– Tak dłużej nie mogliśmy pracować – wspominają hodowcy, którzy ostatecznie zdecydowali się rozwinąć produkcję mleka w gospodarstwie, podstawą której stała się budowa nowej, wolnostanowiskowej obory.
Zamiast hali udojowej rybia ość wybrali robot Lely
Początkowo budynek projektowano z myślą o hali udojowej rybia ość 2 x 7. Dokumentacja była gotowa, a pozwolenie na budowę uzyskane. W trakcie realizacji inwestycji gospodarze zmienili jednak koncepcję i zdecydowali się na robota udojowego.
– Oglądaliśmy obory z zautomatyzowanym systemem doju, ale wydawało nam się, że to nie jest rozwiązanie dla nas. Ostatecznie uznaliśmy jednak, że więcej przemawia za robotem niż przeciw niemu – wspomina Joanna Krenc.
Pierwszy robot Lely rozpoczął pracę w czerwcu 2018 roku. Przejście z uwięzi na wolnostanowiskowy system z robotem był dla krów i oczywiście samych hodowców ogromnym wyzwaniem. Pierwsze tygodnie wymagały ciągłego doglądania i przeganiania zwierząt. Krowy, które wcześniej miały paszę, wodę i legowisko w jednym miejscu, musiały nauczyć się samodzielnie przemieszczać po oborze.
Najtrudniejsze – jak wspominają gospodarze – były pierwsze cztery tygodnie. Część starszych krów przez kilka dni była stopniowo przyzwyczajana do chodzenia po oborze, a dopiero później kierowana do robota. Na początku trzeba było włożyć dużo pracy, ale efekty były tego warte.
Robot udojowy to większa kontrola stada i analiza zdrowia
Po wdrożeniu robota zmienił się nie tylko dój. Hodowcy zaczęli dokładniej analizować dane, kontrolować zdrowie krów i zwracać większą uwagę na rozród.
– Można powiedzieć, że zainstalowanie robota podniosło na wyższy poziom inne dziedziny hodowli bydła mlecznego w naszym gospodarstwie – przyznał Łukasz Krenc. – Od tego bowiem czasu systematycznie, co dwa tygodnie, lekarz weterynarii wykonuje badanie USG krów, kontrolując między innymi przebieg okresu poporodowego i skuteczność zacieleń. Między innymi dlatego większość sztuk udaje się skutecznie zacielić do 100. dnia po porodzie. Ponadto wszystkie jałówki kryjemy nasieniem seksowanym.
70 krów stało w kolejce do jednego robota udojowego
Początkowo hodowcy zakładali, że nadwyżki jałówek i pierwiastek będą sprzedawane, jednak przyszedł czas, w którym rynek obrotu materiałem hodowlanym się załamał i w pewnym momencie na jednego robota przypadło blisko 70 krów.
– To oznaczało nawet 4 godziny pracy rano i 4 wieczorem przy przeganianiu zwierząt. Silniejsze krowy potrafiły blokować dostęp do robota, a słabsze lub mniej przebojowe sztuki zbyt długo czekały na dój. Jedna krowa potrafiła się uprzeć i cały czas wchodzić do robota, a te, które jeszcze nie były dojone, odganiała. Po pewnym czasie inne krowy szły się położyć i już nie wracały – relacjonuje pani Joanna.
Rolnicy przebudowali oborę pod drugiego robota udojowego
W październiku ub.r. państwo Krencowie podjęli więc decyzję o zakupie drugiego urządzenia. Robot, podobnie jak pierwszy, był maszyną używaną, pochodzącą z ekspozycji i został uruchomiony pod koniec maja tego roku. Montaż drugiego robota wymagał jednak przebudowy części obory. Gospodarze wykonali dobudówkę z płyty, przygotowali otwór pod ruszta i zmienili układ wejścia do urządzenia. Drugi robot został ustawiony obok pierwszego. Zdecydowano się na dwa modele w tej samej konfiguracji – oba są robotami lewymi, dzięki temu obsługa i codzienne czynności przy urządzeniach przebiegają w podobny sposób.
– Projektant widział to inaczej, ale ostatecznie udało się zrealizować pomysł męża. Największym problemem było znalezienie miejsca i dopasowanie wejścia do robota – mówi Joanna.
W nowej części zastosowano ruszta, co zdaniem gospodarzy ułatwia utrzymanie czystości i ogranicza problemy z odchodzącą posadzką oraz koniecznością intensywnego mycia.
Wprowadzenie drugiego robota nie przyniosło natychmiastowych efektów. Krowy były przyzwyczajone do dotychczasowej trasy i niechętnie korzystały z nowego wejścia. Gospodarze musieli stopniowo kierować zwierzęta do drugiej części obory. Nie pomagały w tym również upały, które zmieniały zachowanie krów i utrudniały cały proces.
Jałówki uczą się korzystania z drugiego robota
Młode jałówki są od początku szkolone przy drugim robocie. Przed wycieleniem trafiają do grupy krów dojnych i raz lub dwa razy dziennie przechodzą przez urządzenie. Otrzymują tam niewielką dawkę paszy, dzięki czemu przyzwyczajają się do dźwięków i pracy robota.
– Lepiej od razu uczyć je korzystania z nowego robota, niż później znowu zmieniać im przyzwyczajenia – wyjaśnia gospodarz.
Roboty dostarczają gospodarzom wielu informacji o zwierzętach. Na ich podstawie zmieniane są ustawienia dotyczące częstotliwości doju i kierowania krów do urządzenia.
Średnia liczba wejść do robota wynosi obecnie trzy na krowę dziennie. Przy dwóch urządzeniach roboty mają około 45–50 proc. czasu wolnego. Wcześniej, przy jednym robocie i większym obciążeniu, wolny czas spadał do zaledwie 2–3 proc. W najlepszym okresie system wyliczał przewidywaną wydajność stada na około 13 tys. litrów mleka. Przy przeciążeniu robota wydajność spadła do około 11 tys. litrów. Państwo Krencowie liczą, że po wejściu krów w kolejną laktację produkcja zacznie się odbudowywać.
Robot udojowy nie sprawił, że pracy ubyło
Gospodarze podkreślają, że robot udojowy nie sprawił, że pracy ubyło. Zmienił się przede wszystkim jej charakter.
Nie ma już wielogodzinnego doju i dźwigania baniek, ale pojawiły się nowe obowiązki: analiza raportów, kontrola zwierząt, reagowanie na alarmy, przeglądy, czyszczenie i dbałość o ustawienia urządzeń.
– Jeśli ktoś myśli, że założy robota i nie będzie miał pracy, to nie tędy droga. To jest tylko inna praca. Trzeba przy tym chodzić i uporządkować stado – zgodnie przyznali Joanna i Łukasz Krencowie, którym w codziennej pracy pomagają również dzieci: 18-letni syn Dominik, uczący się w technikum rolniczym i szczególnie angażujący się w prace polowe; córka Patrycja – studentka zarządzania, pomagająca rodzicom w prowadzeniu dokumentacji i drugi, 7-letni syn Oliwier, który pomaga na miarę swojego wieku.
Rolnicy chcą zainwestować w profesjonalny system chłodzenia krów
Jak nas poinformowali hodowcy, na zakupie drugiego robota nie skończyły się inwestycje w produkcję mleka. Gospodarze planują już kolejne, a jedną z najbliższych będzie profesjonalny system chłodzenia krów w postaci dwóch dużych wentylatorów podsufitowych oraz system zraszania krów oparty na dyszach i wentylatorach z silnikami szybkoobrotowymi. Ich zadanie polega na dodatkowym ochłodzeniu krów po zroszeniu wodą oraz ich wysuszeniu, tak by zwierzęta nie przenosiły wilgoci na stanowisko.
Beata Dąbrowska
