Groszek nie wytrzymał upału. 200 hektarów zostało na polu. Rolnik: „To totalny minus”W. Mazurek/A. Sawicka/canva
StoryEditorgłos rolnika

Miał 400 ha groszku. Połowa została na polu. „Totalny minus”

27.08.2026., 18:00h

W gospodarstwach państwa Mazurek w rejonie Jordanowa na Dolnym Śląsku w tym roku posiano około 400 ha groszku. Około 200 ha pozostało niezebranych po przejściu ekstremalnych temperatur. – Groszek się po prostu ugotował, tak po ludzku mówiąc – powiedział Waldemar Mazurek. Jak podkreśla, nie chce jednak narzekać. Chce pokazać, jak zmieniające się warunki pogodowe zmuszają gospodarstwa do szukania zupełnie nowych sposobów prowadzenia produkcji.

400 hektarów groszku i nagłe załamanie

Groszek był już w trakcie zbiorów, kiedy przyszła fala bardzo wysokich temperatur. W gospodarstwach państwa Mazurek uprawiano go na powierzchni około 400 hektarów. To właśnie moment zbiorów okazał się dla plantacji groszku katastrofalny.

Groszek się po prostu ugotował – mówi Waldemar Mazurek, rolnik, przewodniczący Rady Powiatowej Dolnośląskiej Izby Rolniczej Powiatu Wrocławskiego.

Wysoka temperatura sprawiła, że część plantacji w ogóle nie nadawała się już do zbioru. Z około 400 ha groszku aż 200 ha pozostało niezebranych. Część tej plantacji rolnik zagospodarował jako poplon, ale nie uratowało to wyniku ekonomicznego uprawy.

Białko roślinne groszku powyżej 42 stopni się ścina, a temperatury były jeszcze wyższe – dodaje Mazurek.

image
Groszek nie wytrzymał upału. 200 hektarów zostało na polu. Rolnik: „To totalny minus”
FOTO: W. Mazurek

„Minus, to totalny minus”

Koszty się nie zwróciły w ogóle. Minus, to totalny minus – podkreśla Waldemar Mazurek.

I dodaje, że z części plantacji nie udało się praktycznie nic zebrać. To szczególnie dotkliwe, ponieważ groszek uprawiany jest w tym rejonie na dużą skalę i trafia przede wszystkim do przemysłu, m.in. na mrożonki.

Tegoroczny problem nie dotyczy więc wyłącznie jednego rolnika. Jak wynika z relacji, podobne problemy wystąpiły także w innych gospodarstwach. Mniejsza ilość surowca może być problemem również dla odbiorców i przetwórców.

Takiego sezonu wcześniej nie było

Mazurek nie uprawia groszku pierwszy rok. Jak mówi, zajmuje się nim od około siedmiu lat. W poprzednich sezonach zdarzały się straty związane z niekorzystną pogodą, ale miały one znacznie mniejszą skalę. Wspomina o około 10-procentowych stratach. Tegoroczna sytuacja jest zupełnie inna. To co najmniej 50% strat.

Dlatego rolnik zaczyna się zastanawiać, czy przy coraz częstszych ekstremalnych warunkach pogodowych dotychczasowy sposób planowania produkcji nadal wystarcza.

Mocno zastanawiamy się nad przyszłością groszku, ponieważ warunki ekstremalne w pogodzie coraz częściej pojawiają się w naszym regionie – mówi.

To nie jest jednak zapowiedź prostego wycofania się z produkcji. Mazurek mówi raczej o potrzebie zmiany sposobu zabezpieczania gospodarstw przed ryzykiem pogodowym. 

image
Groszek nie wytrzymał upału. 200 hektarów zostało na polu. Rolnik: „To totalny minus”
FOTO: W. Mazurek

Co z ubezpieczeniami od ekstremalnych temperatur?

W ocenie Waldemara Mazurka potrzebne są rozwiązania systemowe. Jednym z pomysłów jest stworzenie możliwości ubezpieczenia upraw od szkód powodowanych przez ekstremalnie wysokie temperatury. To istotna różnica w porównaniu z oczekiwaniem jednorazowej pomocy po każdej klęsce, czyli tzw. kroplówce, jak nazywa ją rolnik.

Mazurek podkreśla, że rolnicy muszą być przygotowani na to, iż podobne sezony mogą się powtarzać.

Nie możemy sobie pozwolić na takie sytuacje – mówi, wskazując na potrzebę systemowych rozwiązań, które będą działały również w kolejnych latach.

Nie tylko groszek. Buraki i inne uprawy też dały 25–30 proc. mniej

Groszek jest najbardziej spektakularnym przykładem, ale nie jedynym problemem w gospodarstwie. Waldemar Mazurek mówi również o burakach. W jego ocenie tegoroczne plony są ogółem o około 25–30 proc. niższe niż w ubiegłym roku.

Na wynik produkcyjny nakładają się niedobory wody, wysokie temperatury i zmieniający się przebieg pogody.

Rolnictwo uczy pokory. I to bardzo dużej pokory – podkreśla Mazurek w rozmowie – Takie zjawiska są wpisane w zawód rolnika. Wybierając pracę na roli, każdy z nas ma tę świadomość, że te zjawiska mogą się zdarzyć i to akceptuje – dodaje.

Mazurek nie przedstawia rolnictwa jako branży, która chce wyłącznie rekompensat. Zwraca uwagę na ryzyko, którego gospodarstwo nie jest w stanie całkowicie kontrolować.

„To jest fabryka pod gołym niebem”

W rozmowie pada bardzo trafne określenie rolnictwa: "To jest fabryka pod gołym niebem".

Rolnik zwraca uwagę, że gospodarstwo może wykonać wszystkie zaplanowane zabiegi, zainwestować w sprzęt, nasiona i środki produkcji, a ostatecznie i tak nie ma wpływu na najważniejsze czynniki. Nie może zamówić deszczu na konkretny okres wegetacji.

Deszcz może padać, ale nie w tych okresach, w których jest potrzebny roślinom – zauważa.

Dla roślin liczy się nie tylko ilość deszczu, ale też moment, w którym spadnie. Kilkadziesiąt milimetrów deszczu w niewłaściwym czasie niekoniecznie rozwiąże problem niedoboru wody w kluczowej fazie rozwoju.

image
Groszek nie wytrzymał upału. 200 hektarów zostało na polu. Rolnik: „To totalny minus”
FOTO: W. Mazurek

„Nie płaczemy, nie żądamy”

Mazurek wyraźnie nie chce, aby jego wypowiedź została odebrana jako kolejna lista rolniczych pretensji. Wręcz przeciwnie.

My nie płaczemy, my nie żądamy, tylko pokazujemy, jaka to jest skala trudnej pracy. Jakie to jest ogromna ryzyko – mówi.

Dlatego jego zdaniem o problemach trzeba rozmawiać wcześniej – zanim gospodarstwa poniosą kolejne straty i jeszcze wtedy, gdy można przygotować rozwiązania, które pomogą ograniczyć skutki trudnych sezonów.

Z suszą nie wystarczy walczyć po fakcie

Jednym z tematów, który szczególnie mocno wybrzmiewa w rozmowie, jest woda. Zdaniem Mazurka nie można patrzeć wyłącznie na opady. Problem ma również wymiar hydrologiczny. Jeżeli wody brakuje głębiej w profilu glebowym, samo pojawienie się opadu nie oznacza automatycznie, że problem został rozwiązany.

Dlatego rolnik wskazuje na konieczność powrotu do retencji, terenów podmokłych, zbiorników i zatrzymywania wody w rowach.

Musi z powrotem być woda w rowach – przekonuje.

W jego ocenie przez lata popełniano błąd, nadmiernie nastawiając system na szybkie odprowadzanie wody.

Trzeba wrócić jak najszybciej do zbiorników retencyjnych, żeby tę wodę magazynować – podkreśla.

Nie oznacza to jednak, że samo nawadnianie rozwiąże problem. Przy produkcji wielkoobszarowej nawadnianie dużych areałów może być bardzo kosztowne, dlatego potrzebne są rozwiązania dotyczące całego systemu gospodarowania wodą, w tym jego finansowania.

Po takim sezonie rolnicy zaczynają wstrzymywać inwestycje

Skutki trudnego sezonu nie kończą się wraz ze zbiorem. Mazurek mówi, że rozmawiając z rolnikami, słyszy coraz częściej o wstrzymywaniu inwestycji. Jego zdaniem skutki odczuje nie tylko rolnictwo.

Jeżeli gospodarstwo nie kupuje ciągnika, kombajnu czy innej maszyny, mniej pracy mają również firmy produkujące sprzęt, dealerzy, serwisy i przedsiębiorstwa obsługujące rolnictwo.

To jest cały łańcuch. A my jesteśmy początkiem tego łańcucha – zauważa.

Przy dużych gospodarstwach dochodzi do tego jeszcze kwestia finansowania. Maszyny często są kupowane na kredyt albo leasing. Dlatego przedłużający się okres słabej rentowności może szybko stać się problemem płynnościowym.

„Za chwilę leasingi zaczną odbierać sprzęt”

Za chwilę leasingi zaczną odbierać sprzęt, banki zaczną licytować i będzie po prostu za późno – ostrzega rolnik.

Nie uważa jednak, że każdy powinien otrzymać pomoc niezależnie od sytuacji. Wręcz przeciwnie – wskazuje na potrzebę dostępnych, niskooprocentowanych kredytów dla gospodarstw, które rzeczywiście ich potrzebują, aby mogły przetrwać trudniejszy okres i uregulować bieżące zobowiązania.

Najgorszym rozwiązaniem jest żadne rozwiązanie, czyli brak rozwiązań – ostrzega.

Rolnik nie chce wysokich cen. Chce stabilności

My nie chcemy bardzo wysokich cen. Chcemy normalne ceny, stabilne ceny i godnie żyć – mówi.

Chodzi przede wszystkim o to, żeby przychody z produkcji pozwalały pokryć koszty, finansować niezbędne inwestycje, utrzymać gospodarstwo, ale też zapewniały rolnikowi wynagrodzenie za jego pracę – takie, jakie otrzymuje osoba pracująca w każdym innym zawodzie.

Jak podkreśla, rolnik musi dziś konkurować z producentami z innych części świata, a jednocześnie ponosić wyższe koszty wynikające z europejskich wymagań i regulacji.

„Co siać?”

Zmieniające się warunki pogodowe zaczynają wpływać również na decyzje dotyczące struktury zasiewów. Dla dużych gospodarstw to coraz ważniejsza kwestia.

Decyzji dotyczącej zasiewów nie podejmuje się wyłącznie na podstawie ceny z jednego dnia. Trzeba brać pod uwagę płodozmian, kontrakty, dostępność wody, ryzyko pogodowe, koszty maszyn i możliwość sprzedaży.

Jeżeli jednak ekstremalne zjawiska zaczynają powtarzać się coraz częściej, rachunek ekonomiczny poszczególnych upraw może wyglądać zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu.

Duże gospodarstwo nie oznacza, że ryzyko znika

Mazurek prowadzi duże gospodarstwo i właśnie z tej perspektywy mówi o przyszłości rolnictwa. Jego zdaniem większa skala daje możliwości inwestowania w technologie, ale nie rozwiązuje problemu ryzyka pogodowego.

My robimy ze swojej strony wszystko, ale przychodzą ekstremalne warunki i niestety idą za tym straty – mówi.

W gospodarstwie wdrażane są nowe technologie i innowacje. Rolnik współpracuje również ze środowiskiem naukowym. To ważne, bo pokazuje drugą stronę tegorocznego sezonu: rolnictwo nie stoi w miejscu. Problem polega na tym, że technologia nie zawsze może zastąpić wodę, a inwestycje nie są w stanie całkowicie wyeliminować ryzyka ekstremalnej temperatury.

image
Groszek nie wytrzymał upału. 200 hektarów zostało na polu. Rolnik: „To totalny minus”
FOTO: W. Mazurek

Polska żywność to także bezpieczeństwo

W rozmowie temat szybko wychodzi poza samo gospodarstwo. Mazurek uważa, że Polska i Europa powinny znacznie poważniej traktować bezpieczeństwo żywnościowe.

Jego zdaniem nie można zakładać, że żywność będzie zawsze dostępna i tania, niezależnie od sytuacji geopolitycznej czy pogodowej.

Żywność powinna być kluczowa. Mogą być przecież przerwane dostawy z innych państw. I co wtedy? – pyta.

Dlatego postuluje m.in. rozwój krajowego przetwórstwa i utrzymywanie strategicznych zapasów.

W okresach nadwyżki część produkcji powinna być zagospodarowywana lub magazynowana, a w czasie niedoboru rezerwy mogłyby stabilizować rynek.

Duże gospodarstwa i małe powinny mieć swoje miejsce

Mimo że sam prowadzi duże gospodarstwo, Mazurek nie uważa, że przyszłość polskiej wsi należy wyłącznie do największych. Wręcz przeciwnie – podkreśla znaczenie małych gospodarstw i lokalnych rynków. Zdaniem rolnika, mniejsze gospodarstwa powinny mieć możliwość sprzedaży bezpośrednio na lokalnym rynku, a państwo powinno pomagać w stworzeniu infrastruktury, która to ułatwi. Wskazuje m.in. na lokalne rynki, małe chłodnie i zaplecze pozwalające przechowywać produkty dłużej niż tylko przez kilka dni sezonu.

Według Mazurka takie rozwiązania dałyby mniejszym gospodarstwom więcej możliwości sprzedaży.

Wszyscy muszą razem żyć – mówi, wskazując na potrzebę współistnienia gospodarstw dużych, średnich i małych.

„Musimy rozmawiać i działać”

Mazurek nie ukrywa, że tegoroczny sezon jest bardzo trudny. Nie chce jednak kończyć rozmowy na stratach.

Mleko się rozlało. Już nic z tym nie zrobimy, więc szukajmy rozwiązań, jak wyjść z tych problemów – mówi.

Jego zdaniem potrzebne są działania zarówno na teraz, jak i na kolejne lata: tanie kredyty dla gospodarstw znajdujących się w trudnej sytuacji, ubezpieczenia od nowych rodzajów ryzyka, inwestycje w retencję i rozmowa rolników z decydentami.

– Trzeba rozmawiać i działać. Politycy z różnych stron sceny politycznej powinni spotykać się z rolnikami, aby wspólnie wypracować kompromis i podjąć systemowe działania na przyszłość – podkreśla i zachęca rozmówca.

Rolnik apeluje również do konsumentów, prosząc, aby podczas zakupów zwracali uwagę na kraj pochodzenia produktów i wybierali żywność krajową. Jak podkreśla, choć polskie produkty mogą być nieco droższe ze względu na wyższe koszty produkcji, jego zdaniem warto je wybierać, ponieważ polska żywność jest zdrowa, smaczna i bezpieczna.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
27. sierpień 2026 18:02