Rząd wysyła broszurę. Hodowcy reagują
„Przeczytaj, przećwicz i zachowaj” – tak zaczyna się oficjalny poradnik, który rząd zapowiada rozesłać do wszystkich gospodarstw domowych. Mowa w nim m.in. o wojnie, sabotażu, cyberatakach i ekstremalnych zjawiskach pogodowych. Jeden z rozdziałów poświęcono też zwierzętom gospodarskim. I właśnie ten fragment wywołał poruszenie wśród hodowców.
14 dni paszy i farba na krowach
Rząd zaleca, by właściciele zwierząt gospodarskich przygotowali zapas paszy i wody na 14 dni, sprawdzili budynki i ogrodzenia oraz byli gotowi do ewakuacji. W dokumencie pojawia się też zapis o oznaczaniu zwierząt farbą w sytuacji awaryjnej. Dla wielu rolników to brzmi jak kompletny absurd.
– Żaden szanujący się hodowca nie pozostawia zwierząt bez zabezpieczenia paszy. Nie wystarczy 14 dni, przygotowujemy zapasy na kilka miesięcy do przodu, żeby stado było bezpieczne w każdej sytuacji kryzysowej – mówi nam Jacek Buszta, hodowca bydła z Zachodniopomorskiego.
Z jego doświadczenia wynika, że tylko tak przygotowane gospodarstwo jest w stanie przetrwać kryzysowe sytuacje. Dodaje też, że
– Zwierzęta są już oznakowane, w systemie, mają kolczyki i paszporty. A teraz ktoś każe je jeszcze malować farbą? – pyta.
Dodatkowe malowanie budzi więc raczej zdziwienie niż poczucie bezpieczeństwa.
„To jest pisane zza biurka, nie z obory”
Rolnicy nie kryją oburzenia. Anna Węgłowska, rolniczka, skomentowała to krótko w swoich mediach społecznościowych - Jak to komentować… lepiej chyba zostawić bez komentarza - pisze.
Inni są bardziej dosadni. Pojawiają się wpisy w stylu - Od razu to wyrzuciłem, nawet nie zdążyłem zajrzeć.
Kto naprawdę ma ratować zwierzęta?
W poradniku zapisano jasno "Za ewakuację zwierząt odpowiada ich właściciel, a koordynację ewakuacji prowadzi lokalne centrum zarządzania kryzysowego. Po dokładne informacje o sposobie ewakuacji zwierząt w Twojej okolicy zgłoś się do urzędu gminy." Czy gminy zapewnią transport, miejsca dla stad, ludzi do załadunku czy paszę po ewakuacji? To pytanie zadają hodowcy.
Hodowca: „Przy powodzi radziliśmy sobie sami”
Jacek Buszta, hodowca ponad 200 sztuk bydła mięsnego, przypomina, jak wyglądało to w praktyce podczas ostatniej powodzi.
– Kiedy przyszła woda, nikt z gminy ani z państwa nie zorganizował ewakuacji zwierząt. Ludzie ratowali je sami. Służby przyjechały i powiedziały przez megafon, że idzie fala. I tyle - mówi.
Bo w dużym kryzysie zwierzęta zawsze schodzą na dalszy plan.
– Jeśli trzeba ratować miasta i ludzi, to stada są na końcu. A przy 200 sztukach bydła nie da się po prostu „wziąć ich ze sobą” - dodaje rolnik.
Największy problem? Brak konkretów
Poradnik mówi rolnikowi, co ma zrobić. Nie mówi jednak, na jaką realną pomoc może liczyć. W teorii jest koordynacja. W praktyce pozostaje to w gestii gmin. Dla rolnika zwierzęta to kapitał. Często wart kilka milionów złotych. Utrata stada to nie „strata sentymentalna”. To bankructwo. Jedna źle przeprowadzona ewakuacja, brak wody, brak prądu i gospodarstwo znika z rynku.
Papier przyjmie wszystko, woda nie
Rządowy poradnik ma uspokajać. Ale na wsi chyba działa odwrotnie, bo, jak mówi hodowca, pokazuje, że w sytuacji kryzysowej rolnik zostaje sam.
Agnieszka Sawicka
