.
– Wówczas to było jedno z większych gospodarstw na okolicę. Mieliśmy nadzieję, że produkcja świń w Polsce będzie się rozwijać i opłacać. Byliśmy również zachęcani programami przez Unię Europejską – „Młodym Rolnikiem” czy dotacjami do rozwoju produkcji. Wiadomo, że rynek świń jest taki, że np. trzy rzuty się nie opłacą, a czwarty wypłaci tak, że się zarobi. Teraz są jednak takie ceny, że to jest porażka. Wszystko zmierza w kierunku centralizacji produkcji – przyznaje.
Co z tego, że warchlak staniał, skoro świnia też jest tania?
Hałabis nie ukrywa, że z uwagi na obserwowaną zmianę struktury stad w Polsce i rozwój gospodarstw, jeszcze do niedawna zastanawiał się nad zwiększeniem produkcji również u siebie. Jednak po rozważeniu wszelkich za i przeciw, nie zdecydował się na jej zwiększenie.
– Nie zwiększamy produkcji, bo nie za bardzo mamy gdzie. DJP mamy blisko limitu, a patrząc na aktualne ceny świń, lepiej jest się wstrzymać. Ponadto na co dzień pełnię funkcję przewodniczącego rady gminy i działam społecznie, więc byłoby to trudne – wyjaśnia.
Rolnik zwraca uwagę na to, że aktualnie obserwowany jest jednoczesny spadek cen sprzedaży warchlaka, jak i skupu świń.
– Warchlakiem handlują po nawet 180 zł/szt., więc to jest cena, której dawno nie było, ale co z tego, skoro ceny skupu świń spadły? I tak się nie zarobi, i tak się nie zarobi – twierdzi.
W ocenie Hałabisa kolejny spadek cen skupu świń, choć te już były skupowane poniżej kosztów produkcji lub na granicy opłacalności, to prawdziwy cios w polski rynek, a najgorsze jest to, że można się tylko domyślać, dlaczego tak się dzieje.
– Chyba tak jest teraz zbudowany rynek, że zakłady mięsne mają swój towar i nie muszą kupować od rolników niezależnych, ponieważ mają tucz nakładczy, więc i tak mają towar, i mogą dyktować taką cenę, jaką chcą. Jest to też na pewno związane z sytuacją geopolityczną i różnicami w popycie oraz podaży na świecie – komentuje.
Przeczytaj też: Kto zaniża ceny świń w Polsce? Rolnicy wrócili z kolejnymi pytaniami
RHD nie wypaliło, bo nie można było zatrudnić pracownika
Jak wspomina rolnik, wspólnie z rodzicami podejmował działania mające na celu zwiększenie dochodów z produkcji m.in. poprzez wejście w Rolniczy Handel Detaliczny. Hałabisowie otworzyli prężnie działający biznes, w którym ojciec był hodowcą, matka – zgodnie z przepisami jako współwłaścicielka stada – właścicielką sklepu, a syn zarządcą biznesu.
– Wyrabialiśmy wędliny. Popyt był, klienci byli, ale światu nie da rady. Istnieją przepisy, o czym poinformowała mnie jedna z inspektorek podczas kontroli, które uniemożliwiają zatrudnianie pracowników w rolniczym handlu detalicznym. Chodzi o to, że może to być wyłącznie działalność prowadzona przez rolnika lub domownika – wyjaśnia.
W związku z tym, dopóki się dało, dopóty Hałabisowie handlowali wędlinami, jednak z czasem ilość pracy okazała się niemożliwa do przerobienia, a rolnicy musieli zrezygnować z prężnie rozwijającego się biznesu.
– Nie byliśmy w stanie przerobić roboty. Jeżeli pójdzie się rano na obrządki do świni, to nie pójdzie się od razu do wędlin. Często wychodziło tak, że spędzaliśmy więcej czasu przy wyrobie wędlin, niż przy zwierzętach, chociaż oba zajęcia są bardzo czasochłonne. Wiem, że niektórzy ludzie sobie z tym radzą, ale u nas to nie wypaliło – przyznaje.
RHD jedyną deską ratunku dla rolników z małych gospodarstw?
Choć Hałabis wprost przyznaje, że jemu z RHD nie wyszło, to wciąż jest zdania, że to rozwiązanie może pozwolić przetrwać setkom gospodarstw rodzinnych w Polsce.
– To jest chyba jedyna deska ratunku, jaką mają dziś rolnicy w Polsce. W woj. lubelskim gospodarstwa są małe i rozdrobnione, więc dla nich może to być szansa, bo trudno jest uzyskać dochód z samej produkcji zbożowej czy zwierzęcej – dodaje.
Rolnik chciał przejść na drób, ale ptasia grypa go zniechęciła
W głowie młodego rolnika nie brakowało pomysłów na rozwój. Przyznaje, że w pewnym momencie zaczął zastanawiać się nad dywersyfikacją produkcji i chciał przejść na hodowlę drobiu, jednak rozwój wirusa ptasiej grypy i wprowadzenie zakazu wypuszczania drobiu na wybieg w woj. lubelskim skutecznie go zniechęcił.
– Ten temat też odpuściłem, ale może to nawet lepiej, bo ponieść inwestycje i zadłużyć gospodarstwo, nie jest sztuką. Sztuką jest później spłacić te zobowiązania – mówi.
Zniszczono rynek i produkcję świń
Hałabis podkreśla, że należy liczyć się z tym, że jeśli nie będzie polskiego rolnika, to nie będzie polskich firm z branży rolniczej. I choć z jednej strony uważa, że centralizacja produkcji może być szansą, to z drugiej dostrzega w niej zagrożenie.
– Mówiąc o hodowli świń, nikt nie liczy się z tym, że jeszcze kilkanaście lat temu, każdy rolnik miał po 30 świń i to funkcjonowało. Mieli pieniądze, wydali je na lokalnym rynku, kupili coś do gospodarstwa od polskiego przedsiębiorcy i to budowało lokalną gospodarkę, a dziś jest centralizacja. W przypadku świń są to w większości zagraniczne koncerny, które tuczą świnie i pieniądze uciekają za granicę. Zniszczono rynek i produkcję świń w Polsce, nie mówiąc o tym, jak to wpłynęło na rozwój polskiej genetyki i ras zwierząt, które dzisiaj utrzymuje się w większości w celach zachowawczych – dodaje.
Zobacz też: „Na kim mamy zniwelować straty?”. Ceny świń runęły. Jest ruch Animexu
Młody rolnik: „Nie wiem, co robić dalej”
Hałabis przyznaje, że mając 35 lat i będąc rolnikiem z krwi i kości, nie wie, co ma dalej robić. Nadzieje na to, że rolnictwo w Polsce, również to zrównoważone, będzie się opłacać, okazały się złudne, a on sam poświęcił mu całe życie – od dziecka pomagając w gospodarstwie, a następnie kształcąc się w zawodzie zootechnika i zdobywając doktorat z tej dziedziny.
– Całe życie pracowałem w rolnictwie i tego się trzymałem. Nie podejmowałem pracy na etacie, bo biorąc dofinansowania, musiałem spełniać wymagania m.in. być ubezpieczonym w KRUS. Rolnictwo to całe moje życie – od dziecka po wykształcenie – ponieważ studiowałem na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie i zdobyłem stopień doktora nauk rolniczych w dyscyplinie zootechnika – przyznaje.
Rolnik nie ukrywa, że po studiach mógł podjąć pracę na uczelni, bo taka oferta się pojawiła, mógł również pracować w stowarzyszeniu i wyjeżdżać za granicę, ale zbliżały się żniwa i zrezygnował.
– Odpuściłem. Wiedziałem, że zbliżają się żniwa i nie chciałem zostawić rodziców ze wszystkim samych. Lubię pracę w rolnictwie, jest bardzo wdzięczna, ale przede wszystkim czuję przywiązanie do ziemi. Zawsze myślałem o tym, żeby nie zaprzepaścić ojcowizny, ale teraz coraz częściej rozglądam się za dodatkową formą pracy poza rolnictwem, bo nie jest kolorowo. Gdyby człowiek wiedział wcześniej, że to wszystko tak się potoczy, to może aż tak by się w to rolnictwo nie pchał – kończy.
Polski rolnik to mądry rolnik
Marcin Hałabis jest przykładem rolnika burzącego wszelkie stereotypy budowane wokół tego zawodu przez różne środowiska. O tym, że został rolnikiem, zdecydowało nie tylko wychowanie, ale przede wszystkim świadomy wybór. Mając szansę na podjęcie pracy w środowisku akademickim, zrezygnował, mając nadzieję na rozwój gospodarstwa. Dziś hodowla świń w Polsce wisi na włosku, a kolejni hodowcy rezygnują z tego biznesu. Jednocześnie powstała kolejna Strategia odbudowy pogłowia trzody chlewnej w Polsce, jednak czy tym razem skuteczna, to się dopiero okaże.
Czytaj dalej:
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
